Skip to content

Otome 4ever

Blog o grach otome i visual novel.

Menu
  • Aktualizacje
  • Plany wydawnicze
    • Plany wydawnicze 2025
    • Plany wydawnicze 2026
  • Recenzje
    • Otome / Visual Novel
    • Gacha / Mobile
  • Inne
    • Poradniki
    • Top 5
    • Różne
    • Linki
  • FAQ
    • FAQ
    • Polityka prywatności
  • Kontakt
Menu

Luciole (Genso Manège)

Posted on 02/03/202624/02/2026 by Hina

Stęskniliście się za motywem, w którym ktoś nie lubi naszej bohaterki, więc ta postanawia, że będzie go prześladować tak długo, aż zmieni zdanie? No to radujcie się, bo dostaniecie go po raz trzeci! Yeeeey! Po Serge i Crierze przyszła pora na Luciole. Kolejnego gościa, który jest trochę antyspołeczny, ale w sumie ma serce we właściwym miejscu (za żebrami i sąsiadująco do płuc), i z którym relacja zostanie zbudowana, mając za fundamenty desperacje Emmy. A to oznacza, że jest potężniejsza od PRL-owskiego budownictwa mieszkaniowego.

Ale najpierw szybkie przypomnienie! Nasza MC, o imieniu Emma, jest wiedźmą i zaczyna pracę w magicznym, wesołym miasteczku na prośbę samego dyrektora – Hugo. Facet wyjawia dziewczynie, że wszyscy zamieszkujący La Foire du Rêve są tak naprawdę uwięzieni. A dokładniej to klątwa nie pozwalała im opuszczać terenu parku, bo ciążyły na nich niewidzialne dla „zwykłych zjadaczy bochnów czy bułek” łańcuchy. Zadaniem Emmy jest więc pomoc ofiarom La Foire du Rêve, a także – z własnej inicjatywy – praca jako pomoc na różnych stanowiskach. Chociaż nie, zadanie to za duże słowo. Ona po prostu chce uratować potrzebujących i sprawić, że jej magia wreszcie przyczyni się do czegoś dobrego.

No i tak sobie nasza Emma praktykuje hokus-pokus, sprzedaje bilety i wita gości, ale spokoju nie daje jej to, że jeden ze współpracowników – inżynier Luciole – nie chce mieć z nią nic wspólnego. Zresztą, nie tylko z nią, bo poza dyrektorem, którego chłopak uważał za swojego opiekuna (chociaż z tym też było różnie, bo jak dla mnie miał do szefa zero szacunku…), Luciole ogólnie unikał kontaktów towarzyszkach, opuszczał swój namiot tylko nocami i ogólnie nie ufał magii, więc ograniczał się do kontroli technicznej atrakcji, po czym czmychał do swojej kryjówki. Mimo to Emma uznała, że to właśnie z nim musi się zaprzyjaźnić, bo skoro miała zdjąć klątwę, to chciała się od Luciole uczyć. Chłopak naprawdę posiadał coś w rodzaju siódmego zmysłu i dosłownie „widział” magię. Potrafił ją wyczuwać, ale za cholerę nie wiem, jak niby cokolwiek w parku naprawiał, bo sam miał talentu do magowania mniej więcej tyle co ja. Podpowiem: nie umiem nawet sztuczek z kartami. Niemniej scenarzyści uznali, że ta wiedza nie jest nam potrzebna do szczęścia. Ot, pogódźmy się z tym, że Luciole był zarąbistym inżynierem od mechanizmów czarujących i już.

Wróćmy jednak do naszej naczelnej stalkerki, bo jak postanowiła, tak czyni. Emma prosi Hugo, by wymusił na Luciole ich wspólne treningi, stąd dyrektor używa swojego autorytetu bossa, dochodzi do kłótni, młody inżynier wypomina wszystkim, że są dla niego bee, a Emma to już w ogóle jest bezużyteczna, ale jakoś tam ustępuje i przynajmniej dziewczyna ma okazje spędzić z nim te wynegocjowane w cierpieniu 5 minut. Później jednak dochodzi do wniosku, że nie obejdzie się bez przekupstwa i odtąd zostawia pod namiotem Luciole’a różne, własnoręcznie przygotowane potrawy. Bo jest bohaterką gry otome, pamiętajcie, one zwykle są mistrzyniami pieczenie, smażenia, duszenia i wszelkiej innej obróbki ciepłej.  A skoro tak, to wkrótce Luciole przyzwyczaja się do wygodnego. Zaczyna podrzucać MC liściki z zamówieniami na kolejne dania, aż te przeradzają się w rozmowy korespondencyjne i finalnie w kolejne spotkanie twarzą w twarz.

I to właśnie wtedy, moi drodzy, dowiadujemy się, że Luciole ma mroczną przeszłość, z którą ochoczo się z nami dzieli. Otóż jego matka też była wiedźmą. Niestety, trafił mu się stary, który nadawał się na kandydata do tytułu patusowego ojca roku. (Kiedyś zrobię jakąś topkę o tym, poważnie…). Jak tylko papa wyczaił, że jego partnerka potrafi rzucać zaklęcia, to postanowił odsunąć się od niej, porzucić rodzinę i jeszcze nasłać na nią wściekłych mieszkańców miasteczka ze smołą, pierzem i widłami. Jasne, mógł uciec, mógł się rozwieść, mógł nawet odciąć zupełnie od rodziny i znaleźć sobie młodszą kochankę, ale wolał uczestniczyć w zabawie „spalcie moją ex wiedźmę! Ah, no i tego tu… jak mu tam? Mojego bachora…”. Niemniej do budowania stosu nie doszło. Nie wiem, może cena drewna poszła w górę, ale matka Luciole i tak zmarła w nędzy i rozpaczy. Ludzie dalej woleli prędzej rzucać w nią kamieniami, niż uwierzyć, że może znęcanie się nad samotną kobietą z dzieckiem to nie jest zdrowe hobby na dłuższą metę. Wcześniej jednak rodzicielka zorganizowała swojej jedynej latorośli sierociniec (czemu niby tam go przyjęli?), a następnie chłopak trafił do La Foire du Rêve, gdzie Hugo załatwił mu schronienie i pozwolił rozwijać inżynieryjny fach.

Odkrywamy zatem, że to nie tak, iż Luciole miał problem z Emmą per se. Nope, uważał ją za dobrą osobę i spoko wiedźmę (bo mu gotowała (¬_¬;)), ale jego zdaniem magia zawsze prowadziła do nieszczęścia. W czym dla dziewczyny – i jej potraw – zaczął robić wyjątek, zwłaszcza że ewidentnie cierpiał w wyniku samotności, a ona zaprezentowała się jako bratnia dusza i hikikomori. Też lubiła siedzieć w domu, czytać książki i nikt nie nazwałby jej imrezowiczką. Młodzi szybko więc znaleźli wspólny język, razem podziwiali zdjęcia z dalekich krain, które podrzucił im Arnaud, planowali wycieczki w marzeniach, konserwowali park i tak czas upływał im w najlepsze. Innymi słowy, młodzieńcza miłość kwitła.

Nadszedł jednak moment, w którym główna karuzela La Foire du Rêve wymagała naprawy. Na dodatek Emma nie potrafiła przeskoczyć swoich trudności z magią, które sprawiały, że nie zbliżała się wcale do momentu zdjęcia klątwy. A skoro tak, to właśnie Luciole zasugerował, że mogą udać się do jego rodzinnego miasta – Parouges. To tam żyła wiedźma, która była przyjaciółką jego matki i mogłaby pomóc MC, a także zdobyli części potrzebne do zreperowania karuzeli. Tyle że, jak można się łatwo domyślić, to miejsce było pełne jadowitych, żądnych krwi fanatyków, którzy na same słowo „magia” sprawdzali, czy ceny chrustu poszły już w dół… Tak na wszelki wypadek.

Mimo to wszyscy uznają, że to dobry plan. Podejmują nawet jakieś środki zapobiegawcze, bo Emma udaje się na miasto z Crierem, który ma ją w razie czego ochraniać. Ba! Nawet nawiązują kontakt z drugą wiedźmą, która zgadza się pomóc. MC nie byłaby jednak sobą, gdyby czegoś nie spierdoczyła. Mimo więc tego, że dała Luciole słowo, iż pod żadnym pozorem, choćby się waliło i paliło, choćby od tego zależało istnienie światła i to czy słońce zgaśnie, nie użyje publicznie magii… Co zrobiła dosłownie 5 minut później od chwili wypowiedzenia tej obietnicy. Gdy tylko zobaczyła, że na jakiegoś typa mogą spaść źle ustawione skrzynie, to go ocaliła ochronnym zaklęciem. A że wszystko zobaczył jakiś pijak, to zaraz powstała wrzawa. Crier robił co mógł, aby ocalić Emme przed oblegami i kamieniami, ale był sam. W efekcie ranna dziewczyna straciła przytomność, a gdy dotarli do parku, to Luciole ogólnie załamał się i stracił nad sobą kontrole. Zaczął krzyczeć, rozpaczać i rzucać oskarżeniami. Dlatego nawet cierpliwy do tej pory Hugo musiał dać mu plaskacza, aby przywołać go do porządku, bo obsesja Luciole na punkcje Emmy robiła się niezdrowa. Było widać, że chłopaka dosłownie zżerają jego traumy i postanowił całą swoją samotność przelać na dziewczynę. Bez niej to już nie widział nawet sensu życia. (Co nie zmienia faktu, że popieram działania Hugo. Pewnych granic się nie przekracza).

Zresztą to nie tak, że chłopak nie próbował dać swoim pobratymcom z Parouges szansy. Gdy bowiem dochodzi do szturmu na park – tak, chłopki roztropki uznali, że zaatakują artystów i sami wymierzą sprawiedliwość wiedźmie – to nikt nie chce go słuchać. Rzucają w chłopaka kamieniami, nazywają pomiotem wiedźmy i ogólnie wolą trzymać się wersji, że magię trzeba zniszczyć, a całe La Foire du Rêve to zło wcielone. Niby przez jakiś czas powstrzymują ich jeszcze automaty, ale nawet Hugo zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli nie chcą skrzywdzić mieszkańców Parouges, to zaczynają kończyć im się opcje.

Co prowadzi nas w sumie prosto do smutnego zakończenia. Luciole dochodzi bowiem do wniosku, że świat jednak nie jest bezpiecznym miejscem i zamiast snuć plany o wielkich podróżach, to lepiej mieć MC tylko dla siebie. Bez konkurencji. Dlatego opracował plan, że namówi ekipę, by Emma spróbowała zdjąć klątwę, gdy są jeszcze w jego rodzinnym mieście i nikt niczego nie podejrzewa. Dzięki temu nie będą musieli narażać i tak już zepsutą karuzelę na kolejne trudności związane z transportem. A ponieważ brzmiał logicznie, to protagoniści tak czynią i gdy tylko Emma odzyskuje przytomność, uwalnia ich spod wpływu magii La Foire du Rêve.

W czym początkowo wszystko wydaje się okej. Zniknęli atakujący z Parouges, zniknął Hugo & co., a towarzyszy jej tylko Luciole oraz… łańcuch na szyi. Od teraz, tak jak jej ukochany, Emma jest więźniem parku, ale to nie stanowi dla nich przeszkody, bo mogą cieszyć się sobą. No i młody inżynier uznał, że maska yandere całkiem mu odpowiada. Nie zamierza nigdy pozwolić Emmie odejść, trzymać ją w eleganckiej klatce i sycić się ich miłością.

W dobrym zakończeniu, po odzyskaniu przytomności przez Emmę, młodzi wyznają sobie uczucia, a Luciole całuje dziewczynę w policzek, bo „reszta jest na potem”. Prosi też, by na niego czekała, bo gdy zdejmie klątwę, to nie będzie mógł być obok niej przez jakiś czas. W czym w tym scenariuszu nie dochodzi do tak drastycznej konfrontacji z tłumem. W zasadzie to protagonistom udaje się przemówić mieszkańcom Parouges do rozsądku, bo jest wśród nich osoba, którą Emma uratowała i to właśnie ten facet mówi pozostałym, że niepotrzebnie dźwigali te beczki ze smołą, bo posłuchali się jakiegoś pijaka…

No to Emma, już po całym tym zamieszaniu, uwalnia uwięzionych w parku ludzi i wszyscy – poza Crierem i Sergem – faktycznie znikają. Nikt jej niczego nie wyjaśnia, nie wiemy, co się stało z Luciole i ogólnie MC czuje się zrobiona w balona. Wie tylko tyle, że Hugo zataił przed nią część prawdy o tym, że pracownicy La Foire du Rêve byli czymś w rodzaju duchów (uwięzionych pomiędzy życiem a śmiercią) i teraz prawdopodobnie wrócili do swoich fizycznych ciał. Ale scenarzyści uznają, że nie będą się kłopotać wyjaśnieniami, o co chodziło dokładnie z Luciole. Może był w śpiączce, może spotkał go wypadek jeszcze w sierocińcu, może na coś chorował…  W każdym razie, po roku czekania, wraca on do stęsknionej i zmartwionej Emmy, po czym jak nigdy nic oznajmia, że super, teraz będą razem i odbiera swojego zaległego całusa.

Ah, no i w epilogu dowiadujemy się, że oni faktycznie zrealizowali wiele ze swoich planów. Zaczęli wspólnie podróżować, odwiedzili Wenecje i przejechali się gondolami (biedny Arnaud, niepotrzebnie im to podpowiedział), a nawet w przyszłości chcieli wspólnie pojechać na grób matki Luciole, tak, do Parouges, z którym nie mieli najlepszych wspomnień, ale wierzyli, że ich wielka miłość zwiastuje nowy początek, więc może teraz nikt nie zniszczy bruku tylko po to, by rzucić w nich kamolcem. Chociaż akurat na to gwarancji nie mieli.

I to by było na tyle! Cztery rozdziały bardzo prostej, schematycznej i przewidywalnej historii, o chłopaku, który bardziej potrzebował terapii niż związku, ale jak wiemy, w grach otome to tak nie działa. Z jednej strony powinnam pochwalić twórców, że wreszcie skupili się też trochę na Emmie. Dziewczyna była tu dość aktywna, sama wymyśliła, jak zbliżyć się do Luciole, potem praktykowała magię, ocaliła kogoś w mieście i świadomie chciała ponieść konsekwencje swojego czynu… Mimo to nie udało mi się polubić love interest, bo miałam wrażenie, że dostał on dosłownie „smutna przeszłość starter pack”. Co gorsza, dokładnie w tej ścieżce, zaczęłam przychylniejszych okiem patrzeć na Criera, który był nawet zabawny, opiekuńczy i gotowy walczyć za Emmę, więc zaczęłam się zastanawiać, czemu dziewczyna w ogóle kłopocze się innym kandydatem?

Chyba mój największy problem polega na tym, że wcale nie mam uczucia, iż Luciole zrobił postęp. Że dojrzał. Że wyciągnął jakieś wnioski. Tak naprawdę on był tak samo pretensjonalny, żył w poczuciu krzywdy, nie ogarnął własnym emocji, a jedyne co się zmieniło, to oplótł Emme swoimi mackami zbudowanymi z rozpaczy, samotności i lęków. Jasne, potem niby razem podróżują i Luciole chyba wybaczył mieszkańcom Parouges, ale mnie takie rozwiązanie nie przekonało. Bo czy nie wróciłby do punktu wyjścia, gdyby MC jednak coś się tam stało?

To już bardziej kupowałam smutne zakończenie, które spokojnie mogłoby być dla mnie kanoniczne, bo miało większy sens. Absolutnie rozumiałam, czemu po raz kolejny, zawodząc się na ludziach, Luciole zrealizował swój okrutny plan. Chociaż dalej nie wiem, jakim cudem on niby wiedział, jak zmodyfikować działanie klątwy? Przecież sam nie używał magii, więc…? I Hugo nie zauważył, że on coś majstrował w jego konstrukcjach? No ale, w Genso Manège, więc więcej plot holi, niż w zardzewiałym durszlaku.

Zresztą mam wrażenie, że ta opowieść została dodana później niż pozostałe. To dlatego Luciole praktycznie nie pojawia się w innych ścieżkach, nie ma z ekipą żadnych zabawnych banterów czy chemii, jak np. Hugo z Serge, czy Clara z Crierem. Nie wyjaśniono, skąd wziął się w parku i co robił potem przez rok, gdy rozstał się z Emmą, i ogólnie dostał najkrótszy kawałek patyka…  A spoko design miał chłop. I to tyle. Dość rozczarowująca ścieżka.

Cyrkowiec / Klaun / Akrobata, Genso Manège, Inżynier / Mechanik / Wynalazca, Kuudere, Otaku / Hikikomori, Shirai Yuusuke

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Cześć, jestem Hina! Prowadzę bloga od 2019 r. Jeśli podoba Ci się, co piszę, zostaw komentarz i wpadnij ponownie. Dziękuję za odwiedziny!

Moje ID

Chcesz pograć wspólnie albo pogadać? Znajdziesz mnie na:

Steam

Discord

Love&DeepSpace: 83000453341

KAWKĘ DAJ BLOGGEROWI...

Postaw kawę

Chociaż pisanie o grach sprawia mi dużo przyjemności, to jednak czasami koliduje z codziennymi obowiązkami.

Jeśli podoba Ci się, co tworzę i chcesz okazać mi wsparcie, baaardzo dziękuję za postawienie kawy. Porządna dawka ciepłego naparu rozgrzeje mi serducho i pomoże mi utrzymać bloga jak najdłużej.

Ta strona nie jest sponsorowana przez żadną firmę ani nie jest finansowana z żadnego innego źródła poza moimi własnymi środkami.

Spoiler alert!

Na blogu znajdują się dwa typy recenzji: gier (pozbawione spoilerów) i ścieżek/postaci (ze streszczeniami i spoilerami).

© 2026 Otome 4ever | Powered by Superbs Personal Blog theme