Skip to content

Otome 4ever

Blog o grach otome i visual novel.

Menu
  • Aktualizacje
  • Plany wydawnicze
    • Plany wydawnicze 2025
    • Plany wydawnicze 2026
    • Plany wydawnicze 2027
  • Recenzje
    • Otome / Visual Novel
    • Gacha / Mobile
  • Inne
    • Poradniki
    • Top 5
    • Różne
    • Linki
  • FAQ
    • FAQ
    • Polityka prywatności
  • Kontakt
Menu

Shungen (Birushana: Winds of Fate)

Posted on 12/10/202612/10/2026 by Hina

Tęskniliście za główną obsadą „Birushana: Winds of Fate”? To mam dwa Was w tym tygodniu kolejną mini-recenzję. Czas na Shungena i Shanao, czyli prawie, że idealne „rodzeństwo”, a i jeszcze lepszych przyjaciół, którzy wojnom Gempei zdecydowali się powiedzieć stanowcze „nie!”.

 Przypomnijmy, że fabuła główna dla tej pary skończyła się na tym, że Shungen i Shanao (przy pomocy Yoritomo) sfingowali swoją śmierć w trakcie Dan no Ura i mieli odtąd cieszyć się wolnością i miłością, nie niepokojeni przez wielką politykę Japonii czy konflikt między Heike vs Genji. W efekcie, w fandisku, poznajemy ich jako wędrowców, którzy przemierzają kraj w poszukiwaniu… no, właśnie, czego? Chyba nowego miejsca na Ziemi, a także po to, by jak najbardziej oddalić się od wszystkich, którzy mogliby ich rozpoznać. (Czy rozważali bilet w jedną stronę na Hokkaido? Nie wiem, ale może nie ich klimaty. Dosłownie).

Bohaterowie są zadowoleni, beztroscy i wpatrzeni w siebie. Podczas podróży korzystają głównie z darów natury i tego, co sami złowią, np. Shungen gotuje dla nich obiadki, a noce spędzają w opuszczonych chatach. Podczas jednego z takich wieczorów, gdy w głowach pary były amory, ich zabawa zostaje przerwana przez obcych, którzy także szukają schronienia. Tym sposobem Shungen i Shanao poznają grupę wędrownych artystów, do których decydują się dołączyć. Głównie dlatego, że nasz love boy ma łeb na karku i uznaje, że w tłumie łatwiej będzie przekroczyć granicę między prowincjami i pozostać anonimowymi. Na dodatek szybko okazuje się, że bohaterowie mają umiejętności, które generują zysk. Jakie? Ano fajne. Shungen grał przecież świetnie na flecie, a Shanao potrafiła „tańczyć z mieczem”, więc pasują do grupy jak ulał.

Podczas jednego z takich występów, gdy już bohaterowie nawet się oswoili ze swoim nowym rytmem oraz towarzyszami, Shanao zauważa, że na każdy ich występ przychodzi jakaś podejrzana kobieta. Sytuacja się powtarza, a nieco później MC przyłapuje nawet swojego kochanka na rozmowie na stronie z babą i to, co sobie mówią, nie jest jednoznaczne. No to dziewczyna dochodzi do jednego, „słusznego” wniosku, że powód ten schadzek może być tylko jeden. Romans. I Shungen na pewno ją zostawi. A ona sobie nie poradzi, bo nie potrafi już żyć bez niego… co do? Przepraszam, scenarzyści? Ale WTF?

Oczywiście, Shanao nie jest z tych, co podeszła, by do swojego chłopa i zapytała, „ej, kim jest ta kobieta? Skąd się znacie i dlaczego nas stalkuje?”. Co to, to nie! Zwłaszcza że powodów takiego śledzenia mogło być multum. Ot, chociażby obca kobieta rozpoznała w nich Genji. Zamiast jednak takiego rozwiązania bohaterka postanawia zamknąć się w klatce z ponurych myśli, wątpliwości i zazdrości. W końcu lepiej się porządnie ukisić niż porozmawiać. Albo Shanao po prostu zapomniała, że nie jest ogórkiem czy inną kapustą.

W międzyczasie, w prowincji, w której przebywają, odnajduje się też „cudem ocalały” Minamoto no Yoshitsune. Czyli w sumie już trzeci kandydat do tego imienia. A jak to się stało? Ano rzekomo znaleziono jakiegoś randoma na brzegu i uznano, że musi być księciem Genji. W czym Shanao i Shungena bardzo to wnerwia, bo dowiadują się, że typ nie tylko szarga imię „zmarłego bohatera”, czyli w sumie ich własne, wykorzystuje czyjąś uprzejmość (bo gościł u pana zamku), a też podsyca konflikt między Genji i Heike (bo na mieście roninowie i inni samurajowie zamieniali się w niebezpiecznych bandytów, których prowokacyjne zachowanie niby-Yoshitsune skłaniało do szukania zemsty).

Stąd, aby jakoś temu zaradzić, Shanao i Shungen postanawiają wykorzystać moment, w którym ich trupa zostaje zaproszena na zamek, by robić za atrakcje dla gości. W sumie to był głównie plan Shungena, ale co tam. Po pokazie tańca mężczyzna oznajmia, że jego żona ma też szamańskie zdolności i może kontaktować się z duchami czy innymi demonami. Wyczuwała też od Yoshitsune-oszusta, że wisi nad nim jakaś zła energia. Stąd, zachęcona do działania i odprawienia egzorcyzmu, kobieta udaje, że próbuje mu pomóc, ale zostaje niby opętana przez „prawdziwego ducha Yoshitsune”, który już się miał reinkarnować i wybaczyć swoich dawnym wrogom, ale z zaświatów cofnął go ten cały kabaret. Oburzony duch domaga się, by podszywający się pod niego typ nie hańbił jego imienia, albo już zawsze będzie go nękać. A skoro wszystko się wydało to niby- Yoshitsune zostaje wyrzucony na zbity pysk (chociaż w sumie to powinni go zabić? Albo po wojnie prawo złagodniało? Nieistotne XD).

Zadowoleni z takiego obrotu spraw Shungen i Shanao decydują się opuścić grupę artystów, by iść dalej własną ścieżką. Przedtem jednak wreszcie wyjaśniają sobie też miłosne nieporozumienie. Okazuje się, że kobieta, która przychodziła na ich pokaz była po prostu młodą wdową, a Shanao, tańcząc jako shirabyōshi z mieczem, przypominała jej wizualnie utraconego męża. To dlatego ich „stalkowała” i Shungen gadał z nią na stronie, bo „nie chciał martwić Shanao”. Czyli, w skrócie, nie zamierzał jej porzucać dla innej. Ah, i też był zazdrosny, bo gdy Shanao tańczyła, to wielu facetów robiło do niej maślane oczy, więc wcale mu się to nie podobało.

W finale dowiadujemy się również, że do Yoritomo i byłych towarzyszy Shanao także dotarła wieść o cudem odnalezionym Yoshitsune, ale gdy docierają na miejsce, by potwierdzić plotki, to nie ma już ani parki, ani oszusta, więc jechali taki kawał na marne. No, ale i tak się cieszą, bo wierzą, że protagoniści sobie gdzieś tam świetnie radzą.

Co myślę o tej ścieżce? Całkiem zabawne historyczne nawiązanie z tym że to Shanao jest teraz w stroju shirabyōshi. Zupełnie jak Shizuka Gozen, czyli chyba najpopularniejsza reprezentantka tej grupy zawodowej, znana jako kochanka Minamoto no Yoshitsune z „Heike Monogatari”. Mamy więc tutaj mrugnięcie oczkiem, w stronę bardzo popularnej w kulturze japońskiej postaci oraz samego motywu.

Jeśli jednak mam być szczera, to sama historia mnie nie porwała. Była trochę jak filler w historii Shungena i Shanao, bo niewiele z tego wynikało. W innych opowieściach mieliśmy jakieś wyobrażenie o dalszych losach pary: gdzie osiedli, czy się hajtnęli, jak potoczyła się ich relacja, czy MC rozwiązała problem swojego pochodzenia. Tutaj dowiadujemy się, że w sumie dalej egzystują sobie gdzieś w zawieszeniu i uciekają, a na dodatek po raz enty pojawił się ten sam wątek z kiepską komunikacją. No ile można?! A skoro bohaterowie znowu są po prostu wygnańcami, to mam wrażenie, że wróciliśmy do absolutnego początku fabuły i w życiu MC nic się nie zmieniło. Ani nie odzyskała rodziny, ani przyjaciół, ani nie zrealizowała swojego celu o pokoju na świecie, ani nawet niczego się o sobie nie dowiedziała. W sumie, jak tak dobrze się zastanowić, to oni mogli już w 1 rozdziale gry machnąć na to wszystko ręką i iść w swoją stronę…

Na dodatek znowu mam wrażenie, że Shanao jest tutaj cholernie pasywna. Podobnie jak w ścieżce Shungena w grze głównej, bo to nie ona jest prawdziwym Księciem Genji, więc to nie od niej pochodzą plany, to nie ona o niczym decyduje, to nie ona ma największy wpływ na fabułę. Po prostu robi, co jej kochanek każe. Ale może to moje osobiste uprzedzenie i komuś ta ścieżka spodoba się najbardziej. Ja po prostu nigdy jakoś nie byłam fanem tej parki, ale – jak wiadomo – po to w grach otome mamy wiele opcji, aby trafić w różne gusta.

Birushana: Rising Flower of Genpei, Najbliższy przyjaciel, Postać historyczna, Przyjaciel z dzieciństwa, Saitou Souma, Samurai, Wojownik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Cześć, jestem Hina! Prowadzę bloga od 2019 r. Jeśli podoba Ci się, co piszę, zostaw komentarz i wpadnij ponownie. Dziękuję za odwiedziny!

Moje ID

Chcesz pograć wspólnie albo pogadać? Znajdziesz mnie na:

Steam

Discord

Love&DeepSpace: 83000453341

KAWKĘ DAJ BLOGGEROWI...

Postaw kawę

Chociaż pisanie o grach sprawia mi dużo przyjemności, to jednak czasami koliduje z codziennymi obowiązkami.

Jeśli podoba Ci się, co tworzę i chcesz okazać mi wsparcie, baaardzo dziękuję za postawienie kawy. Porządna dawka ciepłego naparu rozgrzeje mi serducho i pomoże mi utrzymać bloga jak najdłużej.

Ta strona nie jest sponsorowana przez żadną firmę ani nie jest finansowana z żadnego innego źródła poza moimi własnymi środkami.

Spoiler alert!

Na blogu znajdują się dwa typy recenzji: gier (pozbawione spoilerów) i ścieżek/postaci (ze streszczeniami i spoilerami).

© 2026 Otome 4ever | Powered by Superbs Personal Blog theme