Benkei jakoś nigdy nie zdobył mojego serca w grze podstawowej, chociaż bardzo podobał mi się projekt jego postaci – inny od stereotypowego, japońskiego bisha. Tak czy inaczej, jak w przypadku wszystkich pozostałych love interest, fandisk pozwala nam poznać dalsze losy pary, zaraz po tym jak skończyły się ich przygody w „Birushana Rising Flower of Genpei”. Benkei i Shanao przebywają dalej w świątyni w Kuramie, bo musieli podleczyć się po otrzymanych ranach. Zdają sobie jednak sprawę z tego, że nie mogą zostać tam na długo, bo kobietom nie wolno było przebywać z mnichami (jakkolwiek ironicznie brzmi to w zestawieniu dla tej pary XD), dlatego wkrótce muszą podjąć ważną decyzję: co dalej?
I tu nastaje rzecz dla mnie absolutnie dziwna, bo Shanao dochodzi do wniosku, że chce wrócić do Oshu i spotkać z panem Fujiwarą. W jakim celu? Bo czuje, że zrobiła mu wielką niesprawiedliwość, ukrywając przed nim swoją płeć, a jednocześnie oszukując go, by przeprowadził jej rytuał genpuku. Postanawia więc udać się do Oshu i wyznać mu całą prawdę… no, prawie. Kakunichi przestrzega ją bowiem, że Fujiwara jest „zagorzałym buddystą”, a to oznacza, że może mieć problem z tym że Benkei jako mnich wziął sobie żonę. Lepiej więc będzie nie zdradzać mu tego szczegółu. Stąd ja poważnie zbierałam szczękę z podłogi, gdy uznali, że lut, na ten temat mogą kłamać. W sensie, po cholerę wtedy w ogóle się kłopotać? By znowu zrobić Fujiwarę w konia i skorzystać sobie jego gościnności? Poza tym, poważnie, to jedyny „grzech” (wybaczcie terminologiczne uproszczenie), które Benkei jako mnich popełnił? A co ze sprzeciwianiem się swojemu przełożonemu, walką z Heike, morderstwami, a potem służbą Genji? XD Like, WTF, panowie i panie? To jest dosłownie argumentacja na poziomie, okej, okej, ja rozumiem morderstwa, no ale z tą żoną, to już jako buddysta przesadziłeś…
Bez względu jednak na moje utyskiwania, bohaterowie wracają do Oshu, a tam – niespodzianka! – przebywa też Minamoto no Yoritomo (rzekomo w celach politycznych) wraz ze swoją świtą, więc dochodzi do całkiem miłego reunion. W czym Fujiwara faktycznie jest trochę zaskoczony, gdy Shanao go przeprasza, wyjawia, że jest kobietą i prosi o karę, ale szybko mu zły humor mija, bo od początku darzył „młodego Genji” – a teraz księżniczkę – sympatią, więc nie jest to dla niego duży problem. Pozwala więc by Shanao i Benkei zostali przez jakiś czas pod jego dachem i cieszyli się pięknem Oshu. (Jedynie jego syn ma o to wszystkie jakieś wąty, ale kto by go w tej ścieżce słuchał?).
A skoro tak, to inni bohaterowie wprost obchodzą Shanao, jak muchy owoce parnym latem i teraz, dodatkowo wiedząc, że jest kobietą, nie chcą się od niej odkleić. Chcą z nią spędzać jak najwięcej czasu, prawią jej komplementy, żartują sobie… ale dziewczyna i tak czuje się nieco samotna. Czemu? Bo nie może powiedzieć wprost, że Benkei jest jej mężem, a nie tylko wasalem. Dodatkowo uważa, że mnich jej unika, by nie narażać ich przykrywki (choć tak naprawdę śledził ją z ukrycia, próbując pohamować zazdrość, jak jakiś creep), aż wreszcie daje upust swoim pragnieniom i – mimo ryzyka – wbija mu nocą do pokoju na małą gimnastykę na futonie. Co z założenia miało być chyba romantyczne, ale mnie się tylko znowu zrobiło żal Fujiwary, że oni nie mogli poczekać z tym, aż wyjadą z jego domu.
Jakiś czas później, gdy bohaterowie chcą już ruszać w drogę, Fujiwara wzywa ich do siebie, bo wymyślił – w swoim mniemaniu – plan idealny. Proponuje Yoritomo, by wydał siostrę za Yasuhirę. Dzięki temu Shanao będzie mogła zostać w bezpiecznym, pięknym Oshu. Stanie się oficjalnie córką Fujiwary. No i sojusz dwóch klanów tylko się wzmocni. W czym Yoritomo przez całą ścieżkę wykazuje postawę „mi to wisi i powiewa”, więc tym razem reaguje podobnie, ale MC jest przerażona. Nie chce obrażać Fujiwary, ale nie zamierzała też ranić Benkeia. Zresztą Yasuhira też był wstrząśnięty i lamentował, że MC mu się nie podoba, bo biega z mieczem, jest pyskata i ogólnie nikt go nie zapytało zdanie…
Całą jednak sytuacje rozwiązuję ostatecznie sam Benkei, dla którego uczestnictwo w swataniu własnej żony było przelaniem czary goryczy. W skrócie: wprost deklaruje zebranym, że nie jest żadnym wasalem (a już na pewno nie przykładnym mnichem), ale mężem Shanao i nikomu jej nie odda. W czym kobieta mu tylko wtóruje, przepraszająć momentalnie Fujiwarę, i oznajmia, że gdyby Bekei jej nie uprzedził, to sama zamierzała wyznać wreszcie całą prawdę, bo nie widzi życia bez swojego ukochanego. Ku uldze Yasuhiry i mieszanym zaskoczeniu reszty, bo sporo z nich np. Shungen, już się czegoś tam domyślali.
Jeśli jednak spodziewaliście się, że teraz nastąpi najbardziej dramatyczny zwrot wydarzeń… to nic z tych rzeczy. Fujiwara najwidoczniej nie ma nikomu za złe, że robią go systematycznie w balona, bo zamiast spadać parze z Oshu na zbity pysk, to organizuje im oficjalną ceremonię ślubną i tym razem występuje w roli ojca panny młodej. A czemu tak? Bo najwyraźniej jednak jego miłość do Shanao, była ważniejsza od tego całego praktykowania buddyzmu, którym tak straszył ich Kakunichi. W czym muszę przyznać, że dziewczynie się poszczęściło, bo nie wydała na tę imprezę złamanego mona, nie musiała już kłamać, no i otaczali ją wszyscy przyjaciele.
Po tych wydarzeniach bohaterowie WRESZCIE postanawiają ruszać w swoją stronę i poszukać sobie jakiegoś miejsca na ziemi. Co zresztą im się udaje, bo w następnych scenach mieszkają w jakiejś wiosce, Shanao jest przy nadziei, a Benkei chyba jakoś zarabia pracą fizyczną, chociaż dalej łazi w stroju mnicha. Pojęcia nie mam. Niby po wojnie miały nastać trudne czasy, ale najwyraźniej nie dla nich. Wystarczyło pozbyć się Heike i na Japonie spłynęły bogactwa i dobrobyty. The end.
Co myślę o tej ścieżce? Dość ironizowałam, więc pewnie się domyślacie. Co nie oznacza, że mi się zupełnie nie podobała. Miała sporo zabawnych momentów, fajnie było wreszcie zobaczyć Yoritomo w roli starszego brata (nawet jeśli absolutnie pasywnego i naburmuszonego), a także wszystkie scenki romantyczne powinny w pełni zadowolić fanów tej pary, bo np. ta, gdzie bohaterowie zrzucają mokre fatałaszki i ogrzewają się w jaskini, była naprawdę hot. Widać więc, że scenarzyści się starali, chociaż materiał był bardzo trudny, bo z założenia ta ścieżka jest mocno naciągana, gdy pomyślimy sobie o realiach. Nie bez powodu taką uwagę przerzucono na postaci poboczne. Mam też wrażenie, że przy ogólnym spadku jakości oprawy wizualnej, Benkei’owi trafiły się akurat jedne z najlepszych CG.
