Skip to content

Otome 4ever

Blog o grach otome i visual novel.

Menu
  • Aktualizacje
  • Plany wydawnicze
    • Plany wydawnicze 2025
    • Plany wydawnicze 2026
  • Recenzje
    • Otome / Visual Novel
    • Gacha / Mobile
  • Inne
    • Poradniki
    • Top 5
    • Różne
    • Linki
  • FAQ
    • FAQ
    • Polityka prywatności
  • Kontakt
Menu

Grand Finale (Ozmafia!!)

Posted on 11/11/201917/01/2024 by Hina

Uwaga: recenzja zawiera info zdradzające zakończenia!

Po ukończeniu wszystkich wątków i zobaczeniu każdego z endingów, stoi przed nami szansa rozwikłania głównej tajemnicy „Ozmafii!!” – czyli poznanie prawdy o pochodzeniu Fuki. Aby to zrobić, należy kliknąć książkę trzymaną przez bohaterkę w menu głównym, a wtedy kolejno przejdziemy dwa ukryte epilogi, które objaśnią wszystkie sekrety gry.

W wielkim skrócie: mieszkańcy miasta dostają list, który przedstawia zasady konkursu. Ktokolwiek będzie zwycięzcą, w sensie: wyrżnie wszystkie pozostałe rodziny, a potem uda się do wieży, tego życzenie zostanie spełnione. Nie zastanawiając się wiele, nasi przemili bohaterowie przystępują więc do bratobójczych wojen, co w sumie w świecie mafii nie jest niczym nowym. I chyba z założenia twórców brutalne zgony kolejnych LI miały być czymś, co nas głęboko poruszy, ale powiem szczerze, że czytałam te rozdziały z wysoko uniesionymi brwiami. Dziwiło mnie takie bezrefleksyjne podejście postaci do faktu, że utraciły swoją śmiertelność i w sumie nieważne, że ktoś nami manipuluje, skoro spełni ich życzenie… Ale już w recenzji głównej wspominałam, że moralność panów nie zachwyca.

Nie będzie też żadną niespodzianką, jeśli powiem, że to familia Oz okazuje się zwycięzcami. Stąd trupy innych bohaterów, w tym lubianego przeze mnie Scarlet czy Pashet, nie zdołały jeszcze ostygnąć, gdy Fuka, Kyrie, Axel i Caramia biegną już wesoło w stronę wieży. Cały problem polega na tym, że gdy pokonują schody, okazuje się, że nie mogą na nie wszyscy wejść. Najpierw niewidzialna bariera powstrzymuje lwa, potem od drużyny odłącza się Axel, a na koniec Kyrie. Oczywiście, martwi ich trochę, że prawo do zyskania odpowiedzi/wypowiedzenia życzenia przypada koniec końców Fuce – wiecie, przeznaczenie jest w rękach osoby, która z mapą nie potrafi znaleźć swojego tyłka, ale cóż począć! (Na dodatek całości towarzyszyły kochane przez wszystkich ekrany ładowania, więc mogliśmy sobie je oglądać ilekroć, ktoś odłączał się od teamu. Kapitalna sprawa, nie?).

Dziewczyna raźnie wchodzi zatem na szczyt wieży, by dowiedzieć się, że za wywołaniem wojny, stoi nie kto inny jak …Soh. Który jest personifikacją wieży. Ale nie tylko. Stanowi także połączenie z Toto. W sensie pieska. O_o WTF? Na dodatek jest odpowiedzialny za wszystkie przykre wydarzenia, jakiekolwiek miały miejsce w mieście. To on uzbroił mafijne rodziny, doprowadził do szaleństwa Hamelina, ma na rękach krew żony Robin Hooda. Innymi słowy: wszystko, co złe, narodziło się prawdopodobnie tylko dzięki niemu. A dlaczego? Bo chciał pokazać Fuce, że świat to straszne miejsce i skłonić ją tym samym do powrotu do wieży. (Hm, a pamiętacie jak w recenzji jego wątku wspominałam, że poza Scarlet, to był jedyny normalny facet? Bua ha ha!).

Ale no dobra, to kim w takim układzie jest Fuka? Dorothy? A gdzie tam! Taka odpowiedź byłaby za prosta. Trzeba więc było nieco zamieszać. Po tym, jak pokonała Czarodziejkę wraz ze swoimi przyjaciółmi, Dorothy zajęła jej miejsce i zamieszkała we wieży. Cały problem polega na tym, że Czarodziejki się nie starzeją, dlatego szlachetna decyzja uderzyła w końcu w dziewczynkę rykoszetem. Mogła obserwować swoich przyjaciół (których marzenia przy okazji spełniła), ale nie była w stanie do nich dołączyć ani doświadczyć normalnego życia. To dlatego – wciąż uwięziona we wieży – Dorothy stworzyła Fukę. Swojego avatara, wymarzoną, dorosłą wersję i wysłała ją, aby w jej imieniu cieszyła się dorastaniem. Niestety, coś poszło nie tak. (Zawsze tak jest). I przy okazji tego błędu narodził się Caesar… który nie jest Złym Wilkiem, jak pierwotnie sądziłam, ale magią Dorthy/Fuki… (?) Podobnie jak Soh, który także jest tylko personifikacją mocy, a jego jedynym celem było połączenie wszystkich zagubionych fragmentów znowu w jedno. Ot, i wyjaśniła się cała tajemnica amnezji. To nie tak, że Fuka kiedykolwiek utraciła pamięć. Ona po prostu nie miała żadnej przeszłości. A Caesar wcale nie próbował jej pożreć, tylko chronić/zjednoczyć/wstaw dowolne.

Twórcy uznali jednak, że takie wyjaśnienie jest chyba za mało pogmatwane. Postanowili więc także zagłębić się w temat nieśmiertelności niektórych bohaterów. No bo dlaczego klasa rządząca się nie starzała i miała uber hiper regeneracje? To również był efekt działania Dorothy-Czarodziejki, która zaludniła miasto postaciami z bajek i baśni, aby jej przyjaciołom, (Uwaga! Bo to będzie dobre): „nie było smutno”. Czyli nie ma niczego moralnie nie w porządku w tym, że powołała do istnienia np. Scarlet, który nigdy nie będzie mógł urosnąć, chociaż to było jego marzenie (zupełnie jak samej Dorothy) oraz w fakcie, że wszyscy są skazani na obserwowanie jak inni ludzie wokoło umierają. (W końcu zrobiła z nich tak jakby bogów). Dziewczynka też ewidentnie nie pamiętała, o co chodziło z legendą Robin Hooda – skoro wyobraziła go sobie jako doktora. A już kompletną zagwozdką pozostaje dla mnie kwestia, skąd w jej umyśle wzięła się taka wynaturzona, zdziwaczała i rozwiązła persona jak Dorian Gray. …Kto jej to czytał na dobranoc? Ja się uczciwie pytam: jak wygląda system edukacji w Kansas?!

Tak czy inaczej, Fuka staje przed wyborem, czy chciałaby dalej żyć, czy jednak spełnić sens istnienia Soha i naprawić wszystko. Z oczywistych względów MC wybiera kontynuowanie egzystencji, a w osiągnięciu tego celu pomaga jej Caesar – który przy okazji zaraz potem znika/poświęca się. Prawie jakby wywołanie efektu tego życzenia wyssało z niego wszystkie siły. I to tyle, jeśli chodzi o jednego z fajniejszych bohaterów. Ale jego los chyba i tak zbytnio nikogo nie obchodził, bo blond ziemniak ma swój flagowy uśmiech na twarzy i zero refleksji w pustej głowie. (Przynajmniej wyjaśniło się, że jej głupota wynikała z faktu, że była tylko tworem dziecięcej wyobraźni…).

Po wszystkim Fuka również znika ze świadomości mieszkańców i wszystko jest praktycznie po staremu. No, prawie. Jest jedna postać, której genialny umysł nie pozwolił zapomnieć ani o pierwszej przyjaciółce, ani o horrorze, którego potem doświadczyli po pojawieniu się Fuki = Kyrie. Strach na Wróble nie potrafi się pogodzić, że drugi raz był świadkiem dokładnie tego samego. Axel i Caramia nie pamiętają, że pod ich dachem gościła jakakolwiek dziewczyna. Nie mają też pojęcia o jakiej Dorothy Kyrie gada i z czego wynika jego nagła depresja. My zaś dostajemy ostateczne potwierdzenie, że jedyną osobą, na której Kyrie faktycznie kiedykolwiek zależało, była właśnie Dorothy. To ją pragnie zobaczyć podczas Meteor Shower Gathering. To przez nią czuje się zdradzony i opuszczony. Od początku podejrzewał, że Fuka była jakoś powiązana z jego przyjaciółką, ale nie rozumiał tylko w jaki sposób, bo nie wyglądały tak samo.

Nawet gdy Fuka pojawia się podczas festiwalu = wraca do świata, by kontynuować egzystencje jako niezależna istota, Strach na Wróble nie jest nią zainteresowany. (Nie rzucił nawet głupiego „fajnie cię znowu widzieć!”). Zamiast tego pędził na złamanie karku w nadziei na spotkanie z Dorothy, co zresztą mu się udaje i ma szansę pogadać z dziewczynką po raz pierwszy od bardzo wielu lat… By usłyszeć, że tej jest co prawda przykro, że cierpiał w wyniku zachowanych wspomnień, ale w gruncie rzeczy ona jest z takiego układu zadowolona. W sensie: niech tam sobie Fuka żyje w jej imieniu. Dorothy nie wolno mieć pragnień, bo nie chce zamienić się w „Wicked Witch”, a poza tym teraz nie będzie jej już tak smutno, bo ma Soha.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o tajemnice „Ozmafii!!”. Osobiście uważam, że cały epilog mógłby równie dobrze nie istnieć, bo wprowadził tylko więcej zamieszania, niż cokolwiek sprostował. Na dodatek zmienił moją perspektywę na niektóre postaci. Żal mi Caesara, bo był fajnym LI, a został skasowany praktycznie offscreenowo. Hamelin obwiniał się zupełnie niepotrzebnie, bo był tylko narzędziem. Co gorsza nikt z bezpośrednich sprawców jego cierpienia nie czuł się w obowiązku, by cokolwiek mu zrekompensować. Cała reszta rodzin mafijnych istniała tylko po to, by Trójce z Oz nie było przykro. W sumie więc byli niczym żywe-zabawki. Na Soha to już ogólnie spuszczę zasłonę milczenia, bo zrobiono z niego antagonistę, którego intryga trzeszczała w szwach, że aż zęby bolały. Wreszcie, biedny Kyrie, tak naprawdę nigdy nie był zainteresowany Fuką i wątpię, czy nawet we własnej ścieżce uważał ją za coś więcej, niż substytut Dorothy. (A pomyśleć, że za to samo krytykował Caramię).

W każdym razie finał „Ozmafii!” był bardzo pokręcony, a droga która do niego prowadziła bynajmniej nie przypominała żółtej ścieżki i nie pokonywało się jej z piosenką na ustach. Oczywiście, chwali się, że w ogóle próbowano to wszystko jakoś objaśnić, ale mam wrażenie, że twórcy sami nie byli przekonani co do swoich pomysłów (np. Soh = który jest i wieżą, i spersonifikowaną magią, i Toto). Starano się więc jakoś z tego wszystkiego wyplątać, ale efekt ich zmagań nie jest zbyt elegancki. I szkoda, że bohaterką ostatecznie nie okazała się Dorothy. Sprawiała wrażenie osoby, którą polubiłabym znacznie bardziej od Fuki. Potrafię więc zrozumieć emocje Kyrie – a przecież nie o to na 100% scenarzystom chodziło. Ale by nie było, że wymieniam tylko minusy, to fajnie, że przynajmniej w epilogu kwestie MC zostały udźwiękowione i wreszcie mogliśmy usłyszeć jej głos. Gdyby jeszcze tylko miała kiedykolwiek coś sensownego do powiedzenia… 😉

Ozmafia!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Cześć, jestem Hina! Prowadzę bloga od 2019 r. Jeśli podoba Ci się, co piszę, zostaw komentarz i wpadnij ponownie. Dziękuję za odwiedziny!

Moje ID

Chcesz pograć wspólnie albo pogadać? Znajdziesz mnie na:

Steam

Discord

Love&DeepSpace: 83000453341

KAWKĘ DAJ BLOGGEROWI...

Postaw kawę

Chociaż pisanie o grach sprawia mi dużo przyjemności, to jednak czasami koliduje z codziennymi obowiązkami.

Jeśli podoba Ci się, co tworzę i chcesz okazać mi wsparcie, baaardzo dziękuję za postawienie kawy. Porządna dawka ciepłego naparu rozgrzeje mi serducho i pomoże mi utrzymać bloga jak najdłużej.

Ta strona nie jest sponsorowana przez żadną firmę ani nie jest finansowana z żadnego innego źródła poza moimi własnymi środkami.

Spoiler alert!

Na blogu znajdują się dwa typy recenzji: gier (pozbawione spoilerów) i ścieżek/postaci (ze streszczeniami i spoilerami).

© 2026 Otome 4ever | Powered by Superbs Personal Blog theme