Skip to content

Otome 4ever

Blog o grach otome i visual novel.

Menu
  • Aktualizacje
  • Plany wydawnicze
    • Plany wydawnicze 2025
    • Plany wydawnicze 2026
  • Recenzje
    • Otome / Visual Novel
    • Gacha / Mobile
  • Inne
    • Poradniki
    • Top 5
    • Różne
    • Linki
  • FAQ
    • FAQ
    • Polityka prywatności
  • Kontakt
Menu

Recenzja: Obey Me! Till Death Do Us Part

Posted on 29/01/2026 by Hina

Trzecia odsłona serii Obey Me! zaprowadzi nas ponownie do Devildom, gdzie MC i jeden z braci powiedzą sobie wreszcie sakramentalne „tak!”.

  • Tytuł: Obey Me! Till Death Do Us Part
  • Developer: NTT Solmare Corporation
  • Wydawca: NTT Solmare Corporation
  • Pełen dźwięk: japoński
  • Napisy: angielski
  • Rozszerzenia i powiązane tytuły: Obey Me!, Obey Me! Nightbringer

Linki

  • Walkthrough:
  • Official Site: https://obeymetilldeath.com
  • Ending:
  • Opening:

Bohaterowie

Główna postać:

Imię: Yuki
Postać reprezentowana w grze przez uroczą owieczkę. Może mieć dowolne imię czy płeć.

Dostępni love interest:

Lucifer
Awatar Pychy
upadły anioł
Mammon
Awatar Chciwości
upadły anioł
Leviathan
Awatar Zazdrości
upadły anioł
Satan
Awatar Gniewu
demon
Asmodeus
Awatar Pożądania
upadły anioł
Beelzebub
Awatar Obżarstwa
upadły anioł
Belphegor
Awatar Lenistwa
upadły anioł

Recenzja

Dzień dobry, moi drodzy czytelnicy i czytelniczki, w dzisiejszym odcinku dowiemy się o historii serii Obey Me i poznamy przyczyny upadku Imperium Rzym… znaczy najpopularniejszego IP od firmy Solmare. Dlatego usiądźcie wygodnie, a ja już lecę z wykładem.

Pierwsze Obey Me! – One Master to Rule Them All ukazało się w 2019 roku i – co tu dużo mówić – zostało ciepło przyjęte przez fanów. A przynajmniej na początku swojego żywota. Obiecywało bowiem dość nietuzinkową fabułę, z okrutnymi demonami w roli głównej, odrobiną komedii i zwrotami akcji. Love Interest w tej edycji mieli być upadłymi aniołami, którzy nie pogardziliby zjedzeniem duszy MC. Obce im też były – typowe dla ludzi – koncepty, bo byli nieśmiertelni, wiecznie młodzi i dysponowali magią. Z jednej strony dostawaliśmy więc romans licealny, taki typowy, bo demony wymyśliły sobie, że będą cosplay’ować ludzką szkołę, a z drugiej masę mitycznych i religijnych motywów, na czele z dość swobodną interpretacją wszelakiej maści apokryfów, np. przedstawiono nam nową wersję wygnanej z Raju Lilith.

Brzmiało to dobrze i przez jakiś czas działało. Sama zagrywałam się w Obey Me! z przyjemnością, aż twórcy zatracili proporcje, pogubili się w tych wszystkim i zaczęli serwować w nieskończoność nudne i oparte na tym samym schemacie eventy. Laviathan w coś grał, gra wciągała uczestników do cyfrowego świata, musieli się uwolnić – powtórz tysiąc razy. Na dodatek, pomimo obietnic, że to gra otome, a nawet umożliwiająca posiadanie coś w rodzaju „haremu”, bo można było swobodnie wyrywać wszystkich braci (nie spodziewałam się po demonach lojalności małżeńskiej – ale czekajcie!), to jednak z czasem kategorii wiekowej i pikanterii bliżej byłoby do poziomu 12+ niż czegokolwiek innego. I fajnie, że gra próbowała być inkluzywna, dlatego nie narzucano nam wyglądu czy płci MC, ale konsekwencje takiej decyzji bywały takie, że… nie dało się z takim tworem do self-insertu wejść w żadną interakcje.

No to projekt nieoczekiwanie zamknięto i to w momencie jego wielkiego, pandemicznego sukcesu, bo Obey Me! doczekało się i płyt z piosenkami, i anime, i tysiąca dupereli z plastiku w popularnym stylu Made in China. Mamy rok 2023, kiedy Solmare dumnie ogłasza start aplikacji Obey Me! Nightbringer, która miała być resetem serii i odpowiedzią na zapotrzebowanie fanów. W efekcie próbowano sprzedać nam dokładnie to samo, tylko że tym razem jako grę muzyczną i z koślawymi animacjami 3D. Pograłam więc w to tylko chwilkę i rzuciłam w cholerę, bo projekt błyskawicznie porzucono. I to dosłownie, w podskokach, bo nie wysilono się nawet na odpowiedź, kim był tytułowy Nightbringer i dlaczego MC cofnęła/cofnął się w czasie.

Pomyślałby ktoś wówczas, że to koniec całego IP, ale nagle, dosłownie w ciemnych zaułkach świata otome, zaczęto szeptać o kampanii kickstarterowej i planach wydania Obey Me! Till Death Do Us Part w 2025 roku. Gra z pewną obsuwą faktycznie ukazała się w grudniu, a ja postanowiłam zobaczyć, co zostało z tytułu, który kiedyś lubiłam, a który ewidentnie jest podłączony do aparatury podtrzymującej życie i nie myliłam się, że to wysuszone prawie zwłoki, które już tylko wzrokiem są w stanie błagać nas o akt łaski…

Zacznijmy od tego, że twórcy całkiem sprytnie podkreślili (czego nie robili w trakcie kampanii KS, ale mniejsza o to), że nowa odsłona serii to nie jest gra, a raczej… aplikacja towarzysząca nam w życiu codziennym? Coś w ten deseń.

Owszem, ma fabułę i ta dalej uzależniona jest od kolekcjonowania kart, ale de facto nie ma tam już żadnego aspektu gamingowego (poza samym gacha). Nie ma poziomów, nic nie pokonujemy, z niczym nie walczymy. Karty ciągniemy w ramach ukazujących się okazjonalnie bannerów okolicznościowych (jak np. święta) oraz permanentnych i płacimy za nie albo walutą zebraną w grze (np. z oglądania reklam) albo kupioną za prawdziwy hajs. Potem możemy jeszcze wydawać nasze zasoby na cyfrowy merch (który jest paskudny) i dzięki temu nabijać sobie wpływów u love interest. Im więcej wpływów, tym więcej rozdziałów z karty możemy przeczytać.

Sama fabuła ogranicza się tylko do 8 głównych braci, z pominięciem postaci pobocznych, takich jak Diavolo, Barbatos, Salomon, czy Simeon. Może pojawią się w przyszłości. Nie wiem, ale to będzie już 8 lat, jak ludzie czekają na projekt Michaela XD. W każdym razie w głównym założeniu trzecia część opowiada o tym, jak doszło do ślubu między wybranym bratem i MC, oraz jak potem się im układało. Koniec. Czy jest przez to więcej pikanterii? W żadnym razie! Postacie dalej dają sobie buzi-buzi lub prawią komplementy, ale do tego ich romans się ogranicza. Zresztą, jak widzicie, jednak z jakiegoś powodu demony składają sobie przysięgi małżeńskie, niczym grzeczni Chrześcijanie.

Co do wytłumaczenie dlaczego postacie poboczne straciły na znaczeniu… to po prostu wykopano je z fabuły. W sensie, gdzieś sobie poszły, np. Barbatos, który oddał swoją fuchę Szatanowi, czy nawet dawny Król Demonów, którego ciało po prostu zniknęło z grobowca. Co więcej, jako że nasi chłopcy opuścili już RAD, to postanowiono ich nieco „postarzeć”. A dokładniej to pokazać, że wydorośleli i mają teraz różne zajęcia. Poważnie. 1000+ letnie demony nagle, po finalizacji szkółki, zmienili charaktery na „bardziej odpowiedzialne”. Stąd Lucifer wreszcie dał sobie luz z uganianiem za Diavolo i szuka dla siebie nowej drogi, odkąd mu bracia wylecieli z gniazda, Mammon walczy w jakiś fight clubach, Leviathan zajął się pisarstwem, Asmodeus PR-em, Belphagor wróżeniem, a jego bliźniak zapieprza chyba na zmywaku w  Hell’s Kitchen. Czy cokolwiek awatarowi obżarstwa pozwalają tam robić. Innymi słowy: dojrzałość = posiadanie pracy, w wizji twórców.  

Ale to nie wszystko! W aplikacji – która ma nam przecież towarzyszyć w życiu, jakbyście zapomnieli – znajduje się też parę innych atrakcji, by przykryć to, jak uboga jest w content i jak po raz ostatni Solmare próbuje na podstawie sentymentu zabrać graczom kasę…

Pierwsza z nich to zakładka JOURNAL. To tutaj mamy kalendarz, w którym co jakiś czas pojawiają się eventy. A dokładniej to postaci gadają ze sobą i możemy tego odsłuchać. Możemy też dodać swoje własne notki, w tym linki, lokalizacje, godzinę czy uwagi. Tak jakby każdy z nas marzył o tym, by dzielić się z firmą, która nie potrafi nawet naprawiać błędów w grze, swoimi danymi…

Następnie mamy HOME, gdzie widzimy jednego z wybranych przez siebie braci w ubranku, które mu założyliśmy. Gdy go klikamy, to mówi jakieś komentarze w oparciu o czas i sytuacje, które trafiają potem do galerii do odsłuchania. (Co stanowi w ogóle jedną z nielicznych, udźwiękowionych części aplikacji). Dodatkowo takie „szturchanie demona” (parsknęłam sama, gdy musiałam to napisać), załadowuje mu dymek dialogowy, który po wypełnieniu zmienia się na Demon Points. Kolejną walutę do odblokowywania zasobów i fabuły z kart.

Wreszcie w ALBUM z poziomu ikonki Starfall losujemy nowe karty na podstawie wybranych bannerów. W czym nie istnieje żaden pity system. Co to oznacza? Już wyjaśniam, bo nie każdy jest wyjadaczem gier typu gacha. Że nie istnieje żadna gwarancja otrzymania karty po iluś losowaniach. Zwykle to rodzaj nagrody pocieszenia dla ludzi, którzy nie mają szczęścia. Wiecie, rekompensuje się w ten sposób ilość podjętych prób.

Okej, poklikajmy dalej! Demons Party to nic innego jak main story. Merch List to miejsce, gdzie przerabiamy nasze zasoby za wspomniany merch, dzięki któremu także nabijamy „więź” z naszym mężem. Tak, aby bardziej nas kochali, musimy kupować gadżety z ich mordą, np. na kubkach i koszulkach. Bez jaj. Jest też potworna zakładka Nether Nook ze stołem 3D, na którym możemy układać nasz cyfrowy, odblokowany merchandise, ale to wygląda tak źle, jak pierwsze trójwymiarowe gry z lat 90., że w głowę zachodzę, czemu ktokolwiek miałby chcieć się w to bawić? Zresztą, załączam screeny, więc możecie sami zobaczyć.

Wreszcie, częścią ALBUM jest też ikonka Work, która pozwala nam wysłać demona do pracy. Coś, co znaliśmy też z innych odsłon serii. Tym razem po prostu klikamy przycisk „claim” i nagrody wpadają same. Jedyne, co robimy, to wskazujemy miejsce. Żadnych mini gier. Żadnych wyzwań. Nie musimy nawet czekać i kontrolować postępu.

W czym warto jeszcze nadmienić, że poziom technicznego wykonania tego następcy, jest tak zły, że nie mogłam odpalić gry, odkąd wróciłam do Polski. Okazało się, że ponieważ po raz pierwszy uruchomiłam grę w Holandii, to w aplikacji zapisało się, że powinnam być w okolicach Amsterdamu i kiedy zmieniłam lokalizacje na polskie miasto, to wszystko się sypnęło… Musiałam zatem w ustawieniach ręcznie okłamać system, że znowu jestem w Holandii, by móc wrócić do apki i zrobić jeszcze kilka screenów, nim odinstaluje to w cholerę. XD Jasne, twórcy deklarują, że pracują nad bugami, ale to prezentuje pięknie, w jakim stanie musiało być Obey Me! Till Death Do Us Part, gdy zdecydowano się na jego premierę.

Dlatego tak, drodzy czytelnicy i czytelniczki, ta produkcja jest pusta, pozbawiona duszy i zrobiona po taniości. Być może Solmare uważało, że da radę stanąć w szranki z Love and Deepspace, zmieniając kierunek na coś mniej opartego na eventach? Nie wiem. Jeśli tak, to było to bardzo szalone posunięcie. Na tym etapie, aż trudno uwierzyć, że w ogóle zdecydowano się coś takiego wypuścić i jakby mi ktoś powiedział, że grafiki i kod były generowane przez AI, to nawet specjalnie bym się nie zdziwiła. Zwłaszcza jak popatrzycie sobie na obrazki na kartach. Parę dziwacznych póz w bokserkach. Co to w zasadzie ma być? Dla mnie wyglądało cringowo. Stąd aż trudno uwierzyć, że ktoś to uznał za wabik na fanów.

Zresztą, by pokazać, że nie jestem w tym nastawieniu odosobniona, zerknijcie na komentarze na oficjalnym koncie na Instagramie:

Na innych platformach czy sklepach, wygląda to identycznie. Fani są wściekli. Dlatego nie nazwę tego tekstu nawet recenzją. To raczej kolejne ostrzeżenie, byście nie wydawali na Obey Me! Till Death Do Us Part nawet złotówki i byście nie marnowali na nie miejsca na swoich telefonach. Mnie zaś zastanawia, czy Solmare faktycznie opłacało się postawić na szali swoją reputację i sprawić, że gracze gdybają, co zrobiono z funduszami z KS? Czy firma, która kojarzyła się jednak pozytywnie, zwłaszcza starszym fanom gatunku otome, za sprawą kultowych serii Shall We Date? naprawdę tak chciała się ze swoimi konsumentami pożegnać? Szczególnie w czasach, gdy już otwarcie mówi się o tym, że na polu gier visual novel Japończycy zaczynają przegrywać z Chińczykami, bo utknęli w jakiejś czasowej bańce i są głusi na głosy graczek? Bo oni wiedzą lepiej. Bo zawsze tak działali. Bo bab nie warto słuchać. Tymczasem firmy takie jak PaperGames udowodniły, że jak dasz kobietom, czego chcą, to one sypną hajsem z nie mniejszym rozmachem od facetów. Co więc tutaj właściwie się stało i co próbowano osiągnąć? Zrekompensować sobie zainwestowaną kasę w projekt, który i tak skazano na porażkę?

Jeśli bardzo kochaliście Obey Me! i naprawdę potrzebujecie jakiegoś fabularnego domknięcia, to możecie skusić się na odpalenie tego cudaka tylko po to, by przeczytać sobie te kilka rozdziałów fabuły głównej w ramach epilogu. Jeśli jednak tego nie zrobicie, to też niewielka strata, bo tak jak nie miano pomysłu na to, co zrobić z kierunkiem opowieści w poprzednich odsłonach, tak dalej niczego sensownego nie wymyślono. Wręcz powiedziałabym, że jest jeszcze gorzej, bo twórcy albo zapomnieli, albo mieli wylane, albo im się nie chciało sprawdzać, jakie zasady wprowadzono wcześniej w świecie przedstawionym, więc im ta niekonsekwencja nie stała na drodze. Zdecydowanie najgorszy tytuł, jaki miałam nieprzyjemność odpalić w 2025 i największe rozczarowanie. Dosłownie projekt studencki początkującego programisty na podstawie wyciętych z prequeli assetów. Omijajcie szerokim łukiem.

Preloader Image
Obey Me! Till Death Do Us Part (3)
Obey Me! Till Death Do Us Part (2)
Obey Me! Till Death Do Us Part (1)
Obey Me! Till Death Do Us Part (5)
Obey Me! Till Death Do Us Part (4)
Obey Me! Till Death Do Us Part (6)
Obey Me! Till Death Do Us Part (7)
Obey Me! Till Death Do Us Part (8)

Lista płac

Reżyser: Sugihashi Mitsuhiro

Artyści/Ilustratorzy: Yucyao, Hashimoto Hiroko

Scenarzyści: Hashimoto Hiroko, Ichiyama Keiichi, Sugita Takuya, Hachisuzu

OST: –

Kompozytor: –

LGBTQ+, Obey Me!, Obey Me! Till Death Do Us Part

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Cześć, jestem Hina! Prowadzę bloga od 2019 r. Jeśli podoba Ci się, co piszę, zostaw komentarz i wpadnij ponownie. Dziękuję za odwiedziny!

Moje ID

Chcesz pograć wspólnie albo pogadać? Znajdziesz mnie na:

Steam

Discord

Love&DeepSpace: 83000453341

KAWKĘ DAJ BLOGGEROWI...

Postaw kawę

Chociaż pisanie o grach sprawia mi dużo przyjemności, to jednak czasami koliduje z codziennymi obowiązkami.

Jeśli podoba Ci się, co tworzę i chcesz okazać mi wsparcie, baaardzo dziękuję za postawienie kawy. Porządna dawka ciepłego naparu rozgrzeje mi serducho i pomoże mi utrzymać bloga jak najdłużej.

Ta strona nie jest sponsorowana przez żadną firmę ani nie jest finansowana z żadnego innego źródła poza moimi własnymi środkami.

Spoiler alert!

Na blogu znajdują się dwa typy recenzji: gier (pozbawione spoilerów) i ścieżek/postaci (ze streszczeniami i spoilerami).

© 2026 Otome 4ever | Powered by Superbs Personal Blog theme