Skip to content

Otome 4ever

Blog o grach otome i visual novel.

Menu
  • Aktualizacje
  • Plany wydawnicze
    • Plany wydawnicze 2025
    • Plany wydawnicze 2026
  • Recenzje
    • Otome / Visual Novel
    • Gacha / Mobile
  • Inne
    • Poradniki
    • Top 5
    • Różne
    • Linki
  • FAQ
    • FAQ
    • Polityka prywatności
  • Kontakt
Menu

John (Mistonia’s Hope -The Lost Delight-)

Posted on 27/04/202621/03/2026 by Hina

Najlepsze na koniec? Z tym bywa różnie, więc trochę się bałam, czy nie będzie tak, że twórcy ze ścieżki Johna (ponieważ najtrudniej było ją odblokować) zrobią tradycyjnie „streszczenie wszystkiego” i dla samego love interest nie starczy już miejsca. A zapowiadało się ciekawie, bo John jako jedyny nie startuje z pozycji osoby, na której Rose może potencjalnie szukać zemsty. Nope, on jest sojusznikiem, oddanym sługą, przyjacielem z dzieciństwa i kiedy trzeba to obrońcą. Wydaje się, że w zasadzie całe jego życie kręci się wokół MC, bo dosłownie w każdej ścieżce robił dokładnie to, co mu kazała. Nie ważne jak podłe by to było, czy prowadziło do bad endingów, czy było ze szkodą dla niego samego. Miałam więc miejscami mocny dylemat, bo było mi chłopaka szczerze żal. No i zastanawiałam się, o co chodzi?

Nawet Goneril, dla której John tymczasowo pracował, jako handlarz informacji, zauważyła, że w relacji parki „ocalałych” jest coś bardzo nie tak. Nie byli przecież prawdziwym rodzeństwem, nie byli kochankami, a zachowywali się, jakby to było najbardziej oczywiste na świecie, że ich losy są ze sobą tak splecione. Na dodatek John trochę zaskakiwał Goneril, bo chociaż był on od MC straszy (i miał już 25 lat), to nie tylko kobiety nie były mu w głowie, ale zdawał się też nieco… obojętny na strefę uczuciową? No, chyba że w grę wchodziła Rose, bo tutaj zawsze na pierwszym miejscu stawiał jej szczęście, ale np. seksualne aluzje już do niego nie docierały.

W czym nie będzie żadną tajemnicą, jeśli powiem, że cała ta ścieżka i budowane przez 5 innych opowieści napięcie prowadzi nas zasadniczo do znalezienia odpowiedzi na jedno pytanie. Kim jest John? A ja na długo przed tym nim twórcy podali nam rozwiązanie na tacy, miałam pewne przypuszczenia…

Przede wszystkim należy pamiętać, że John zna się z Rose jeszcze z jej rodzinnych stron, bo niby przyjaźnił się z Rileyem, czyli starszym bratem protagonistki. Ba! Chodzili razem do szkoły, chociaż dziedzic Randolphów raczej utrzymywał relacje ze szlachcicami (np. z Lucasem). W każdym razie, jako jedyny, wyliczając bohaterkę, jakimś cudem uniknął on masakry i zaprowadził nawet dziewczynę do Oberona – Króla Fae. To dzięki Johnowi bohaterce udało się zawrzeć z władcą umowę. Pomoże mu odebrać skrzydła Tii, Królowej Fae, a w zamian za to będzie on ją wspierał i użyczał jej swoich mocy. Tak by naturalne zdolności Rose były jeszcze mocniejsze. A co z tego miał John? Wychodzi na to, że nic. A skąd znał Króla Fae? Tego również Rose zbytnio nie kwestionuje.

Podejrzewam jednak, że większość z Was, zwróciła uwagę dużo wcześniej na to, jak Oberon i John są podobni do siebie. Twórcy zostawili nam więc bardzo ważny trop, a potem podrzucali inne kawałki układanki. Dla przykładu zastanawiało mnie to, dlaczego John jest aż tak silny, skoro nie należał do szlachty? Dlaczego miał takie ładne, zielone skrzydełka (jak Oberon)? I dlaczego nawet Ascot w sumie niewiele mu zrobił, podczas jednej z konfrontacji? …Z tyłu czaszko narodziło mi się więc co najmniej kilka teorii spiskowych. Niemniej odpowiedź była znacznie prostsza od moich wymysłów. O czym przekonacie się na chwile.

Najpierw bowiem przypomnę, że w tej ścieżce odbiegamy nieco od schematu wcześniejszych opowieści. W skrócie: dziewczyna ma dość XD. Nie, nie zemsty. Ta dalej płonie w jej sercu żywym ogniem. Po prostu potrzebuje zrobić sobie przerwę, a złożyło się na to kilka poprzedzających wydarzeń.

Najpierw stała się świadkiem tego, co dzieje się z ofiarami, którym tajemniczy morderca odciął skrzydła. Rose natknęła się, wracając nocą, we mgle, na rannego mieszańca i nawet padła ofiarą oskarżeń. Musiała więc wytłumaczyć się przed Linusem, co widziała, gdzie była i poprosić o pomoc w zaopiekowaniu się poszkodowanym.

Potem MC zostaje zmuszona do wzięcia udziału w kolejnym balu u królowej. Lily brakowało służby, więc Rose musi jej towarzyszyć, a tam… naprzykrza się jej Ascot. Jasne, John udający lokaja, bo wprosił się na przyjęcie, stara się jej pomagać, ale wszyscy wiemy, jak szlachcic Lindelów potrafi być enigmatyczny i irytujący.

Wreszcie, w trakcie odpoczynku w ogrodzie, Rose zostaje zaatakowana przez tegoż samego typa, którego spotkała wcześniej na ulicy, a który prawdopodobnie był odpowiedzialny za okaleczanie fae. Gdyby nie John i jego nagła pomoc, mogłaby sobie wówczas nie poradzić, bo chociaż potrafiła walczyć, to nie chciała ujawniać się przed resztą szlachty i używać swoich mocy czy pełni zdolności bojowych, a poza tym została zaskoczona.

Te wszystkie wydarzenia składają się na to, że Rose postanawia na jakiś czas opuścić stolicę, wrócić w rodzinne strony i oczyścić głowę. W wyprawie, naturalnie, chce towarzyszyć jej John i staje się to dla parki nieoczekiwanie miłym doświadczeniem. Dziewczyna wspomina, jak to w sumie mężczyzna zawsze był przy jej boku. Opiekował się nią, ochraniał, gotował dla niej… W zasadzie, odkąd straciła bliskich, nie miała nikogo innego, na kim mogłaby tak polegać. A dla Johna ich relacja wydawała się tak samo naturalna, jak oddychanie. Nie rozumiał przez to, czemu Rose miała nagle opory, aby spać z nim w jednym łóżku, w karczmie, w której się zatrzymali, skoro zawsze tak robili. Mimo to, kiedy dziewczyna wydaje mu polecenie, że ma się jej nie przyglądać, to posłusznie przytula się do jej pleców i nie próbuje jej odwrócić w swoją stronę.

W czym jest to zarazem moment, w którym twórcy nieco nas trollują. Rose uświadamia sobie bowiem, że coraz częściej ma dziwne sny, jakby jakieś wspomnienia próbowały wydostać się na wierzch, a to, co mówi John, i to co sama pamięta o wydarzeniach sprzed lat, nie zawsze się sklejało. Na dodatek, leżąc w tak bliskiej odległości, MC odkrywa, że niepokoją ją oczy Johna. Są jakby za stare, straszne i jest w nich coś nieludzkiego. Zupełnie jak gdy miała do czynienia z Królową lub… Oberonem. Ale znajdujemy się coraz bliżej prawdy, więc te odkrycia bynajmniej nie zaskakują.

Następnego dnia Rose i John wędrują sobie po ruinach wioski, w której kiedyś mieszkała MC. Dziewczyna ponownie przyłapuje towarzysza na tym, że on nie do końca wie, kto gdzie mieszkał, czy jaki sklep się gdzie znajdował, a rzekomo był to tak samo jego dom, jak i jej. Spotykają się też z Oberonem, ale ten nie bardzo im pomaga, a nawet urządzają sobie mały sparing w lesie. Pomyślałby więc ktoś, że w sumie mają całkiem sympatyczną wycieczkę. Taką gdzie Rose nie musi udawać i jest naprawdę sobą…

…ale miły nastrój przerywa pojawienie się Ascota. On też miał sprawę do Oberona, a że zauważył naszych bohaterów, to postanowił się do nich przypałętać. Co bardzo pokomplikowało sprawę. Rose bała się, że szlachcic wygada innym, gdzie służka Bersteinów łazi w wolne weekendy, a to rzuci na nią cień jeszcze większych podejrzeń. Ascot proponuje jednak, że będzie trzymał gębę na kłódkę w zamian za całusa – którego otrzymuje, co prawda w policzek, ale sam nie sprecyzował, co to miał być za całus, więc MC go przechytrzyła.

Kolejne sny i kolejny dzień sprawiają, że Rose nie chce dłużej ciągnąć gry w zgadywanie i wprost pyta Johna o jego pochodzenie. Zauważyła wcześniej, że coś ściemniał, bo nie potrafił jej pokazać nawet ruin swojego domu, a wcześniejsza interakcja i półsłówka Ascota tylko podważyły jej podejrzenia. Dlatego przyciśnięty do muru i przestraszony John wreszcie odpowiada na jej pytania. Uświadamia sobie bowiem, że MC jakoś przełamała zaklęcie rzucone na jej wspomnienia i dalsze ciągnięcie tej farsy nie miało sensu.

Faktycznie był Johnem… Doe. Co w języku angielskim oznacza osobę niezidentyfikowaną. Zwłaszcza w kryminalistyce. Czyli nasz odpowiednik N.N. A dokładniej to Oberon go stworzył, bo potrzebował pionka do kontrolowania bohaterki. Był więc tak naprawdę czymś w rodzaju założycieli rodów, pierwotną fae, pochodzącą bezpośrednio od władcy… Kimś podobnym do Aisel, na której punkcie Królowa miała obsesje. I podejrzewam, że właśnie dlatego, był tak podatny na obsesję i trochę… emocjonalnie zagubiony? Dzielił z Oberonem część umysłu, mocy, a nawet Król Fea mógł patrzeć jego oczami, ale poza tym, to John stanowił „czystą kartę”. Jedynie, co znał, to Rose. To nią się opiekował, to dla niej żył, to jej miał pomagać, aż rozkaz władcy stał się jego własną wolą. Dziewczyna nie jest jednak wcale tego tak pewna. Przeraża ją perspektywa, że Oberon cały czas ją śledził. I to jeszcze z perspektywy jedynej osoby, której bezgranicznie ufała. W wyniku tego i przechwałek Króla Fea, bo pojawił się, aby doprecyzować co i tak z tym zaklęciem, Rose postanawia, póki co będzie trzymać Johna na dystans, co wyraźnie łamie mu serce.

Nie trwa to jednak długo, bo parka wraca do stolicy i Rose znowu zostaje zaatakowana. Nie bacząc na niebezpieczeństwo, John używa swoich mocy, aby ją ochronić, co uświadamia MC, że gdyby jego uczucia nie były szczere, to nigdy by się dla niej tak nie narażał. Że fae są egoistyczne i okrutne, a jej tworzysz taki nie był. (Co stanowiło też swoistą niekonsekwencję, chyba że uznamy, iż egoizm Johna objawiał się jego uzależnieniem od Rose… no i w pewnym bad endingu, tym z Ascotem, nasz love boy także zachowuje się jak reszta tej skrzydlatej, szurniętej ekipy…).

Zraniony John, dzięki pomocy Philipa, zostaje zaniesiony do ustronnego domu, aby mógł się tam wykurować. MC, naturalnie, przy nim czuwa, ale w drogę znowu wchodzi im arogancki Ascot i… ponownie domaga się pocałunku. Tym razem w usta – w zamian za sojusz. Co celowo organizuje w taki sposób, aby John mógł sobie popatrzeć i pocierpieć, bo chciał przy okazji przeanalizować jego reakcje. A ta była tak stanowcza, że nie ma wątpliwości, iż nie mogła pochodzić od Oberona. W końcu Król Fae miał zasadniczo wylane na Rose. Nie powinien więc być o nią zazdrosny. Podobało mi się również, jak opanowana i pragmatyczna jest w tej scenie nasza bohaterka. Jasne, nie podobało jej się, że jej manipulowana, ale to był tylko buziak, a Ascot bez problemu mógłby wówczas zabić ich oboje. Można więc uznać, że to niewielka cena, że sojusz.

Zwłaszcza że Rose odkrywa jeszcze nowe fakty. Przede wszystkim dowiaduje się od Johna, że Oberon od początku planował ją oszukać. Jasne, to prawda, że zamierzał jej pomóc w odcięciu Królowej skrzydeł… ale nic więcej. Jak tylko Tia by osłabła, to zamierzał ją zabrać do Tír na nÓg, a nie pozwolić jakimś śmiertelnikom ją zabić. Co to, to nie! Rose nigdy nie byłaby więc w stanie dokonać swojej zemsty. A skoro tak, to postanowiła zmienić warunki obowiązującej ich umowy. Zaprasza króla na pogawędkę i przypomina mu, że w przeszłości to on sam, a nie John (jak do tej pory się jej wydawało) spotykał się z nią w lesie i opowiadał jej bajki. Musiał więc mieć do niej, chociaż malutki cień sympatii, więc… prosi, by uwolnił Johna. Gdy będzie już po wszystkim i pomoże mu pokonać Tię, to niech w ramach nagrody jej najbliższy przyjaciel (i już niedługo ukochany) odzyska wolność. (Podejrzewam bowiem, że łączył go z twórcą tak samo mocny magiczny rozkaz, jak Linusa). A Oberon się na to zgadza. Być może faktycznie z jakiegoś tam sentymentu z przeszłości…?

Nie zmienia to faktu, że przez użycie swojej mocy na mieście i transformowanie się w fae, John mimowolnie przyciągnął uwagę Królowej, która potrafiła „wyczuć” wpływy Oberona. W efekcie został więc aresztowany niedługo później przez Wardów i miał być przesłuchany, aby odkryć jego powiązania z Królem oraz antyrojalistami. Podczas rozmowy w obliczu władczyni i większości szlachty, John wykorzystuje moment, aby wyszeptać MC, że ją kocha. Była to zresztą jedyna, wolna dla nich wówczas chwila, bo niedługo potem dochodzi do walki. Dosłownie WSZYSCY jednoczą się przeciwko Tii, co pokazuje, że wcale nie musiała daleko szukać, by trafić na tych rebeliantów. XD

W trakcie tego zamieszania MC uświadamia sobie, że Król Fae faktycznie jest pozbawiony jakiejkolwiek moralności. Zamiast uwolnić Johna, jak obiecał, to planuje zrealizować ten warunek umowy poprzez… zabicie swojego pionka. Zresztą nie tylko ona jest typem obrzydzona, ale też John, który wytka władcy, że on sam nigdy nie potrafiłby potraktować Rose tak, jak Oberon wykorzystywał Tię, bo nie wyobraża sobie, by mógł ją zranić i zmusić do swojej woli. Niemniej, aby raz na zawsze się od niego uwolnić, parka wykorzystuje sztylet ze srebrem dany im przez Ascota i trafiają nim Oberona. To nie tyle zabija, ile obezwładnia Króla, wprawiając go w coś w rodzaju snu. Zaraz potem bohaterowie muszą jeszcze dokończyć porachunki z królową, ale tym razem idzie im gładko. Rose namawia Tię, by sama wróciła do Tír na nÓg. Bez Oberona, czyli na własnych warunkach, a nie zabrana siłą, a może wtedy jeszcze się zobaczą. Szczególnie że królowa po walce była tak osłabiona i chora, że nie miała zbytniego wyjścia, a poznając jej wspomnienia, MC odkryła, że w przeszłości władczyni nie była wcale taka zła. Że faktycznie kochała i chroniła ich ojczyznę.

A co ze zdradą Oberona? Dlaczego nagle postanowił zniszczyć swojego awatara? Jedyne co przychodzi mi na myśl, to może… chęć odzyskania mocy? Mam wrażenie, że przez to, iż on go jakoś podtrzymywał i zasilał (taaa, John na baterię XD), to może sam przez to tracił siły. W końcu jakoś użyczał mu swoich zdolności, patrzył jego oczami, słuchał jego uszami itd. Ale to tylko moja luźna koncepcja. Druga opcja jest taka, że zrobił to ze zwyczajnej, wróżkowej złośliwości. Niestety, scenarzyści olali jakiekolwiek potwierdzenie. Zostajemy więc zupełnie z niczym i cholera wie, co mu w finale się tam pod czaszką poprzestawiało.

…I tak nastaje happy ending. Rose i John odcinają się od polityki. Po zniknięciu królowej nie chcą kłopotać się odbudową Albionu, bo doznali w tym miejscu zbyt wielu krzywd. Zamiast tego wolą udać się razem w podróż. Są wolni, zakochani i uwolnieni od przeszłości. Bez potężnych fae, które mogłyby im sapać w kark i traktować, jak swoje marionetki, czy szlacheckich domów i ich walki o wpływy. Poza tym mieli jeszcze sporo rzeczy do nadrobienia, bo żadne z nich nie miało doświadczenia z tym całym randkowaniem. Żadne z nich nie było wcześniej w związku i dopiero odkrywali, jak bardzo się im to podoba. XD

W smutnym zakończeniu Oberon zostaje ukarany, ale w inny sposób… Tia jest tak wykończona walką, że Rose ją „wchłania”, ale ta fuzja nie przebiega pomyślnie. W efekcie dziewczyna staje się żywą lalką. Powłoką, w której nie ma żadnej świadomości, więc dla Króla była w takiej wersji bezużyteczna. A dla Johna? Ten nigdy by jej nie opuścił, co tym wyraźniej podkreśla kontrast. John zaczyna się odtąd dziewczyną opiekować. Szczególnie że szlachta na to naciska, bo Albion potrzebował jakiejś władczyni, aby powiązane z jej duchem fae zachowały zdrowie. Jest więc to bardzo tragiczny ending, w pełni pokazujący okrucieństwo Oberona. Kiedy bowiem John pozostał przy Rose, karmił ją, przebierał i ogólnie nie wyobrażał sobie istnienia bez niej, tak Tia w zasadzie nie miała już dla nikogo żadnego znaczenia…

Wreszcie, w ostatnim zakończeniu, Astray, mamy równie pokrętną i przygnębiającą w fabułę. W tej wersji to Ascot proponuje MC bliższą współpracę, a ona nie widząc w tym większego problemu, godzi się z nim spotkać w posiadłości Lindelów. Niestety, to tam spotyka Rileya, a w zasadzie to, co z niego zostało. Uświadamiając sobie ogrom okrucieństwa, które spadło na nią z ręki czystokrwistych fae, dziewczyna wpada w taki szok, że absolutnie dysocjuje (albo traci zmysły), a Ascot wykorzystuje ten moment, by zrobić z niej swoją lalkę. Dlatego, gdy John wreszcie znajduje swoją lady, ta jest już zahipnotyzowaną, pozbawioną własnej woli kochanką Ascota. W czym nie bardzo sobie wyobrażam, co chłopak mógł w tej sytuacji zdziałać sam, aby ją uwolnić. Pewnie tylko szukać pomocy u reszty szlachty… Może Edward by się zgodził. Ale poza nim? Wątpie, by ktokolwiek…

I to by było na tyle! Ścieżka bardzo nierówna, bo miała swoje mocniejsze i słabsze momenty. Dla przykładu bardzo podobała mi się postać Johna – i genialna gra aktorska seiyuu – ale już niekoniecznie działania Rose, bo wydawało się, że ona tutaj nie ma nad niczym żadnej kontroli. Zderzała się z przeciwnikami tak potężnymi i tak okrutnymi, że mogła tylko bronić się przed nimi resztkami sił, a i to z różnym skutkiem. Wolałam więc ją bardziej w knującej, bojowej i proaktywnej wersji. Chociaż zapewne, gdyby nie zrobiono z niej kilkukrotnie damsel in distress, to John nie miałby szansy wykazać swojej lojalności.

Co zaś się tyczy samej konstrukcji Johna, to wspominałam o pewnym braku spójności w przedstawianiu fae… ale mam też wrażenie, że istotnym czynnikiem był tu czas. Tia, Oberon i Ascot stawali się tym gorsi, im dłużej przebywali poza Tír na nÓg, więc może Johna nie ogarnęło szaleństwo, bo był swoistym, wróżkowym dzieckiem? Dosłownie 8-letnim? Choć trzeba przyznać, że to wygodne rozwiązanie i scenarzyści bynajmniej nie dali na nie satysfakcjonującej odpowiedzi. Musiałam sama zacząć snuć jakieś domysły.

A czy podejrzewałam, że John będzie po prostu konstruktem? Niezupełnie. Sądziłam, że jest jakoś powiązany z Oberonem, np. że to zwykły człowiek, ale jakoś przez fae kontrolowany. W końcu u Szekspira Titania i Oberon nie mają biologicznych dzieci, ale kłócą się o changelinga, więc myślałam nawet, czy nie pochodzi on zza Albionu, z krain najeźdźców, ale moje koncepcje i pomysły były znacznie bardziej szalone, od tego, co zaprezentowało. Zastanawiałam się bowiem nawet, czy John nie jest faktycznym Królem Fae, ale coś razem z tym drugim udają, w jakimś celu. Może używają iluzji. Coś w ten deseń, tymczasem finalne rozwiązanie nie wymagało wcale zakładania foliowej czapeczki, którą na tę okazję przygotowałam.

Będąc też zupełnie szczerym, to chociaż jestem fanką Ascota, najchętniej wykreśliłabym go z tej ścieżki, bo zdominował tyle scen, zabrał tyle czasu antenowego, a na koniec jeszcze przyssał się do MC, aż dla biednego Johna po prostu brakowało przestrzeni! Nie lubię, gdy inny love interest wpieprza się w fabułę, bo nie po to gra ma kilka ścieżek, bym oglądała po wielokroć tego samego typa. Dlatego była to dodatkowa sól na rany. Nie tylko Johna, ale i moje. Chociaż, z drugiej strony, samo zachowanie Rose i jej opanowanie, gdy została wystawiona na próbę, mocno mi zaimponowało. Większość bohaterek otome wymiękłaby w tym miejscu, bo przecież „pierwszy pocałunek musi być z kimś specjalnym!”.

Tak czy inaczej, pomimo sporej ilości plot holi, całkiem dużej, jak na tę grę, odłożyłam pada z sympatią do tej parki. Chętnie zobaczyłabym ich dalsze przygody i pomysł, jaki twórcy mają na przyszły development Johna. Czy jego pochodzenie stanie się dla Rose takim samym wyzwaniem jak w przypadku Ascota? Czy Johna też czekają wieki samotności? Czy wrócą do Albionu, czy będą ciągle w drodze? Czas pokażę. Póki co mam jednak wrażenie, że zabrakło „kropki nad i”. Chciało się więcej. Konkretniejszego epilogu. No nic. Będę czekać…

Mistonia’s Hope -The Lost Delight-, Nieodwzajemniona miłość, Niewolnik/Sługa, Przyjaciel z dzieciństwa, Shirai Yuusuke, Szpieg / Agent / Informator, Wróżka / Faerie / Sídhe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Cześć, jestem Hina! Prowadzę bloga od 2019 r. Jeśli podoba Ci się, co piszę, zostaw komentarz i wpadnij ponownie. Dziękuję za odwiedziny!

Moje ID

Chcesz pograć wspólnie albo pogadać? Znajdziesz mnie na:

Steam

Discord

Love&DeepSpace: 83000453341

KAWKĘ DAJ BLOGGEROWI...

Postaw kawę

Chociaż pisanie o grach sprawia mi dużo przyjemności, to jednak czasami koliduje z codziennymi obowiązkami.

Jeśli podoba Ci się, co tworzę i chcesz okazać mi wsparcie, baaardzo dziękuję za postawienie kawy. Porządna dawka ciepłego naparu rozgrzeje mi serducho i pomoże mi utrzymać bloga jak najdłużej.

Ta strona nie jest sponsorowana przez żadną firmę ani nie jest finansowana z żadnego innego źródła poza moimi własnymi środkami.

Spoiler alert!

Na blogu znajdują się dwa typy recenzji: gier (pozbawione spoilerów) i ścieżek/postaci (ze streszczeniami i spoilerami).

© 2026 Otome 4ever | Powered by Superbs Personal Blog theme