Kiedy zaczynałam odnowioną wersję Hakuōki, bardzo obwiałam się tego, co zrobią z postacią Sannana, bo jednak w starych edycjach robił za dodatkowego antagonistę. Szybko jednak okazało się, że jest to postać bardzo ciekawa, która trafiła na moją listę ulubieńców, a jako materiał na love interest sprawdził się zaskakująco zacnie. Tym bardziej bolało mnie to, że w podstawowym Hakuōki wiele z ważnych dla niego scen działo się odscreenowo. Wiecie, facet gdzieś tam przemykał się po drugim planie i dopiero po przemianie w rasetsu nabierał kolorytu. Dlatego tym bardziej ciekawiło mnie, czy fandisk naprawi tę moją bolączkę i zobaczę jakieś fajne sytuacje z Sannanem-człowiekiem jeszcze w Kyoto? A czy tak się stało, przekonacie się za chwilę, po tradycyjnym streszczeniu, albo od razu lećcie na dół tego tekstu do podsumowania. Tam bowiem umieszczę moje przemyślenia już po przejściu całej ścieżki.
ROZDZIAŁ 1: Zaczynamy w maju 1864 roku. Chizuru wciąż jeszcze znajduje się pod ścisłą kontrolą wojowników, więc nie może opuszczać kwater oficerów. Mimo to, gdy pewnego wieczora słyszy hałas od strony studni, postanawia sprawdzić, co to za dźwięk. Boi się, że to potwory, które spotkała na ulicach, wróciły… Eee… i co byś w sumie zrobiła? Dość dziwaczna motywacja. W każdym razie, dzięki jej kontrowersyjnej decyzji, dostaliśmy sporo fanserwisu. Okazuje się bowiem, że to nie rasetsu a Sannan, pod osłoną nocy, polewał się wodą, aby umyć z dala od innych wojowników. Inaczej zauważyliby jak kiepsko sobie radzi, mając tylko jedną sprawną rękę. W czym rozdział kończy się tym, iż mężczyzna trochę się na swoją sytuację żali, a trochę prawi MC wykłady, iż zachowała się nierozsądnie, a poza tym… no… wiecie, że młoda kobieta nie powinna nocą podglądać mężczyzn w takich sytuacjach. XD Summa summarum Chizuru jest jednak zadowolona, bo widziała Sannana bez okularów i miała z nim cywilizowaną rozmowę. Dlatego, gdy wraca do pokoju, to nachodzą ją dość odważne, ale przyjemne wyobrażenia przed snem.
ROZDZIAŁ 2: Podczas wykonywania obowiązków na mieście Chizuru i Inoue są zaskoczeni przez gwałtowny, letni deszcz. Nagle jednak z pomocą przychodzi im Sannan, który przyniósł parasolki… jednak nie uwzględnił obecności dziewczyny i ma o jedną za mało. Tymczasem Inoue spieszy się już na kolejny spotkanie, na którym musi prezentować się godnie, więc Sannan namawia go, aby zabrał parasolkę i sobie poszedł, a sam w tym czasie eskortuje Chizuru. MC cieszy się więc, że może poznać „milszą stronę” Sannana, o której tyle słyszała od innych wojowników. Kiedy bowiem nie jest zafiksowany na swoim problemie, Sannan dba o to, by nie iść za szybko, by dziewczyna była dobrze zasłonięta przed ulewą i pozwala nawet trzymać się swojego rękawa. Przyznaje też, że w przeszłości miał więcej zainteresowań i jego świat nie kręcił się tylko wokół ideałów bushido i kenjutsu. Niestety, gdy deszcz się kończy, wracają też ponure myśli i parka się rozdziela, by każdy wrócił do kwatery osobno. Chizuru ma więc nadzieję, że jeszcze kiedyś Sannanowi uda się odnaleźć tego „dawnego siebie”.
ROZDZIAŁ 3: Akcja przenosi nas już do czasów po dołączeniu frakcji Itou. Sannan zostaje odsunięty nawet od swojej roli doradcy i to popycha go do ostateczności – zamienia się w rasetsu. Jakiś czas później po tych wydarzeniach, Chizuru spotyka go przed świtem w ogródku. Mężczyzna ma na sobie białe, oficjalne haori i jest w świetnym humorze. Okazuje się, że dostał pozwolenie, by oddziały rasetsu brały udział w obowiązkach Shinsengumi jako wsparcie. Z jednej strony Chizuru cieszy się więc jego szczęściem, ale z drugiej niepokoi ją, jak zachłyśnięty swoją nową potęgą i nieostrożny się wydaje. Dlatego chwyta go za niegdyś kalekie, lewe ramie i prosi, by na siebie uważał, bo wszyscy w Shinsengumi dalej martwią się o jego zdrowie. To przywołuje mężczyznę do porządku i dziękuje MC za „reality check”, bo faktycznie trochę się w swoim entuzjazmie zapędził. Dalej jednak jest cały w skowronkach, bo znowu może być bushi i jeszcze nie do końca ogarnia, że utracił wraz z przemianą człowieczeństwo.
Dol ROZDZIAŁ 4: Mamy 1865 rok. Moment zachwytu minął. Sannan żyje jak duch. Oficjalnie uważany za zmarłego. Na dodatek jego badania nad rasetsu są blokowane, więc narasta w nim frustracja. Tymczasem pewnego dnia Kondou wraca ze spotkania z Aizu i wręcza Chizuru słodycze (tj. monaka – ciastka z pastą z fasoli pomiędzy dwoma waflami z mochi), prosząc, by rozdała je wszystkim oficerom. Ci są, oczywiście, zachwyceni, ale wieczorem Chizuru idzie odwiedzić Sannana i wraz z herbatą dostarczyć mu swoją porcję, aby nie czuł się „wykluczony”. Mężczyzna początkowo jest tym najściem sfrustrowany, bo przecież „potwory nie żywią się jak ludzie”, ale gdy orientuje się, że to nie rozkaz od Kondou, ale samowolny gest dziewczyny, to znowu zachwyca go jej bezinteresowność. W efekcie dzielą ciastko na pół i zjadają wspólnie, bo Sannana bawi, jak MC słabo ukrywała, że tak naprawdę bardzo ciekawią ją te słodycze… Dziękuję jej również za przypomnienie, co to znaczy być człowiekiem, bo dawno nie miał okazji spędzać czasu w tak odprężający sposób.
ROZDZIAŁ 5: Przeskakujemy 3 lata później. Wiele się wydarzyło. Siły szoguna uciekły z Kyoto, a Chizuru poznała prawdę o swoim pochodzeniu. Sannan prosi pewnego wieczora MC, aby poszła z nim zbadać klinikę Yukimurów, bo mogą tam być jeszcze cenne notatki ukryte przez Kodo. Dziewczyna, naturalnie, się zgadza, chociaż jest bardzo zmęczona. Podobnie jak Sannan, który za dnia prowadził badania, a nocą patrolował Edo. Może dlatego irracjonalnie zareagowali na nagły hałas? Przekonani, że to ktoś od Kodo ich obserwuje, mężczyzna wziął MC nagle w ramiona – rzekomo by ją ochronić, choć pewnie lepiej byłoby dobyć broni – i rozkazał obcemu się ujawnić… aby odkryć, że odwiedził ich tylko kot. Chizuru długo potem nie mogła jednak pozbyć się rumieńców. Nawet jeśli żadne z nich już nie rozmawiało na ten temat…
ROZDZIAŁ 6: Przenosimy się do najdurniejszego momentu fabuły. Czyli zaraz po tym, jak Sannan rzekomo zabił Heisuke, a Chizuru jest więziona w zamku Shirakawa przez własnego ojca. Dziewczyna wciąż ma koszmary, w których widzi śmierć przyjaciela, dlatego rozważa samobójstwo, ale nie ma żadnej broni czy narzędzi. Sannan odwiedza ją jednak w jej „celi”, aby trochę poględzić i zauważa, że bohaterka nic nie je. I tak sobie biadoli o niczym konkretnym, aż MC wykorzystuje jego nieuwagę i atakuje, by utorować sobie drogę ucieczki… Na niewiele się to jednak zdaje, bo otrząsając się z szoku, Sannan przyciska ją do ściany i unieruchamia. Skoro ma energię, by się szamotać, to ma też siłę, by jeść – zauważa. Ale Chizuru odpowiada mu wówczas, że owszem, będzie jadła, ale nie z powodu jego polecenia, ale by przetrwać i wrócić do Shinsengumi. W czymś z jakiegoś „tajemniczego” powodu, takie rozwiązanie go zadawala i zostawia ją wreszcie w spokoju. 😉
ROZDZIAŁ 7: Chizuru poznała prawdziwe motywacje Sannana i wyznali sobie uczucie. Dlatego wieczorem, już po scenie z buzi-buzi, mężczyzna zabiera MC z celi, aby mogła się trochę przejść i zobaczyć księżyc, nawet jeśli narażają się na podejrzliwość ze strony Kodo. Niestety (bądź stety) wiatr jest dość silny i rozwala naszej bohaterce kitek. W efekcie zauroczony tym widokiem Sannan, całuje włosy ukochanej i pyta, czy da radę żyć bez niego. Gdy już zniknie, bo jak wiemy, zaczął się rozpadać. Chizuru odpowiada jednak, że wierzy, iż mężczyzna znajdzie sposób, by uciec przeznaczeniu. A w razie czego, będzie obok, aby go w tym wspierać.
ROZDZIAŁ 8 (FINAŁ): Nasza parka dalej podróżuje w poszukiwaniu „wampirów” czy tam „rakszas” (ale to chyba powinni skierować się do Indii), aby spowolnić albo odwrócić efekt działania ochimizu. Niestety z tego powodu, by nie nadwyrężać zdrowia Sannana, są aktywni głównie nocą. Aż pewnego wieczora z gazety (którą mężczyzna musi dla Chizuru przeczytać, bo ona nie radzi sobie z językami gaijinów) dowiadują się o pardonie dla wszystkich popleczników szoguna. (Jestem ciekawa, czy faktycznie europejskie gazety o tym pisały?). W każdym razie, życie w Europie uświadomiło im, jak wielkie zmiany czekają ich ojczyznę – w tym porzucenie drogi miecza i Zachodnie wpływy, a nawet ryzyko kolonizacji, bo niemożliwe, by tak mała wyspa się przed nimi ochroniła. Co więcej, Sannan nazywa to wszystko ironią losu, bo gdyby historia obrała inny bieg, to może nigdy nie zostałby rasetsu? Albo stracił życie w innej wojnie? Potem jednak bohaterowie wymieniają pocałunki i obiecują sobie, że kiedyś wrócą do nowej, pokojowej Japonii, czyli do domu, gdy ich poszukiwania się wreszcie zakończą. Cóż, nie chcę Was dołować, moi drodzy, ale przed Wami były jeszcze dwie wojny światowe… Tak naprawdę więc machina tragicznych wydarzeń oraz największych zbrodni w dziejach ludzkości nie rozkręciła się jeszcze na dobre.
PODSUMOWANIE: Wreszcie! Wreszcie sensowny rozdziały i to takie, na które czekałam. Dostaliśmy trochę lepszą perspektywę na uczucia i sytuacje Sannana jeszcze przed przemianą, a także naprawiono moją największą bolączkę. Mam tu na myśli sytuacje z „zabiciem” Heisuke. W sensie, cholernie drażniło mnie w grze głównej, że to spłynęło po bohaterach jak po kaczce. Wiecie, nie starczyło czasu, aby zastanowić się jak potwornej – rzekomo – rzeczy Sannan się dopuścił, ani co w związku z tym Chizuru teraz o całej sytuacji myśli. Cieszyłam się więc, że wreszcie dostaliśmy coś w rodzaju „żałoby” i teraz, gdybym ogrywała kiedyś Hakuōki od początku, to na pewno sięgnęłabym sobie po dodatki z Hakuōki Shinkai: Tsukikage no Shō, aby mieć większą przyjemność ze ścieżki.
Jeśli zatem już koniecznie chciałabym na coś ponarzekać, to pewnie na scenkę z epilogu. Niestety nie jest tak fajna, jak np. Hijikaty, Saitō czy Iby. Nie wnosi niczego nowego, nie dopowiada, a jedynie enigmatycznie informuje nas, że bohaterowie dalej są w podróży i dowiadują się o sytuacji w Japonii. A szkoda. Brakowało mi bowiem jakiejś większej kropki nad i, ale mam wrażenie, że scenarzyści ogólnie boją się zbytnio ingerować w te epilogi na wypadek, gdyby komuś zamarzyła się kontynuacja i wtedy trzeba by coś nowego wymyślić i jeszcze dopasować do reszty zawartości.
Niemniej, summa summarum, akurat Sannan bardzo dodatkowej treści potrzebował. A jego fani pewnie trochę takiego odważniejszego materiału jak w rozdziale pierwszym. Dlatego – bez już zbędnego przedłużania – bardzo polecam sięgnąć po tę opowieść!
