Skip to content

Otome 4ever

Blog o grach otome i visual novel.

Menu
  • Aktualizacje
  • Plany wydawnicze
    • Plany wydawnicze 2025
    • Plany wydawnicze 2026
  • Recenzje
    • Otome / Visual Novel
    • Gacha / Mobile
  • Inne
    • Poradniki
    • Top 5
    • Różne
    • Linki
  • FAQ
    • FAQ
    • Polityka prywatności
  • Kontakt
Menu

Taira no Tomomori (Birushana: Winds of Fate)

Posted on 21/09/202621/09/2026 by Hina

Tomomori to jedna z tych postaci, która urzekła mnie w grze głównej i na której epilog nawet czekałam (pomimo mojej niechęci do fandisków), bo bardzo podobała mi się ewolucja jego relacji z Shanao, czyli motyw „od wrogów do kochanków”. Jest też on jednym z bardziej lubianych love interest w fandomie, więc liczyłam, że twórcy się do tej kontynuacji przyłożą. By nie drażnić lwa. A czy tak się stało? Zaraz się przekonacie!

Fabuła tegoż scenariusza przenosi nas do momentu, w którym Shanao nie musi już ukrywać swojej płci, wojna między Heike i Genji się zakończyła, a MC została oficjalnie żoną byłego generała Tairów. Ich życie wygląda dość idyllicznie, bo małżeństwo między księżniczką Genji a Tomomorim stało się symbolem pokoju. Można więc powiedzieć, że dostaliśmy w ich wypadku najbardziej bajkowy, pozytywny finał, bo umarli jedynie antagoniści, wszyscy przyjaciele Shanao mają się dobrze, a i jej największy prześladowca i wróg został poskromiony siłą miłości, niczym w historii księżniczki Disneya z lat 90.

W czym praktycznie każda nowa scenka z udziałem głównej pary udowadnia, że Tomomori jest absolutnie zafascynowany swoją nową, piękną żoneczką, bo nie potrafi się od niej odkleić. Gdyby mógł, to pewnie by się do niej przyspawał, ale – na szczęście dla MC – nie jest to już ten sam yandere świr co kiedyś, który jarał się na widok łez. Teraz Tomomori, chociaż jak sam twierdzi, usycha z tęsknoty, jeśli jest od swojej ukochanej rozdzielony, to jednak pozwala jej spotykać się z przyjaciółmi, rozwijać hobby (np. studiowanie poezji), czy odpocząć od swoich rąk. Dosłownie. Chociaż nastawcie się na to, że ten scenariusz jest naszpikowany contentem dla fanów, a młode małżeństwo nie raz czy dwa wprawi w zakłopotanie służbę mało subtelnym okazywaniem sobie uczuć.

Co w takim razie jest problemem? Bo, jak wiadomo, bez takiego fabuła by się w ogóle nie kręciła. Ano, najstarszy motyw na świecie, czyli kiepska komunikacja. Klasyka dla gier otome. Streszczając: po odwiedzinach u brata, w których trakcie Yoritomo zasiewa w sercu parki wątpliwości, co do swoich intencji i poglądów na ich związek, Shanao zaczyna dręczyć kilka złych myśli. Przede wszystkim prześladują ją koszmary z Taira no Tokuko. Z jednej strony obwinia się więc za jej śmierć, a także za to, że pozbawiła matki młodego cesarza – Antoku. Z drugiej, zaczyna lękać się o własną przyszłość. Gdy Yoritomo i Tomomori sprzeczają się w trakcie tego spotkania, dla Shanao staje się jasne, że jej małżonek będzie oczekiwał powiększenia rodziny. Sama nie czuje się jednak gotowa na zostanie matką, kiedy sama odebrała komuś rodzicielkę, a dodatkowo nie chce przekazać progeniturze swoich potwornych mocy.

W efekcie, zamiast się z mężem skonsultować, zamyka przed nim swoją sypialnię i zaczyna udawać większe zainteresowanie poezją niż to zdrowe. (A mówię to jako filolog z wykształcenia). Na dodatek, za plecami Tomomoriego, kontaktuje się listownie z Yoritomo, prosząc go o zorganizowanie spotkania z młodym cesarzem, bo Shanao chce go przeprosić i upewnić się, że jakoś sobie z tym wszystkim po wojnie radzi.

Powtarzające się odtrącenie ze strony żony sprawia w efekcie, że Tomomori zaczyna szukać winy w sobie. Desperacja pcha go nawet do zapytania o radę Noritsune, ale ten czuje się w tej roli bardzo niekomfortowo i nie sugeruje niczego sensownego, poza tym, że jego krewny był pewnie „zbyt namolny”. Tomomori stara się więc dawać Shanao więcej przestrzeni, z dala od siebie, przeprowadza ją do innej willi, obsypuje prezentami, a nawet próbuje nawiązać jakąś relacje poprzez ich moc i sny… ale to wszystko na nic. Koniec końców Shanao i tak go unikała, nawet jeśli w snach wydawała się więcej niż chętna, by pobawić się w dopasowanie końcówek pod futonem.

No i tak sobie czas upływa, bohaterowie nie rozmawiają ze sobą przez trzy rozdziały, aż wreszcie Tomomori mówi „dość!” i postanawia śledzić żonę. Na tym etapie wie już, że korespondowała w tajemnicy z bratem. Nie wie tylko w jakim celu i podejrzewa najgorsze. Że Yoritomo chce spełnić swoją groźbę, ujawnić prawdę o pochodzeniu Shanao, poślubić ją i tak zapewnić ostatecznie zwycięstwo Genji, pozbywając go wszystkiego. Tomomori wparowuje zatem na spotkanie rodzeństwa z dobytą bronią i domaga się wyjaśnień, co pozwala mu odkryć prawdziwy cel tej konspiracji… Że nie chodziło o żadną zdradę, ale o poczucie winy.

Po dość niezręcznych wyjaśnieniach, wszyscy razem udają się na pogaduchy z cesarzem. Antoku cieszy się na widok wuja (bo okazuje się, że Tomomori cały czas się nim opiekował, ale nie poruszał tego tematu z Shanao, aby jej nie smucić), a potem każdy rozchodzi się w swoją stronę. Yoritomo do siebie, prosząc, by szwagier nie wjeżdżał mu więcej na chatę z mieczem, a Shanao i Tomomori wracają do rezydencji Tairów, aby domknąć pozostałe wątki.

Podczas długiej i czułej rozmowy, Tomomori wreszcie dowiaduje się o wszystkich rozterkach swojej żony, a także przekonuje ją, że nie musi martwić się o przyszłość ich potencjalnego dziecka. Kiedy bowiem przyjdzie już na świat, będzie otoczone matczyną i ojcowską miłością. Nie będzie więc samotne, zagubione i skazane na odtrącenie przez swoją moc. Samo więc oddziedziczenie tych zdolności nie powinno zatem być dla niego aż tak dużym problemem, a Shanao niepotrzebnie projektowała na nieistniejącego bobasa swoje lęki. A skoro Tomomori obiecuje ją wspierać, jego argumentu brzmią sensownie, no i problem z Antoku został rozwiązany… to już nic nie hamuje małżonków, aby pokazać sobie, jak bardzo za sobą fizycznie tęsknili.

W ostatniej scenie, już miesiące po tych wydarzeniach, Shanano źle się czuję i nawet traci przytomność, ale nie jest pewna, czy to dlatego, że zaszła w ciąże, czy może coś innego wpływa na jej kiepski stan. Tomomori jest oczywiście zaniepokojony, ale już po odwiedzinach lekarza pociesza żonę, że mają przecież czas i cokolwiek przyszłość dla nich przyniesie, będą razem szczęśliwi. The end.

A choć sama historia opowiedziana w tym fandisku nie porywa, to było tutaj mnóstwo fluffu i nie raz parsknęłam szczerze rozbawiona. Zwłaszcza z powodu biednego Noritsune. Moim jedynym zastrzeżeniem jest zatem sama powtarzalność motywu zazdrości i podejrzliwości Tomomoriego oraz fakt… że ten problem dało się rozwiązać 5-minutowym dialogiem! Dlatego scenarzyści robili dosłownie wszystko, aby do takiej pogaduchy nie dopuścić, bo wtedy nie mielibyśmy już żadnej fabuły. Naciągane? Cholernie, ale jeśli dacie radę przymknąć na to oko, to relacje młodego małżeństwa są przedstawione bardzo romantycznie, widać, że osiągnęli prawdziwy happy ending, a i obecność innych postaci pobocznych jest miłym dodatkiem.

W sumie, jakby się zastanowić, to Tomomori jest nawet realistyczny w tym, że nie zatracił całkowicie swoich yandere tendencji, bo dalej zdarzają mu się pytania typu „co byś zrobiła, gdybyśmy zostali ostatnimi ludźmi na ziemi?”, ale nauczył się już stawiać dobro ukochanej, nad własnymi pragnieniami. Nie jest więc w tym toksyczny bucem z podstawowej gry, a jedynie lekko ekscentryczny, niegroźnym dziwakiem.

Z drugiej strony, nie wiem jak Wy, ale mnie dziwiło, że Shanao tak szybko transformowała się z wojowniczki w księżniczkę. Ewidentnie nikt nie przewidział dla niej po wojnie żadnej roli, ale nie było to aż tak dziwne, zważywszy, że w oczach wszystkich wróciła do bycia „kobietą”, a to znaczyło, że głównie siedziała w rezydencji, podziwiała kwiaty w ogrodzie i czekała na powrót męża. Brakowało mi więc trochę jej zaradności i pazura, ale może dziewczyna potrzebowała teraz emerytury? Opierdalania się w ładnym kimonie i podziwiania piwonii? Nie mi to oceniać.

Summa summarum przyzwoita kontynuacja, zamykająca parę wątków i dająca fanom sporo materiałów do rozczulania.

Birushana: Winds of Fate, Fukuyama Jun, Miłość od pierwszego wejrzenia, Postać historyczna, Rodzeństwo (niezwiązane z MC), Rywal / Wrogość, Samurai, Wojownik, Yandere

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Cześć, jestem Hina! Prowadzę bloga od 2019 r. Jeśli podoba Ci się, co piszę, zostaw komentarz i wpadnij ponownie. Dziękuję za odwiedziny!

Moje ID

Chcesz pograć wspólnie albo pogadać? Znajdziesz mnie na:

Steam

Discord

Love&DeepSpace: 83000453341

KAWKĘ DAJ BLOGGEROWI...

Postaw kawę

Chociaż pisanie o grach sprawia mi dużo przyjemności, to jednak czasami koliduje z codziennymi obowiązkami.

Jeśli podoba Ci się, co tworzę i chcesz okazać mi wsparcie, baaardzo dziękuję za postawienie kawy. Porządna dawka ciepłego naparu rozgrzeje mi serducho i pomoże mi utrzymać bloga jak najdłużej.

Ta strona nie jest sponsorowana przez żadną firmę ani nie jest finansowana z żadnego innego źródła poza moimi własnymi środkami.

Spoiler alert!

Na blogu znajdują się dwa typy recenzji: gier (pozbawione spoilerów) i ścieżek/postaci (ze streszczeniami i spoilerami).

© 2026 Otome 4ever | Powered by Superbs Personal Blog theme