Skip to content

Otome 4ever

Blog o grach otome i visual novel.

Menu
  • Aktualizacje
  • Plany wydawnicze
    • Plany wydawnicze 2025
    • Plany wydawnicze 2026
  • Recenzje
    • Otome / Visual Novel
    • Gacha / Mobile
  • Inne
    • Poradniki
    • Top 5
    • Różne
    • Linki
  • FAQ
    • FAQ
    • Polityka prywatności
  • Kontakt
Menu

Minamoto no Yoritomo (Birushana: Winds of Fate)

Posted on 27/09/202627/09/2026 by Hina

Jeśli myśleliście, że scenarzyści epilogu Tomomoriego poszli na łatwiznę, opierając całą problematykę historii na fakcie, że bohaterowie ze sobą nie rozmawiają, to mam dla Was zaskakującą wiadomość: w ścieżce Yoritomo… dzieje się dokładnie to samo!

Ale to tyle tytułem wstępnej ironii. Fabuła tej krótkiej, bo jedynie trzyrozdziałowej opowieści, dziejącej się po main story Birushana Rising Flower of Genpei i przenosi nas do czasów, gdy płeć bohaterki dalej pozostaje dla większości tajemnicą, wojna zmierza ku końcowi, a Genji odnieśli zwycięstwo nad Heike. Życie Shanao jest więc wyjątkowo proste (dla odmiany) i dość nudne (ku mojemu rozczarowaniu). Przebywa ona w posiadłości swojego „brata” i kuruje odniesione po bitwie w zatoce Dan-no-Urarany, ale to nie przeszkadza jej nieustannie ćwiczyć oraz cieszyć się z towarzystwa swojego ani-ue/ukochanego. (I to do tego stopnia, że różne plotki zaczynają krążyć na temat samego Yoritomo, np. że ukrywa on w domu kochankę).

Prawda była jednak znacznie mniej skandaliczna. Ot, po prostu Yoritomo chciał mieć Shanao na oku, dlatego zamknął ją w rezydencji, bo obawiał się, że przez swoje pełne poświęcenia treningi i chęć bycia użyteczną, dziewczyna znowu sobie coś zrobi. Wciąż miał przecież żywo w pamięci jej pełne poświęcenia obietnice, że jest gotowa dla niego umrzeć. A tego zaakceptować po prostu nie mógł, odkąd postrzegał ją jako swoją ukochaną, bo już dość się w swoim życiu nacierpiał z powodu żałoby. I chociaż Shanao wciąż zdarzało się nazywać go bratem, czego Yoritomo nie lubił, to jak wszyscy pamiętamy, nie byli rodziną z krwi kości. Po prostu stare nawyki długo umierały, a facet cierpliwie znosił to, że kobieta dalej traktowała go bardziej jak swojego lidera niż de facto partnera.

Mimo to Yoritomo starał się być wyrozumiały i czasami towarzyszył nawet Shanao w ćwiczeniach, wiedząc jak szlifowanie zdolności jest dla niej ważne, albo pozwalał spotkać się z przyjaciółmi w ramach patrolu. W czym z Shungenem czy Benkeiem.  Był jednak potem chorobliwe zazdrosny. W sensie, nie mówił bohaterce wprost, o co mu chodzi, ale np. pod byle pretekstem sprowadzał ją z powrotem do rezydencji („bo mieli pilne klanowe rzeczy do omówienia”), milczał, chodził jakiś taki nadąsany, a potem się na nią rzucał i przyssywał do niej niczym wygłodniały glonojad do wyjątkowo zarośniętej szyby, byleby pokazać, że jest tylko jego i żaden facet nie ma startu. Co akurat MC trochę przeszkadzało, bo wciąż obawiała się, że ktoś ich zobaczy i raz nawet przypadkowo zdzieliła Yoritomo w usta, do krwi, aby go powstrzymać.

Głównym problemem tej ścieżki nie są jednak popędy Yoritomo, ale knowania cesarza Go-Shirakawy. Po pierwsze facet sobie umyślił, że Fujiwara no Hidehira to jednak zbyt potężny się zrobił i najlepiej by było, jakby Yoritomo go usunął. Bo mało mieli wojny. Po drugie, synowi słońca nie podobało się, że z przywódcy Genji taka fajna partia, a pozostawał kawalerem. Uznał więc, że czas, by jego poddany wziął sobie za żonę kogoś ze szlachty w ramach umocnienia politycznych sojuszy. I to najlepiej jak najszybciej. A co na to nasz love boy? Ano, jak zawsze, słucha, milczy, ma kamienną twarz i nawet cesarz nie wie do końca, co mu po głowie chodzi. Czy zaakceptował rozkazy, czy nie.

W czym Go-Shirakawa nie jest bynajmniej w swoim zagubieniu odosobniony. Shanao także nie miała pojęcia, co tak naprawdę zamierza zrobić z tym wszystkim jej ukochany. Zgodziła się jednak udać z nim na wspólną wycieczko-randkę, w trakcie której, ubrani „po cywilnemu”, czyli jak podróżni małżonkowie, spędzają leniwy czas na plaży i nad wodospadami, ciesząc się po prostu swoją bliskością. (A przy okazji sprawdzają, czy legenda o magicznym miejscu, które sprowadza na zakochanych błogosławieństwo jest prawdziwa). W czym jest im w trakcie tego „urlopu” tak fajnie, że rozważają nawet, czy nie uciec i nie zostać ze sobą w ten sposób już na zawsze… chociaż ostatecznie to obowiązki wygrywają. Zero zaskoczenia. W końcu z nich byli potworni służbiści.

Po powrocie do stolicy, przed spotkaniem z Cesarzem, Shanao przekazuje nawet Yoritomo, by ten się na nią więcej nie oglądał. By robił to, gdzie pcha go ambicja i co jest dla jego klanu najlepsze, a ona zawsze będzie mu wierna i będzie go kochać, nawet jeśli nigdy nie będzie mogła zostać jego żoną. Co trochę faceta wkurza, bo okazuje się, że już dawno wprowadził w ruch pewien szacher-macher. Otóż, na spotkaniu z Synem Słońca, Yoritomo pojawia się z Shanao i lordem Hidehirą, by poinformować Go-Shirakawę, że… od teraz Oshu i Genji będą mieli sojusz, a Hidehara to jego przyszły teść. W jaki sposób? Ano w taki, że adoptuje on Shanao, która – przy okazji – jest kobietą, jako swoją córkę, a potem wyda ją za Yoritomo. The End i pozamiatane. No, normalni eboshi z głów, że nikt tego tak nie przewidział.

Cesarz jest w szoku, ale niewiele może w sumie zrobić, Hidehira ma ubaw (i nowe dziecko w gratisie), a Shanao kamień spada z serca, bo do tej pory tylko się zamartwiała. Jedynie Yoritomo jest trochę niezadowolony, że ukochana mu nie zaufała, ale MC szczerze przyznaje, że była przerażona. Po tym jak odkryła, że jest zasadniczo nikim, jakimś potworem, nawet nie prawdziwym Genji, to nie czuła się Yoritomo godna i obawiała się, że swoim uczuciem będzie go tylko ściągać w dół. Okazało się jednak, że Yoritomo nie zamierza z ich miłości zrezygnować, bo już za dużo w życiu stracił. No to co mu się dziwić, że miał lęki?

W czym na tym fabuła zasadniczo się kończy. Shanao nie musi już dłużej ukrywać swojej płci, przyszłość maluje się przed kochankami dużo lepiej, no i pozostało już tylko płodzić dziedziców dla Genji… do czego Yoritomo nie trzeba nawet zachęcać, bo Shanao już po tej sytuacji na plaży, miała przez niego problem z chodzeniem.

Co do samej ścieżki, to nie było tu wielkich, fabularnych fajerwerków, a jedynie domknięcie pewnych niedokończonych wątków. Ogólnie więc sam epilog był nawet potrzebny, ale chyba trochę mnie rozczarowała forma, bo wszystko toczyło się tutaj bardzo przewidywalnie. Naprawdę, nie wiem, czy ktokolwiek z graczy nie odgadnął, co planuje Yoritomo? Aż dziwię się, że Shanao sama nie dodała dwa do dwóch albo nie zaproponowała podobnego planu. Może nie wierzyła, że Fujiwara się zgodzi? Ale przecież już wcześniej naraził dla niej swój klan i dom.

Nie jestem też przekonana, czy nie wystarczyło, dla świętego spokoju, wtajemniczyć we wszystko MC, nawet jeśli potem miała by być rozczarowana, gdyby coś nie wyszło, no ale zrzucam ten brak komunikacji na japońską mentalność… i lenistwo scenarzystów.

Szkoda też, że nie pokazano nam jakoś szerzej reakcji przyjaciół Shanao na te wszystkie rewelacje, ale ich rola w tym epilogu była dość marginalna. Na przykład chętnie bym się dowiedziała, co Yasuhira myśli o tym, że zyskał siostrę. Albo bracia Satou. Ale, niestety tego, aż do pojawienia się jakimś cudem kolejnego fandisku, już się nie dowiemy.

A co z fluffem? Ano, jest go bardzo dużo, bo widać, że z Yoritomo to 100% cicha woda. Niby tak tylko siedział i łypał na wszystkich w milczeniu, ale już w towarzystwie ukochanej, to mu nie robiło, czy był na plaży, w lesie, czy w sypialni, byleby się do niej przykleić. Zabawnie też oglądało się potężnego lidera Genji zazdrosnego o to, że jego kobieta uśmiecha się do innych ludzi, a powinna tylko do niego.

Bardzo szczęśliwy epilog dla bohaterki, która wiele wycierpiała. Żałuję wręcz, że fabuła nie zabrała nas jeszcze dalej w przyszłość, byśmy mogli zobaczyć Shanao, jako prawdziwą panią Minamoto (nawet w bonusowym opowiadaniu nie dowiadujemy się nic ponadto, że opiekowała się rezydencją w Kamakurze), ale, jak w przypadku innych scenek na mojej liście życzeń, pozostało mi obejść się smakiem.

Birushana: Winds of Fate, Furakawa Makoto, Kuudere, Postać historyczna, Samurai, Wojownik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Cześć, jestem Hina! Prowadzę bloga od 2019 r. Jeśli podoba Ci się, co piszę, zostaw komentarz i wpadnij ponownie. Dziękuję za odwiedziny!

Moje ID

Chcesz pograć wspólnie albo pogadać? Znajdziesz mnie na:

Steam

Discord

Love&DeepSpace: 83000453341

KAWKĘ DAJ BLOGGEROWI...

Postaw kawę

Chociaż pisanie o grach sprawia mi dużo przyjemności, to jednak czasami koliduje z codziennymi obowiązkami.

Jeśli podoba Ci się, co tworzę i chcesz okazać mi wsparcie, baaardzo dziękuję za postawienie kawy. Porządna dawka ciepłego naparu rozgrzeje mi serducho i pomoże mi utrzymać bloga jak najdłużej.

Ta strona nie jest sponsorowana przez żadną firmę ani nie jest finansowana z żadnego innego źródła poza moimi własnymi środkami.

Spoiler alert!

Na blogu znajdują się dwa typy recenzji: gier (pozbawione spoilerów) i ścieżek/postaci (ze streszczeniami i spoilerami).

© 2026 Otome 4ever | Powered by Superbs Personal Blog theme