Skip to content

Otome 4ever

Blog o grach otome i visual novel.

Menu
  • Aktualizacje
  • Plany wydawnicze
    • Plany wydawnicze 2025
    • Plany wydawnicze 2026
  • Recenzje
    • Otome / Visual Novel
    • Gacha / Mobile
  • Inne
    • Poradniki
    • Top 5
    • Różne
    • Linki
  • FAQ
    • FAQ
    • Polityka prywatności
  • Kontakt
Menu

Recenzja gry: Kissed by the Baddest Bidder

Posted on 11/11/202511/12/2025 by Hina

Kupiona przez przypadek na tajemniczej aukcji bohaterka staje się własnością niebezpiecznego, ale charyzmatycznego mężczyzny. Czy uda się jej odzyskać wolność? A może wkrótce dojdzie do wniosku, że było to jednak szczęśliwe zrządzenie losu, gdy trafi ją strzała amora?

Kissed by the Baddest Bidder ©Voltage, Inc.
  • Tytuł: スイートルームで悪戯なキス (Suite Room de Itazura na Kiss)
  • Developer: Voltage Inc.
  • Wydawca: Voltage Inc.
  • Pełen dźwięk: brak
  • Napisy: angielski, japoński
  • Rozszerzenia i powiązane tytuły: –

Linki

  • Walkthrough: –
  • Official Site
  • Ending: 
  • Opening:

Bohaterowie

Główna postać:

MC (imię do wyboru)
Młoda dziewczyna, która zatrudnia się jako pokojówka w hotelu. Przypadkowo tłucze cenny antyk i ląduje za karę na aukcji.

Dostępne ścieżki / Love Interest

Eisuke Ichinomiya
właściciel hotelu
<<RECENZJA>>
Oh Soryu
mafioso
<<RECENZJA>>
Mitsunari Baba
słynny złodziej
<<RECENZJA>>
Ota Kisaki
kontrowersyjny artysta
<<RECENZJA>>
Mamoru Kishi
skorumpowany policjant
<<RECENZJA>>
Shuichi Hishikura
Postać dostępna tylko w aplikacji lub jako DLC w edycji na Switch
<<BRAK>>
Luke Foster
Postać dostępna tylko w aplikacji lub jako DLC w edycji na Switch
<<BRAK>>
Hikaru Aihara
Postać dostępna tylko w aplikacji
<<BRAK>>
Rhion Hatter
Postać dostępna tylko w aplikacji lub jako DLC w edycji na Switch
<<BRAK>>

Ocena ścieżek: (*♡∀♡) Mamoru Kishi ⊳ Oh Soryu ⊳ Mitsunari Baba ⊳ Eisuke Ichinomiya ⊳ Ota Kisaki (ᗒᗣᗕ)՞


Recenzja

Kissed by the Baddest Bidder to gra, której fenomenu nie ogarniam. Poważnie, doczekała się ogromnej ilości kontynuacji (ma chyba z 5 sezonów!), wygrała masę organizowanych przez wydawcę konkursów, została jako jedna z pierwszych przeniesiona z formy mobile na Switcha i chyba wciąż wspiera ją armia fanów. Tymczasem to chyba jedyna aż tak znielubiona przeze mnie produkcja od Voltage. Z absolutnie niestrawnymi i antypatycznymi love interest, do których nie potrafiłam się przekonać po mimo wielu, wielu prób. Dlatego tak, ta recenzja będzie miała pełno goryczy. Obiecałam sobie jednak, że kiedyś ją napiszę i meczę tę grę już mniej więcej od 2016 roku. Chciałam jednak zobaczyć całą dostępną zawartość na Switcha, aby chociaż spróbować być obiektywną nim wyleje wiadro pomyj. Wiecie, z recenzenckiego obowiązku. A znacie mnie na tyle, by wiedzieć, że narzekać to ja mogę długo…

Ale o co w tym tytule chodzi? W Kissed by the Baddest Bidder wcielamy się w młodziutką, bezimienną i bez twarzową (zaprojektowaną pod self-insert) pracownice hotelu Tres Spades. Pewnego dnia, przypadkowo, dziewczyna tłucze zabytkową wazę czy tam rzeźbę. W każdym razie jakieś cenne cacko. Oczywiście, nie ma pieniędzy, aby ją odkupić. Jest przecież bardzo biedna. W efekcie trafia na organizowaną w podziemiach hotelu aukcje, gdzie handluje się… wszystkim. Tak, moi drodzy, w tym ludźmi, jak pokazuje przykład naszej protagonistki. Bogate, wpływowe snoby, decydują w ten sposób, gdzie trafią zabytki, dzieła sztuki, skradzione świecidełka, albo niewolnicy. Szybko jednak okazuje się, że taki scenariusz nie jest na rękę organizatorom aukcji, nazywających siebie sponsorami – czyli grupie naszych love interest – więc sami odkupują MC za jakąś horrendalną sumę, aby nie robić większego zamieszania. A skoro dziewoja poznała ich tajemnice, to stawiają jej nowy warunek. Ma wybrać jednego z nich i od teraz będzie do niego należeć = będzie on też za nią odpowiedzialny, aby się nie wygadała, nie uciekła i nie szukała pomocy z zewnątrz.

Na tym w zasadzie kończy się prolog, a my stoimy przed możliwością wybrania jednej ze ścieżek: wrednego, niewyobrażalnie bogatego Eisuke – który jest przy okazji właścicielem tegoż hotelu, wyrachowanego członka mafii o imieniu Soryu, uzależnionego od kobiecych wdzięków złodzieja nazywanego Babą, nihilistycznego artysty o anielskiej twarzy – Oty, albo skorumpowanego policjanta – Kishiego. Tyle w grze głównej, bo w ramach DLC możemy jeszcze odblokować opowieści trzech bonusowych panów, ale – bo nie starczy mi sił – nie będą oni przedmiotem tej recenzji, chyba że kiedyś zrobię aktualizacje. Trzymajmy się zatem podstawowego składu, zwłaszcza że pozostali dwaj panowie pojawiają się dopiero w drugim sezonie, a trzeci – Rhion jest jakby z alternatywnego uniwersum.

Pierwotnie, jak wspominałam we wstępie, gra ukazała się na telefony w 2012 roku, a potem została przeniesiona do aplikacji Love 365, jako jedna z pozycji w cyfrowej bibliotece od Voltage (czyli tego samego studia, które możecie kojarzyć z even if TEMPEST czy The Red Bell’s Lament). W 2019, czyli aż siedem lat później, Kissed by the Baddest Bidder zostało dostosowane pod konsole Nintendo, a w 2023 trafiło także na Steama. A czemu w ogóle bawię się w historyka? Bo jej mobile’owe korzenie mają wpływ na budowę fabuły. A dokładniej to każda ścieżka składa się z sezonów podzielonych na rozdziały – tych jest zwykle po 12, bo tak wydawana była ona na potrzeby aplikacji. W wersji portowanej, czyli tej najnowszej, sezonów są 3, ale jeszcze więcej znajdziecie w Love 365. Ja uznałam jednak, że co za dużo dobrego, to niezdrowo i ograniczyłam się do okrojonej wersji. Trzy sezony to było aż nadto jak na moje nerwy. Wolę jednak o tym wspomnieć, by ktoś nie czuł rozczarowania, że kupił grę na Switcha i odkrył, że nie dostał pełnej historii. Więc tak, rozdziałów i sezonów jest jeszcze więcej. Nie powiedziałabym jednak, że fabuła na konsoli urywa się w jakimś nielogicznym miejscu. Da się więc spokojnie poprzestać tylko na tym.

Wracając do budowy: w trakcie przechodzenia historii, w każdym z rozdziałów mamy po dwa wybory do dokonania, a one zdecydują o tym, czy otrzymamy dobry, czy bardzo dobry ending. Co jakiś czas pojawiają się też CG (które na konsoli można też obejrzeć z poziomu galerii), ale ze względu na to, że były one pierwotnie projektowane na pion, a nie na poziom, to średnio się prezentują na ekranie i trzeba się trochę na przewijać, aby je obejrzeć. W sumie jednak przypadało po ok. 20 obrazków na postać o bardzo różnej jakości. Wiecie, ta gra jest bardzo stara. Trzeba więc mieć dla niej nieco wyrozumiałości, nie nazwałabym jej jednak brzydką. Jasne, niektóre tła, to ciągły recykling backgroundów, które da się zobaczyć też w innych aplikacjach od Voltage. Nie powiedziałabym też, że postaci mają wiele póz, czy że są one dynamiczne, ale np. zmieniają ubrania, a to już jest pewien plus.

Sama fabuła – jakkolwiek kontrowersyjna – nie jest zbyt skomplikowana. Na przestrzeni kolejnych rozdziałów dowiemy się, dlaczego chłopaki zorganizowały aukcje (każdy miał nieco inne powody) oraz będziemy świadkami, jak zakochują się w MC. Nie będę jednak ukrywała, że w każdym z 6 przypadków uważałam cały ten romans za cholernie toksyczny i wymuszony. Scenarzyści przekonują nas bowiem, że love interest to niby „ci dobrzy”, ale tak naprawdę to banda rozpuszczonych, samolubnych, oceniających i szowinistycznych dupków. Ponieważ „kupili” MC, to traktują ją w większości przypadków jak przedmiot, straszą ją, poniżają, obmacują, a potem się wycofują, bo „tak sobie tylko niby z nią żartowali”. Chociaż nie zawsze. Czasami faktycznie mają wylane na wszelkie granice. Nie krępują się także, by na nią wrzeszczeć, dlatego wiele dialogów, zwłaszcza w sezonie 1, wygląda tak, że MC o coś pyta, a oni naskakują na nią wspólnie, że ma się zamknąć. Fajnie, nie?

Nie potrafiłam dlatego zrozumieć, co ta dziewczyna miałaby – poza bogactwem i wpływami – w nich widzieć? Gdyby chociaż oberwała w głowę, w trakcie tłuczenia tej wazy i coś jej się przestawiło… ale nie. Jawiła mi się więc bardziej jak ofiara syndromu sztokholmskiego albo prania mózgu. Nie raz, nie dwa, powtarzała bowiem, że musi się ze swoim losem pogodzić, bo gdyby „XYZ” jej nie uratował, to trafiłaby do starego creepa. A tak? Dalej była u zboczeńca, ale przynajmniej młodego i przystojnego. No, aha. To przecież rzeczywiście lepiej, prawda? Chyba? Tak sądzę? Heh…

Dodatkowo drażniła mnie wylewająca się z ich dialogów hipokryzja. Czemu? Bo oni prawdę są nam sprzedawani, jako ci fajni, pozytywni, ci, którym warto kibicować. Ba! Taki Baba, który wystawia życie MC na próbę, jest nawet nazywany dżentelmenem. Tymczasem cały czas postępowali wbrew zasadom, które sami ustalali, albo popełniali te same błędy, za które sekundę wcześniej kogoś potępiali. Pomimo też bycia organizacją „fajnych chłopaków” nie czułam w ich relacji żadnej przyjaźni czy ciepła. Wręcz przeciwnie. Powiedziałabym, że niektórzy z nich wcale nie udawali, że się nie lubią, a niektórzy nigdy nie byli przed kolegami zupełnie szczerzy, np. Ota czy Kishi (ten ostatni zresztą chyba współpracownikami gardził). To już faktycznie bardziej otwierali się przy MC…

…chociaż ogólnie ta protagonistka jest wyjątkowo straszna. Jak wspominałam, pracuje jako pokojówka, ale to akurat nie ma większego znaczenia, bo żadna robota nie hańbi, a dziewczyna jest młoda, ma więc jeszcze czas, aby rozwijać się zawodowo. Wyprowadzała mnie jednak z równowagi swoją niestabilnością emocjonalną i tym, że była durna jak but, co zresztą było przez panów uważane za jej zaletę. Dzięki temu była lojalna, nie mogła ich zdradzić i uważali ją za niezdolną do podstępu. W większości sytuacji ta MC albo płacze, albo daje sobą pomiatać, albo wybacza oprawcom, bo jej serduszko jest niezdolne do gniewu, lub naraża się w idiotyczny, pozbawiony sensu sposób, by pokazać, że śmierć w imię miłości nie jest jej straszna.

Nawet koleżankom w pracy, które robią sobie z niej kozła ofiarnego, nie chce się przeciwstawiać, co mogłoby być ciekawym motywem. Wiecie, prześladowanie to ciężki temat. Zdarza się nawet w życiu dorosłym, w sytuacjach zawodowych, ale tutaj nie macie co liczyć na jakąś większą refleksję. Niby wszyscy to widzą, wszyscy wiedzą, ale póki love interest nie zechce się ruszyć dupska, aby być rycerzem w białej zbroi, to wszyscy to też normalizują, a MC uważa, że nie dzieje się nic na tyle poważnego, by robić aferę… Nosz cholera jasna. Jaki to daje przykład młodym graczkom w Japonii? Że mają zawsze zaciskać zęby? I ja rozumiem, że ta gra ma już 13 lat, ale strasznie źle się zestarzała. Do tego stopnia, że nie jestem pewna, czy ktokolwiek jeszcze przeszedłby ją z przyjemnością tyle lat później.

Chociaż nie! Cofam. Przychodzi mi na myśl pewna grupa. Otóż w tej grze „ukryto”, całkiem sporo fetyszy, których nie powstydziłyby się twórczynie najmroczniejszych zakątków stron z fanfikami. Jasne, nigdy nie dostaniemy roznegliżowanego CG czy pełnego opisu, bo w kluczowych momentach uderza nas cenzura i ekran się zaciemnia, gdy tylko bohaterowie wylądują razem w sypialni, ale już gadania o fantazjach czy odgrywania rólek jest tam co niemiara. Zwłaszcza w kontekście niewolnictwa i służenia. Ba! Trafia się jeden love interest, który wprost mówi MC, że od teraz jest jego psem, kupuje jej „obróżkę”, każe podawać łapę, jeśli chce otrzymać jedzenie, i wyprowadza na spacery.

Więc tak, takie klimaty. Jeśli kogoś to przyciąga, to nie moja sprawa, nie oceniam, mnie jednak osobiście przyćmiło to absolutnie przyjemność z fabuły, no i często ocierało się o granice dobrego smaku przez to, że bohaterka nigdy nie wyraziła zgody na podobne zabawy. Została do nich zmuszona. W czym, w odróżnieniu np. od takiej Liliany ze ścieżki Yanga, z poczciwego Piofiore: Fated Memories, która też była kontrowersyjna, w zasadzie nie rozumiemy, dlaczego ta pokojówka nie ucieka? Okej, okej, grożono jej bronią, a Soryu miał kontakty z mafią, więc mógł pozbyć się jej ciała, ale często, gdy już opuszczała hotel, zdarzała się jej masa sposobności.

Wiecie, taka Liliana nie dobiegłaby nawet do drzwi i już byłaby martwa, ale bohaterkę Kissed by the Baddest Bidder praktycznie nic nie powstrzymuje, by zaśmiać się tym burakom w twarz i czmychnąć. Jasne, pewnie i tak nikt by jej nie uwierzył, gdyby poszła np. na policję, bo nie miała dowodów i wszędzie w tym uniwersum szaleje korupcja, ale to nie znaczy, że musiała wypełniać ich rozkazy, często zagrażające jej życiu lub godności (pozdrawiam ścieżkę Baby w tym miejscu!) czy najzwyczajniej dawać się biernie obrażać. Bo ich żarciki i insynuacje naprawdę były na poziomie obślizgłego, wstawionego wuja na weselu. Zwłaszcza gdy tylko wywęszyli, że zbliżyła się emocjonalnie do jednego z nich.

Jeśli chodzi o stronę wizualną, to oprawa jest… przyzwoita. Twórcy zrobili, co mogli, aby trochę podkręcić te wysłużone backgroundy, odkurzyć interfejs i sprawić wrażenie, że przenieśliśmy się do przyszłości, ale lata robią swoje. Postaci są raczej statyczne, nie mrugają, nie mają głosów, więc też nie było do czego robić lips synchro, a w tle przygrywa ciągle ten sam motyw muzyczny… Na pewien plus zaliczę to, że love interest zmieniają ubrania, a większość postaci pobocznych, nawet z małymi rolami, ma swój projekt, a to nie zawsze się zdarza nawet w nowszych produkcjach. Mechanicznie, co prawda, zabrakło mi opcji skoku do następnego dialogu, ale już force skip się nie ślimaczy, więc przy tak krótkich rozdziałach, to nie był duży problem.

Z poziomu menu mamy dostęp do galerii, zakładki, w której możemy ustawić domyślne imię naszej postaci, poszczególnych rozdziałów, sklepiku (gdybyśmy chcieli dokupić DLC), ustawień oraz listy płac. W czym zawartość dodatkowa, to znowu content przeniesiony z telefonów, więc są to albo jakieś krótkie opowiastki o konkretnym love interest z podstawowej szóstki, albo całe ścieżki z nowymi panami. Ich zaletą ma być to, że mają swoje własne CG, a ich cena zaczyna się od 9 zł.

Co prowadzi mnie do podsumowania i to jeden z tych momentów, gdzie cieszę się, że nie muszę podlizywać się wydawcom, bo jeśli mam być zupełnie szczera, to nie kupiłabym ponownie tej gry. Nie chciałabym moim portfelem nabijać jej popularności, bo nie trafiała w moje granice tolerancji, a wręcz często je przekraczała. Pomimo licznych podejść i prób nie polubiłam absolutnie nikogo z obsady. Ba! Ich problemy nie miały dla mnie znaczenia, bo jawili mi się jako tak niedojrzali, narcystyczni i egoistyczny, że było mi wszystko jedno, czy życie rzucało im kłody pod nogi. Ot, po prostu nie chciało mi się marnować energii na kibicowanie im, nawet jeśli nie życzyłam im źle. Aby jednak zaangażować się w fabułę, potrzebna jest jakaś empatyczna nić, a tutaj nie udało mi się żadnej nawiązać. Ani z panami, ani z tą durnowatą mamałygą, czyli MC.

Myślę sobie jednak, że na jej popularność i obecne, pozytywne oceny, wpływa siła sentymentu. Wiecie, w przeszłości, zwłaszcza na rynku Zachodnim była absolutna posucha, jeśli chodzi o gry otome i im podobne. Ludzie rzucali się praktycznie na każdy shit, w tym w formie złodziejskich aplikacji, naszpikowanych ticketami, zablokowanymi rozdziałami, reklamami i cudami niewidami, byle tylko wydawca mógł cokolwiek na tym zarobić. A skoro tak, gdy brakowało konkurencji, to łatwo było pewnym tytułom się wybić. Na przykład Kissed by the Baddest Bidder zdecydowanie miało ładną grafikę jak na tamte czasy, więc mogło spokojnie stanąć w szranki z wąskim gronem innych tytułów i wypaść na ich tle pozytywnie. Dodatkowo ludzie, którzy przechodzili to w młodości, będą chcieli przeżyć miłą przygodę ponownie i zobaczyć, czy słusznie ją tak ciepło zapamiętali.

Mnie jednak do Kissed by the Baddest Bidder nigdy nie ciągnęło, nawet gdy otomek było tyle, co kot napłakał, i dlatego nie wyrobiłam sobie takich sentymentów. I to nawet nie tak, że wszystko, co kontrowersyjne od razu mnie odrzucało, bo dla przykładu inne gry od Voltage – jak Enchanted in the Moonlight (w którym to bohaterka MUSI urodzić jakiemuś ayakashi potomka) czy Star-Crossed Myth (gdzie robi dla bogów za przenośną baterię na moc) nigdy mi nie przeszkadzały. Wydaje mi się jednak, że tam protagoniści potrafili się jakoś obronić, a tu mi tego aspektu zabrakło. Albo ja jestem coraz bardziej markotna. Nie wiem. W każdym razie fenomenu dalej nie ogarniam i ogromna miłość fanów do Eisuke pozostanie dla mnie jedną z największych zagadek ludzkości, a za jej rozwiązanie powinno się wręczać Nobla… Jeśli ta nagroda ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie poza komercyjnym.

Preloader Image
Kissed by the Baddest Bidder (1)
Kissed by the Baddest Bidder (6)
Kissed by the Baddest Bidder (4)
Kissed by the Baddest Bidder (2)
Kissed by the Baddest Bidder (3)
Kissed by the Baddest Bidder (5)
Kissed by the Baddest Bidder, Love 365

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Cześć, jestem Hina! Prowadzę bloga od 2019 r. Jeśli podoba Ci się, co piszę, zostaw komentarz i wpadnij ponownie. Dziękuję za odwiedziny!

Moje ID

Chcesz pograć wspólnie albo pogadać? Znajdziesz mnie na:

Steam

Discord

Love&DeepSpace: 83000453341

KAWKĘ DAJ BLOGGEROWI...

Postaw kawę

Chociaż pisanie o grach sprawia mi dużo przyjemności, to jednak czasami koliduje z codziennymi obowiązkami.

Jeśli podoba Ci się, co tworzę i chcesz okazać mi wsparcie, baaardzo dziękuję za postawienie kawy. Porządna dawka ciepłego naparu rozgrzeje mi serducho i pomoże mi utrzymać bloga jak najdłużej.

Ta strona nie jest sponsorowana przez żadną firmę ani nie jest finansowana z żadnego innego źródła poza moimi własnymi środkami.

Spoiler alert!

Na blogu znajdują się dwa typy recenzji: gier (pozbawione spoilerów) i ścieżek/postaci (ze streszczeniami i spoilerami).

© 2026 Otome 4ever | Powered by Superbs Personal Blog theme