A closed island where baby boys are not born… A unique culture that is completely different from the mainland has been flourishing on the island. In the middle of the island, there is a district where men are gathered. Some women just want children. Others are looking for love. Knowingly deceived by a lie, and deceived in return, all in a single night’s dream. At the end, to whom is it that you will be talking of love? (źródło: Steam)
- Tytuł: Gyakuten Yoshiwara (逆転 吉原)
- Developer: Dogenzaka Lab & Hituzigumo & Smart Kareshi & Vridge Inc.
- Wydawca: D3 Publisher & Dogenzaka Lab
- Pełen dźwięk: japoński (PS Vita), PC (brak)
- Napisy: angielski
- Rozszerzenia i powiązane tytuły: The Men of Yoshiwara: Ohgiya
Bohaterowie
Główna postać:
![]() | Hidetomi Misawo Nieśmiała, ale ciekawska bohaterka, która odwiedza najsłynniejszy dom rozrywki – Kikuya, choć jest to powyżej jej możliwości finansowych. |
Ścieżki / dostępni love interest:
![]() | Tokiwa <<RECENZJA>> |
![]() | Takao <<RECENZJA>> |
![]() | Iroha <<RECENZJA>> |
![]() | Kagura <<RECENZJA>> |
![]() | Kagerou <<RECENZJA>> |
![]() | Hayabusa <<RECENZJA>> |
Ocena ścieżek: (*♡∀♡) Kagura ⊳ Tokiwa ⊳ Kagerou ⊳ Hayabusa ⊳ Takao ⊳ Iroha (ᗒᗣᗕ)՞
Recenzja
„The Men of Yoshiwara: Kikuya” to gra z bardzo przewrotnym tłem. Jej akcja dzieje się na wyspie, na której nie rodzą się mężczyźni, w związku z czym ich rola jest mocno ograniczona, a kobiety szukają miłości, spełnienia i szansy na potomstwo w specjalnych domach umiejscowionych w dzielnicach rozkoszy. Dostajemy zatem coś w rodzaju typowej opowieści o niespełnionej miłości czy zniewoleniu, która konwencją przypomina takie hity jak „Opowieść Gejszy”, „Sakuran” czy „Orian” z tą różnicą, że tym razem ciemiężeni w społeczeństwie są mężczyźni, co w filmach, książkach czy grach pojawia się bardzo, bardzo rzadko.
Bodaj jedyną fikcyjną społecznością, którą kojarzę w tym rodzaju są drowy z Forgotten Realms. Tam również faceci nie wychylają spod obcasa kobiet. Zwłaszcza że może to skończyć się dla nich złożeniem w ofierze Pajęczej Królowej. Patriarchalny system przyzwyczaił nas bowiem, że silniejsi nie mogą być zdominowanie przez słabszych, a przy tak odwróconych rolach ten układ zostaje zachwiany. Może dlatego ciekawiło mnie, jak twórcy zamierzają z tego wybrnąć? Powiedźmy sobie szczerze, że niewolnictwo to temat trudny. A o studiu Dogenzaka Lab słyszałam tylko niepochlebne opinie: że fabuła to dla nich tylko pretekst do pokazywania scen erotycznych i nic więcej.
Wbrew moim obawom nie było jednak wcale aż tak tragicznie. Jedynie „źle”. To znaczy, historie faktycznie nie powalały na kolana. Na dodatek były mocno wtórne/nudne/nielogiczne. Bohaterka trafiała do Domu Kikuya, tam spędzała czas w towarzystwie jednego z panów, zakochiwali się w sobie błyskawicznie, pojawiał się jakiś dramat i para wspólnie planowała ucieczkę/wykupienie/przeczekanie najgorszego. Po czym, w nowym wątku, pojawiały się dokładnie ten sam schemat czy zawiązanie akcji. I tak powtórz, powtórz, i powtórz…
A miałam przy tym wrażenie, że nie do końca przemyślano założenia świata. W sensie… faceci nie rodzą się na wyspie. Mogę się założyć, że przy takich dysproporcjach jak pokazano, zagrożona byłaby cała ludzkość! Nie do końca było również dla mnie jasne jakie funkcje mogą pełnić w społeczeństwie panowie i jak w takim wypadku działało małżeństwo. Monopolizowanie mężczyzny dla jednej kobiety byłoby najzwyczajniejszym marnotrawstwem z perspektywy dobra całego gatunku. Dlatego, kto na to zezwalał? Czy prowadzono jakieś badania, o co chodzi z tą wyspą, itd.? XD Innymi słowy: był pomysł na świat przedstawiony, ale olano wszystko, co go dotyczyło i wymagałoby sprostowania. Tylko dlatego, że potrzebowano miejsca akcji pt. dom publiczny. (A już Cesarz rozdający kurtyzanom nagrody w zamian za łapanie złodziei, to był absolutny kosmos!).
Od strony technicznej: wiem, że gra była portowana z urządzeń mobilnych, co ma swoje spore minusy np. podział na rozdziały i bardzo toporny interfejs, ale ja na potrzeby recenzji wybrałam wersję na PC (z całą dostępną zawartością). Od razu mogłam więc wybrać ścieżkę dowolnego z panów, a LI mamy w tym wypadku 6. Na dodatek jeden z nich doczekał się drugiego sezonu, a dla reszty są jeszcze krótkie miniscenariusze, dostępne po odblokowaniu głównego wątku. Sami panowie reprezentują różny poziom. Nie spodziewajcie się jednak jakieś psychologicznej gołębi. To zdecydowanie nie jest gra tego rodzaju. Po jej przejściu nie będziemy mieli żadnych przemyśleń na temat społeczeństwa ani nie zaskoczy nas ciekawy rozwój osobowości bohaterów. Co najwyżej będziemy dalej parskać na wspomnienie niektórych głupotek fabularnych.
Sporą wadą produkcji jest zwłaszcza główna bohaterka, która jest tak naiwna i miejscami ciemna, że aż chciało się, by ktoś nią potrzasnął i wbił trochę rozumu do głowy. Absolutnie nie ma pojęcia, co dzieje się w dzielnicach rozkoszy, na czym polega problem i o co chodzi w relacjach damsko-męskich/skąd się biorą dzieci. Stąd, jeśli męczą Was tak niedojrzałe heroiny, to możecie mieć poważny problem z dotrwaniem w tej grze do końca. Będziemy bowiem musieli sporo nasiedzieć się w jej głowie, a tam głównie hula wiatr…
Ze względu na obecność bardziej odważnych opisów w scenach erotycznych, gra może również nie pasować do młodszych odbiorców. Chociaż bądźmy uczciwi, to nie tak, by wydarzenia były jakoś gorszące. Nic ponad poziom, jakiego możemy się spodziewać w przeciętnej grze otome, gdzie ekran „czarnieje” nim wydarzy się coś konkretnego ale już sam dobór słownictwa mocno mnie miejscami bawił.
W wersji na PC nie ma też bad endingów i nagrań lektorskich, więc mogłam obejść się smakiem, jeśli chodzi o grę seiyuu. Choć zatrudniono tutaj znaną ekipę, stąd nie martwiłabym się o jakość. Dla odmiany CG przedstawiały bardzo nierówny poziom. Od dosłownie koszmarnych, gdzie postaci wyglądały jak karykatury, miały zeza i upiorne uśmiechy, po bardzo ładne, z ciekawą kolorystyką i stylem. Ciężko zatem powiedzieć, z czego wynikał taki spadek i wzrost formy na przemian…
Uczciwie rzecz ujmując, „The Men of Yoshiwara: Kikuya” to gra nieco nudnawa. Często zdarzało się, że miałam ochotę przewinąć dialogi, by zobaczyć już koniec. Z drugiej strony nie będę miała po niej koszmarów, a fabuła nie utknie mi w żaden sposób w pamięci. Dlatego, jeśli szukacie bardzo prostej, szybkiej rozrywki z odrobiną erotyki, to może być tytuł dla Was. Nie takie bowiem Dogenzaka Lab straszne, jak je malowano. Po prostu nie jest to poziom gier, do jakich jestem przyzwyczajona. Należy więc trochę obniżyć oczekiwania, a wtedy – przy okazji jakichś wyprzedaży – przetestować samemu, bo tytuł ma już swoje lata. W skali od 1-5 dałabym tej pozycji 2, naciągane 3. Może udźwiękowiona wersja wpłynęłaby pozytywniej na mój odbiór, chociaż ciężko wyobrazić sobie mi niektórych z seiyuu, czytających te dziwaczne dialogi…











