Skip to content

Otome 4ever

Blog o grach otome i visual novel.

Menu
  • Aktualizacje
  • Plany wydawnicze
    • Plany wydawnicze 2025
    • Plany wydawnicze 2026
    • Plany wydawnicze 2027
  • Recenzje
    • Otome / Visual Novel
    • Gacha / Mobile
  • Inne
    • Poradniki
    • Top 5
    • Różne
    • Linki
  • FAQ
    • FAQ
    • Polityka prywatności
  • Kontakt
Menu

Taira no Noritsune (Birushana: Winds of Fate)

Posted on 03/10/202603/10/2026 by Hina

Noritsune był jednym z moich ulubieńców w grze podstawowej i dobrze widzieć, że tym razem jego historia także nie zawiodła. Co więcej, przypominała mi trochę motyw rodem z „7 samurajów” czy komiksów o Usagim Yojimbo, gdzie samotny samuraj musi stawić czoła szajce bandytów, by obronić bezradnych chłopów. Zanim jednak zacznę spoilerować fabułę tak daleko, cofnijmy się najpierw do samego początku.

Heike przegrali bitwę i stracili wpływy nad Japonią. Dla naszej głównej parki nie ma to jednak większego znaczenia, bo zdecydowali się porzucić dawne, samurajskie życie. Dlatego, udając małżeństwo, Shanao i Noritsune zamieszkali w odległej wiosce pod fałszywymi imionami. Co więcej, nie byli już wojownikami, ale uczyli się nowego fachu, takiego jak łowienie ryb, zbieractwo, czy farmerstwo. A chociaż początkowo było im ciężko i mieszkańcy byli wobec nich nieufni, to z czasem zapracowali sobie na szacunek i odnaleźli spokój.

Innymi słowy, żyło się im wyjątkowo przednio. Nareszcie z dala od konfliktów i polityki, a za to mogąc cieszyć się bezpiecznym życiem i swoim towarzystwem. Czym jednak byłaby fabuła bez odrobiny dramatu? I tym razem problem znowu dotyczy nieudolnej komunikacji… ale powiedzmy, że Noritsune miał, chociaż jakieś usprawiedliwienie (w odróżnieniu od ścieżek Tomomoriego czy Yoritomo).

W każdym razie MC martwi bardzo poważna sprawa, a mianowicie to, że jej mąż nie wydaje się nią fizycznie zainteresowany. Jasne, zasypiają w swoich objęciach, wymieniają pocałunki, prawią sobie miłe słówka, ale… to wszystko. Co więcej, zauważa, że ukochany ma przed nią tajemnicę, ale wymiguje się przed wyjaśnieniami. Zamiast tego przyłapuje go na szeptaniu z miejscowymi chłopami, lecz nie chce powiedzieć na jaki temat.

Nie pomaga też to, iż inne kobiety wprost żartują sobie z życia miłosnego MC, mówiąc, że nie ma lepszego momentu w małżeństwie niż sam początek i pewnie Noritsune nie może się od niej odkleić… Co bardzo dołuję naszą bohaterkę, bo uznaje, że problem jest w niej samej. Tak długo żyła jako mężczyzna i bushi, że pewnie straciła cały, niewieści urok. Dlatego pchnięta poniekąd przez desperacje, Shanao próbuje nawet uwieść męża, ale ten grzecznie powstrzymuje jej zapędy, prosząc, by go nie prowokowała i była cierpliwa, a kiedyś tam wszystko jej wyjaśni.

Sprawy wkrótce komplikują się coraz bardziej, bo do wioski przybywają Tomomori i Shigehira. Nie wiadomo jak przetrwali wojnę, ani czym się teraz zajmowali, ani jak w ogóle odnaleźli Noritsune, ale dopisywały im humory oraz zdrowie. Co więcej, nie mieli żadnych oporów, by wytropić protagonistów ze zwykłej ciekawości, by sprawdzić, jak sobie parka teraz radzi. W czym tyle chociaż dobrego, że nie rozwalili ich przykrywki i Tomomori skłamał, że to jego dawna służba, którą postanowił odwiedzić. No patrzcie go, co za ludzki pan…

W każdym razie, z cholera wie jakiego powodu, ale Shanao postanawia zapytać braci o zdanie w sprawie swojego… hm… hm… trudnego położenia. Dochodzi bowiem do wniosku, że najlepiej będą znali swojego kuzyna, więc może coś jej podpowiedzą. Ci jednak poza wyciągnięciem z niej jak najwięcej prywatnym informacji, po prostu sobie z niej żartują, aż Noritsune wparowuje na miejsce i przerywa zabawę. (Cóż, chyba wyjątkowo nie spodobała mu się sugestia, że skoro Shanao nie czuje się spełniona, to może odejść wraz z Tomomorim i Shigehirą, a oni już o nią zadbają… Ale też wcale mu się nie dziwiłam).

Niemniej wkurzający bracia to nie jedyne zmartwienie Noritsune. W pobliżu wioski zaczęli kręcić się bandyci, którzy napadli już inne osady. Mężczyzna postanawia więc zorganizować patrole, ale martwi się, czy przestępcy to nie wojownicy Heike, którym – jak pamiętamy – pozwolił odejść przed bitwą, by nie marnowali niepotrzebnie swojego życia. Innymi słowy, czy jego dawna życzliwość nie obróciła się przeciwko niemu, a jego dawni podwładni stali się zwykłymi przestępcami. Co ma szanse potwierdzić bardzo szybko, bo w sumie niedługo po tym, jak do wioski dotarły plotki, faktycznie doszło do konfrontacji.

Miejscowi zostali zaatakowani, a Noritsune nie mógł już dłużej kontynuować zabawy w farmera, gdy jego nowemu domowi groziło niebezpieczeństwo. Dlatego ponownie sięgnął po schowany miecz i rozprawił się w pojedynkę z większością napastników. No, prawie, bo gdy jeden miał zaatakować go znienacka, to Shanao nie mogła tego zignorować i sama także dołączyła do walki. W efekcie, w zasadzie w dwójkę, bo blondwłosi bracia trzymali się na uboczy, bohaterowie powstrzymali napad. Co więcej, Noristune potwierdził, że to nie jego byli podwładni, bo żaden z bandytów nie rozpoznał w nim dowódcy Heikę, tylko co z tego, skoro wieśniacy domyślili się już, że protagoniści nie są tymi, za kogo się podają?

Shanao i Noritsune zaczęli się więc obawiać, że będą musieli opuścić wioskę, która tyle czasu była dla nich bezpiecznym schronieniem, ale wtedy z pomocą – po raz drugi – przychodzi Tomomori. Tym razem wciska wieśniakom bajkę, że Shanao i Noritsune byli jego yojimbo, ale zakochali się w sobie i odeszli, a to przecież takie romantyczne. Na dodatek, to przecież miejscowi powinni być im wdzięczni, bo gdyby nie odwaga młodego małżeństwa, to wszyscy najprawdopodobniej byliby już martwi albo sprzedani do niewoli. Zamiast więc głowić się nad pochodzeniem parki, powinni po prostu cieszyć się, że mają w swoich szeregach bushi, którzy w razie czego obronią ich domostwa.

Wyjaśnia się też finalnie zagadka oziębłość Noritsune i tego, dlaczego tak długo trzymał swoją ukochaną na dystans. Otóż okazuje się, że przez cały ten czas próbował zdobyć  mochi, a to było bardzo drogie i trudno dostępne, dlatego potrzebował pomocy zaprzyjaźnionego handlarza. Zapytacie po co? Bo umyślił sobie, że bez poprawnej, tradycyjnej ceremonii nie są tak naprawdę z Shanao mężem i żoną. Nim więc faktycznie skonsumują swój związek, chciał dopełnić foralności i odprawić Mikayo no Mochi („mochi trzeciej nocy”). Szybko jednak zostaje wyśmiany przez swoich kuzynów, że absolutnie pokręcił tradycję, bo mochi się je – jak wskazuje nazwa – trzeciego dnia już po nocy poślubnej. Dawno więc mógł sobie z Shanao zaszaleć pod futonem, bo tradycja nic nie mówi o czekaniu do posiłku. Zażenowany Noritsune usprawiedliwia się zatem, że całe życie poświęcił walce i przez to nie znał takich małżeńskich szczegółów, a chciał po prostu postąpić honorowo. Summa summarum Shanao jest jednak mu wdzięczna, że tak się starał, chciał jej okazać szacunek i nie okłamywał jej, ale szykował niespodziankę.

W ramach fluffu dostajemy więc na zakończenie opis ich wspólnej nocy, a scenarzyści pokazują nam, że chłopina faktycznie był na granicy cierpliwości i znosił straszne katusze, gdy Shanao się wcześniej do niego przymilała w ramach nieudanych prób zwrócenia na siebie uwagi. No, ale sam był sobie winien. Aczkolwiek dla mnie ten argument, że nie znał ceremonii, bo go to nie interesowało, był mocno naciągany. Rozumiem jednak, że chodziło o element humorystyczny, a także o ładne nawiązanie do „Genji Monogatari”, bo to m.in. tam znajdziemy opis tego rytuału.

Przechodząc do podsumowania, to jedna z najlepszych historii w fandisku. Może nie była znowu nie wiadomo jak oryginalna, ale dała nam dobre wyobrażenie o dalszym życiu postaci. Była tu też idealna proporcja fluffu do komedii, a nieoczekiwany, ale dość prozaiczny problem, miał sensownie umotywowane podłoże – w uporze, konserwatyzmie i ignorancji Noritsune. XD Nie było więc tak, jak w innych ścieżkach, że postaci się ze sobą nie komunikują… bo nie. Fajnie też znowu było zobaczyć toksycznych braci i to nie w roli antagonistów. Lubię ich dynamikę, gdy ze sobą nie walczą. Okazali się też ostatecznie miłym wsparciem dla swojego kuzyna. Nawet jeśli sobie z niego niemiłosiernie szydzili.

Birushana: Winds of Fate, Kawanishi Kengo, Postać historyczna, Rywal / Wrogość, Samurai, Wojownik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Cześć, jestem Hina! Prowadzę bloga od 2019 r. Jeśli podoba Ci się, co piszę, zostaw komentarz i wpadnij ponownie. Dziękuję za odwiedziny!

Moje ID

Chcesz pograć wspólnie albo pogadać? Znajdziesz mnie na:

Steam

Discord

Love&DeepSpace: 83000453341

KAWKĘ DAJ BLOGGEROWI...

Postaw kawę

Chociaż pisanie o grach sprawia mi dużo przyjemności, to jednak czasami koliduje z codziennymi obowiązkami.

Jeśli podoba Ci się, co tworzę i chcesz okazać mi wsparcie, baaardzo dziękuję za postawienie kawy. Porządna dawka ciepłego naparu rozgrzeje mi serducho i pomoże mi utrzymać bloga jak najdłużej.

Ta strona nie jest sponsorowana przez żadną firmę ani nie jest finansowana z żadnego innego źródła poza moimi własnymi środkami.

Spoiler alert!

Na blogu znajdują się dwa typy recenzji: gier (pozbawione spoilerów) i ścieżek/postaci (ze streszczeniami i spoilerami).

© 2026 Otome 4ever | Powered by Superbs Personal Blog theme