Skip to content

Otome 4ever

Blog o grach otome i visual novel.

Menu
  • Aktualizacje
  • Plany wydawnicze
    • Plany wydawnicze 2025
    • Plany wydawnicze 2026
  • Recenzje
    • Otome / Visual Novel
    • Gacha / Mobile
  • Inne
    • Poradniki
    • Top 5
    • Różne
    • Linki
  • FAQ
    • FAQ
    • Polityka prywatności
  • Kontakt
Menu

Kamiki Renji (Gakuen Club)

Posted on 08/08/202012/01/2024 by Hina

Ta ścieżka była tak zła, że wreszcie się dobrze bawiłam! (☆▽☆) Szykujcie się jednak na tonę jadu. Jeśli więc są tu jacyś fani Renjiego (to w ogóle możliwe?), to może lepiej omińcie ten tekst. Zawsze uważam, że nie ma co się niepotrzebnie denerwować. A już zwłaszcza z powodu fikcyjnych postaci. A skoro ostrzegłam, to zaczynamy!

Kamiki Renji to postać, która nieźle mnie zaskoczyła. Miał najbardziej dojrzały wygląd, więc spodziewałam się, że będzie to prosty jak budowa cepa typ flirciarza dżentelmena, który nie potrafi oprzeć się kobiecym wdziękom. Co częściowo było nawet prawdą. Początkowo, a przynajmniej póki nie poznamy jego backstory, Renji faktycznie jest dla bohaterki bardzo miły i powiedziałabym wręcz, że „delikatny” w obyciu. Pomaga jej znaleźć odpowiednią klasę, gdy pierwszego dnia błądzi po szkole, nie gniewa się, gdy przyłapuje dziewczynę na podsłuchiwaniu swojej rozmowy telefonicznej, jest dla płci pięknej aż nadnaturalnie uprzejmy…

Renji skrywa jednak drugie – znacznie bardziej rozchwiane i nieprzyjemne oblicze. Szybko przekonujemy się, że niewiele mu potrzeba, aby „czar prysł”, a wtedy ni z gruchy, ni z pietruchy potrafi na bohaterkę wrzasnąć, kazać się jej zamknąć i rozpaczać, że cały świat go nie rozumie. W czym te przeskoki ze stanu A do stanu B były tak nagłe i dziwne, że miejscami aż prostowałam się na krześle wybudzona ze znużenia, które towarzyszyło mi przy czytaniu dialogów i mrugałam z zaskoczeniem. Zupełnie jakby co jakiś czas dawał graczowi w pysk, aby upewnić się, że jesteśmy skupieni! XD

Przypomnijmy jeszcze, że bohaterką „Gakuen Club” jest młoda dziewuszka Akane (= domyślne imię MC). Nastolatka trafia do prestiżowej szkoły – Kirika Academy – po awansie swojego ojca. Od tej pory ma więc za kolegów i koleżanki śmietankę towarzystwa – dzieci celebrytów, polityków i prezesów, kiedy sama wciąż pochodzi z klasy średniej. (Chociaż może to i dla niej lepiej, bo jako jedna z nielicznych nie miała w grze patologicznej rodziny).

Pewnego dnia Akane wpada przypadkiem na trop tajemniczego klubu przy szkole, gdzie wybrani uczniowie, z polecenie dyrektora, służą gościom, serwując alkohol, jedzenie i zabawiając ich rozmową. Jak można się domyślić prawda o istnieniu klubu nie może ujrzeć światła dziennego, dlatego Akane zostaje zmusza również tam pracować aż do ukończenia edukacji. Btw. to mi dopiero wielki sekret, skoro wystarczyło się chwilę pokręcić po kampusie i w 5 sekund trafić do budynku. Trudno mi też uwierzyć, że nikogo nie zainteresowałyby samochody przyjeżdzających do klubu odwiedzających – przypomnijmy: już po godzinach szkolnych. Ale co ja tam wiem… W każdym razie nasi bishōneni robią tam za kelnerów, Akane im pomaga, a to w nadziei na otrzymanie nagrody od dyrektora. W sensie: chłopcy walczą o pierwsze miejsce i budują koneksje, nasza MC kompletnie nic z tego nie ma, poza wątpliwą przyjemnością spędzania czasu w ich towarzystwie.

Renji różni się jednak od pozostałych uczniów. Dołączył do klubu nie w celu otrzymania nagrody, ale z goła innego, poważniejszego powodu. Chce odkryć przyczynę morderstwa swojej siostry. Ta ta da dam! To dlatego zmienił szkołę i zaczął naukę w Kirika Academy. Od krewnych dowiedział się bowiem, że kiedy studiował za granicą, jego ukochana Onee-san wyszła za dyrektora, a niedługo potem umarła. Ponieważ chłopina nie miał żadnych innych bliskich (stracił ojca i matkę w wypadku, za dzieciaka), to wszystkie swoje uczucia przekierował na jedyną wówczas krewną. (To się chyba w Zachodnim fandomie nazywa „siscon”? (-_-;)・・・). Nikt nigdy nie był tak piękny, tak uroczy, tak opiekuńczy, dobry, utalentowany i ogólnie najlepszy jak jego starsza o 3 lata siostrunia… Jeśli więc tylko ktokolwiek powiedział na ten temat złe słowo albo chociaż próbował empatyzować ze stratą Renjiego, to automatycznie musiał się zmierzyć z jego gniewem.

Zresztą Akane nie dowiaduje się o problemie od razu. Najpierw odkrywa, że Renji sporo czasu spędza w pokoju muzycznym, gdzie gra na fortepianie – oczywiście, piosenki, których nauczył się od siostry i które należały do jej ulubionych. Zauważa jednak, że w jego wykonaniu brakuje jakiegoś „uczucia”. Chociaż jest poprawne, to wydaje się nieco mechaniczne. Zupełnie jakby muzyka nie sprawiała mu żadnej radości. (Nie sądziłam, że tak szybko znowu przyjdzie mi recenzować ścieżkę kolejnego miłośnika Szopena…).

Później w klubie ma miejsce jeszcze dziwniejsze wydarzenie. Zwykle niebywale miły dla gości Renji – zwłaszcza dla kobiet – naskakuje na gościa, krytykując jej plany małżeńskie, zamiast złożyć gratulacje. Chłopak oznajmia wtedy, że śluby przynoszą tylko żałobę i smutek: w końcu partner może się rozchorować, mieć wypadek, kosmici mogą go porwać… Potem jednak przeprasza, przywołany do porządku oraz po interwencji Akane i żartuje, że kierowała nim tylko zazdrość.

W swojej „słodkiej” wersji Renji był zresztą jednym z ciekawszych LI, bo trafiło mu się sporo romantycznych scenek. Nie miał oporów, by uwodzić bohaterkę: dotykać jej ust, gdy prosił ją o zachowanie tajemnicy, czy ochronić przed uderzeniem, gdy jak ostatnia sierota Akane próbowała sama zdjąć wysoko postawione pudło i przez przypadek o mało nie zrzuciła go na siebie. (Fizyka nie jest mocną stroną bohaterek gier otome). Niestety, nawet ten pozornie rycerski gest sprawił, że chłopak potem wpadł w szał. Zranił się bowiem w cenną dłoń i nie mógł grać (a prosił cię ktoś, byś się wtedy wpieprzał z misją ratunkową?), przez co Akane miała wyrzuty sumienia i zaczęła odtąd za nim łazić i głowić się, jak może mu pomóc.

Dalej w fabule Renji dostaje ofertę zagrania koncertu, a nawet znajduje sponsorów, zachwyconych jego muzycznym talentem. Ponieważ jest to dobra szansa na spotkanie z dyrektorem, chłopak ostatecznie się zgadza, bo liczy, że dzięki konfrontacji pozna wreszcie prawdę. Nie obeszło się jednak bez małego „zmotywowania” ze strony Akane, bo inaczej chłopak, by stchórzył. Sam przyznaje, że nie jest pewien, czy przygotował się odpowiednio mentalnie i obawia się tego, co może odkryć. Dziewczyna przypomina mu zatem, że wszystko jest lepsze od stanu, w jakim się obecnie znajduje, a poza tym jest pewna, że siostra nie chciałaby go takim widzieć. Renji miał bowiem huśtawki nastrojów gorsze niż kobieta w ciąży…

I tym sposobem – w szczęśliwym zakończeniu – Renji pędzi po koncercie do dyrektora i mówi mu coś w stylu „jo, gościu, wyśpiewaj, czemu zamordowałeś moją siostrę?!”, na co ten, kulturalnie, zaprasza na dyskusję do gabinetu. (-‸ლ) Tam mamy okazje poznać niezwykle istotnego dla fabuły Człowieka-Ekspozycje, czyli sekretarza dyrektora, który zupełnie beznamiętnym głosem przedstawia materiały dowodowe i wyprowadza Renjiego z błędu. To nie dyrektor ożenił się z jego siostrunią, ale sekretarz. Czemu trzymali to w tajemnicy? Cholera wie. Mieli jednak zdjęcie na potwierdzenie swoich słów. Co więcej, Onee-san wcale nie została zabita, ale długo chorowała. Przecież Renji pamiętał, że od zawsze była słabego zdrowia, prawda? O… tutaj są wyniki lekarskie… (Oki, oki, tego akurat nie pokazali, ale tak to wyglądało). Ogólnie fajnie, że facet mówił o swojej niedawno zmarłej żonie, jak o obcej osobie.

Na zakończenie sekretarz wręcza jeszcze chłopakowi pożegnalny list od krewnej, który miał mu dać, na jej życzenie, dopiero gdy chłopak nieco dorośnie. Nie mam więc pojęcia, czemu zrobił to w tamtym momencie, bo z Renjiego dalej był rozchwiany emocjonalnie szczeniak. W każdym razie list miał w sobie tyle ciepła, co wezwanie od Skarbówki, a i te potrafią być sympatyczniejsze. Brzmiał mniej więcej tak: „bla bla… jeśli to czytasz, to znaczy, że mnie już nie ma… bla bla… byłam chora, ale szczęśliwa, mój mąż był fajny, trzymaj się i realizuj swoje marzenia o graniu… całuski… xoxoxo!”.

Zadowolony Renji uznaje zatem, że faktycznie jest już po sprawie, dziękuje ławie przysięgłych, sędziemu i adwokatowi za pomoc, po czym oddala się szczęśliwy z Akane, bo odzyskał miłość do pianina i zachciało mu się budować związek. A ponieważ MC nie ma zdrowego rozsądku, woli i szacunku do samej siebie, to przystaje na propozycje ochoczo, bo kto inny by ją zechciał? (Nawet jeśli Renji bywał zazdrosny, bo twierdził, że ogląda się za nią sporo uczniów).

Tymczasem znacznie bardziej rozbrajające i kapitalne jest nieszczęśliwe zakończenie. Renji udaje się na koncert, gdzie gra jak manekin i ogólnie nie robi zbyt dobrego wrażenia, postanawia jednak, że nie będzie dłużej drążył tematu morderstwa, bo brakuje mu odwagi. Zamiast tego Akane udaje się potem do pokoju muzycznego, aby go pocieszyć i zaproponować, że bez względu na wszystko, zawsze będzie u jego boku… by chłopakowi włączyły się w tym samym momencie jakieś omamy. Zaczyna powtarzać, że od początku wiedział, że jest z niej cudowna i wrażliwa dziewczyna, bo przypomina jego siostrę i z przyjemnością zaproponuje jej „drugie miejsce” w swoim sercu, bo pierwsze już zawsze będzie należeć do Onee-san. (To są prawdziwe słowa, a nie moje szyderstwa). Akane przybiera więc postawę „biorę, co dają” i chociaż płacze, bo Renjiemu wyraźnie się coś miesza w głowie np. gra ulubiony kawałek siostruni, twierdząc, że to również ulubiona piosenka Akane, to pozostaje przy jego boku, jako taki gorszy substytut. Ogólnie, w wielkim skrócie, oboje potrzebowali błyskawicznej terapii.

Uff! Co za potworna i zarazem śmieszna ścieżka. To trochę tak, jakby umawiać się z yandere, ale być dla niego nagrodą pocieszenia, bo facet nigdy nie dostanie swojego wymarzonego oryginału. Zastanawiam się, po jakim czasie on zacząłby mylić jej imię i kazał do siebie mówić „braciszku…”. Pewnie niedługo! Powinnam więc chociaż pochwalić scenarzystów za oryginalność, ale nie jestem pewna, czy o taki efekt im chodziło. Miałam raczej wrażenie, że to wszystko wydawało im się szalenie romantyczne i celowali w opowieść o przepracowaniu żałoby z nową ukochaną u boku. Wyszło jednak tak creepnie i niezręcznie, że Renji otrzymuje ode mnie dwa kciuki w górę. Przeczytajcie to tylko po to, by zobaczyć, jak absolutnie można skopać scenariusz! Wreszcie „Gakuen Club” dało mi trochę radości. Szkoda tylko, że w rodzaju tej sadystycznej, gdzie po prostu cały czas nie mogłam przestać chichotać. To był naprawdę oryginalny trójkąt miłosny… Chylę kapelusza!

Gakuen Club, Kompleks matki/ojca/rodzeństwa, Playboy, Rodzeństwo (niezwiązane z MC), Uczeń / Student, Umehara Yuuichirou

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Cześć, jestem Hina! Prowadzę bloga od 2019 r. Jeśli podoba Ci się, co piszę, zostaw komentarz i wpadnij ponownie. Dziękuję za odwiedziny!

Moje ID

Chcesz pograć wspólnie albo pogadać? Znajdziesz mnie na:

Steam

Discord

Love&DeepSpace: 83000453341

KAWKĘ DAJ BLOGGEROWI...

Postaw kawę

Chociaż pisanie o grach sprawia mi dużo przyjemności, to jednak czasami koliduje z codziennymi obowiązkami.

Jeśli podoba Ci się, co tworzę i chcesz okazać mi wsparcie, baaardzo dziękuję za postawienie kawy. Porządna dawka ciepłego naparu rozgrzeje mi serducho i pomoże mi utrzymać bloga jak najdłużej.

Ta strona nie jest sponsorowana przez żadną firmę ani nie jest finansowana z żadnego innego źródła poza moimi własnymi środkami.

Spoiler alert!

Na blogu znajdują się dwa typy recenzji: gier (pozbawione spoilerów) i ścieżek/postaci (ze streszczeniami i spoilerami).

© 2026 Otome 4ever | Powered by Superbs Personal Blog theme