Podążając kolejnością „ofiar” uroku Catariny w powieści/anime, następny na liście był Czwarty Książę Alan, czyli bliźniaczy brat Geordo. Temu srebrnowłosemu, wybuchowemu przystojniakowi los ogólnie zrobił straszne cholerstwo. W Fortune Lovers, czyli grze, którą MC przechodziła w prawdziwym świecie, Alan okazał ogromną życzliwość Mary, wyrażając podziw dla jej zdolności ogrodniczych, w czym rozkochał w sobie nastolatkę i w sumie miał z nią udany związek. Ponieważ jednak Catarina omyłkowo skradła Alanowi jego „tekst na podryw”, to w efekcie w tej wersji uniwersum Mary zakochała się w niej, a Alanowi nie pozostało nic. Jasne, dalej był z lady Hunt zaręczony, ale młodzi w najlepszym wypadku się tolerowali i używali swojej relacji jako tarczy przed niechcianymi zalotnikami, niż podchodzili do pomysłu wspólnej przyszłości poważnie. Na dodatek Alan chyba najpóźniej z całej paczki uświadomił sobie, że to, co czuje do Catariny, to najzwyklejsza miłość, miał więc w porównaniu z resztą rywali gorszy start.
Ale to tak tytułem wstępu. Gdy zaczyna się ścieżka Alana, facet jest na etapie, w którym co prawda już wie, że żywi „grzeszne” zainteresowanie narzeczoną swojego brata, lecz nie planuje nic z tym faktem robić. Po prostu zamierzał cierpieć w milczeniu i nie wchodzić, ani Geordo, ani Mary czy Keithowi w drogę, bo ci zdecydowanie by go wówczas zagryźli. Zresztą, wystarczają mu po prostu „okruchy” tego, co zbierze z uwagi Catariny i przyznam szczerze, że często w tej ścieżce uderzało mnie, jakie to smutne. Niby z jednej strony była to bardzo odpowiedzialna i dorosła postawa. W końcu ktoś na tak poważnym stanowisku nie mógł sobie pozwolić na generowanie skandali, ale tak po ludzku było mi go żal.
Na dodatek, w serii głównej, Alan i Catarina nie mają zasadniczo żadnego czasu dla siebie, bo reszta ekipy dyszy im zawsze w kark. Nie było więc za bardzo przestrzeni i sposobności, aby on sobie kiedykolwiek z dziewczyną porozmawiał. Stąd – bez żadnych niespodzianek – scenarzyści My Next Life as a Villainess All Routes Lead to Doom! ~Pirates of the Disturbance~ musieli im takie okoliczności stworzyć. Inaczej nigdy nie doszłoby między nimi do żadnego romansu.
A dokładniej to, będąc już na pokładzie statku, Alan daje występ muzyczny, bo przecież to właśnie Catarina rozbudziła jego talent i miłość do grania. Kiedy jednak przyjęcie się kończy, MC namawia dodatkowo Alana, by zagrał dla niej jeszcze raz, coś na stronie, bo spotykają się przypadkiem w korytarzu, a tam znajduje się wolny fortepian. Dlaczego ktoś na ograniczonej przestrzeni statku stawiał ogromne instrumenty muzyczne w przejściach w ramach dekoracji? Mnie nie pytajcie. W każdym razie Alan z przyjemnością spełnia życzenie dziewczyny, bo chociaż tak ma jej uwagę i zainteresowanie tylko dla siebie… No, ale fatum nie zapomina. Dalej ściga Alana bardziej niż pozostałych, dlatego idylliczną scenkę przerywa nagły dźwięk wystrzału z dział.
Parka sprzecza się, co powinni teraz zrobić, zwłaszcza że na pokładzie są ranni i uciekający szlachcice. Alan upiera się, że zbada sytuacje sam, ale Catarina nie chce go puścić, bo przecież byłoby jeszcze gorzej dla królestwa, gdyby jakaś krzywda spotkała księcia. W efekcie przenoszą swoją kłótnię do jednego z pustych pokoi, a gdy Alan, po wyrażeniu swojej opinii, próbuje wyjść, MC łapie go za rękaw, traci równowagę i oboje lądują na sofie. W tak niezręcznej sytuacji zastaje ich ukrywająca się w szafie Lady Liliana, która żałuje, że przerwała młodym pełną pasji sprzeczkę, bo była pewna, że jak jeszcze trochę poczeka, to będzie świadkiem pocałunku. Okazuje się zresztą, że ta tajemnicza szlachcianka zakradła się na statek w poszukiwaniu swojego ukochanego, ale nie może zdradzić, kto to, bo nie chce sprowadzić na niego kłopotów. (Btw. Czy was też zawsze bawią te „przypadkowe” upadki w dramach czy grach otome? Rozumiem, że tylko ja mam tyle szczęścia, że jak się potknę to morduje pyskiem na bruku, a nie na umięśnionej klacie przypadkowego bisha, który ruszył mi na pomoc?).
A chociaż towarzystwo próbuje potem razem dyskretnie wybadać sytuacje, to i tak wpadają na piratów, którzy zaatakowali statek. Zdeterminowany Alan rozważa nawet użycie magii – czego rodzinie królewskiej niby robić nie wolno – ale gdy dowiadują się, że ich przyjaciele się przetrzymywani, to poddają się bez walki. Zresztą, jakiś czas później, Silva i tak odciągnie ich ponownie od reszty paczki i będzie chciał, aby Alan powstrzymał swoją magią wciąż stawiającą im opór Lady Lilianę. Aby go ku temu „zachęcić”, zagrozi nawet, że w przeciwnym razie zastrzeli Catarinę, ale ta gryzie go w rękę i uciekają razem z Alanem i Lilianą. (Btw. Silva dość niebezpiecznie sobie w tych ścieżkach pogrywał. Naprawdę bardzo łatwo o wypadek i odstrzelenie córkę diuka głowy. Ciekawe, co wtedy by zrobił? Że tak przypomnę o jednym z bad endingów w ścieżce Geordo…).
Gdy chowają się ponownie w jakimś opuszczonym pokoju, młody mężczyzna wpada we wściekłość. Tłumaczy MC jak bardzo się o nią bał, jak było to nierozsądne, jak mogła zginąć i ogólnie, że o mało nie doprowadziła go do zawału… Tuli ją również i strofuje w tym samym momencie, co Lady Liliana znowu uważa za bardzo urocze i romantyczne. A to wszystko skłania się chyba w sumie, aby zaufać Alanowi i Catarinie. To dlatego zdradza im wreszcie prawdziwy powód, dlaczego przekradał się na statek. Otóż szukała swojego męża, jednego z twórców tego wycieczkowca, czyli markiza Ryle’a Werdera. Przed wypłynięciem w rejs facet rzucił jej papierami rozwodowymi i kobieta chciała poznać tego przyczynę, bo wciąż kochała swojego partnera i nie potrafiła jego decyzji zrozumieć. Wiecie, nic nie wskazywało, by się między nimi popsuło, nie wyprowadził się do kochanki, nie odkrył, że od związku woli rozwijać się zawodowo, nie powiedział, że nie wierzy w terapię dla par itd.
Potem bohaterowie muszą się szybko schować, bo ktoś wchodzi do ich pokoju. Liliana ląduję pod łóżkiem, a Catarina i Alan w szafie, gdzie przypadkiem, przez wiercenie się MC, dochodzi do ich pierwszego, nieoczekiwanego pocałunku. I muszę przyznać, że był to jeden z najbardziej uroczych momentów w całej ścieżce, bo miałam już potem długo banana na twarzy. Rozważania Alana na temat tego, jak do tej pory nigdy nawet nie był tak blisko kobiety (jako nastoletni szlachcic, co najwyżej eskortował panny na bal i służył ramieniem), a potem Catarina skradła mu buziaka, były przesłodkie! Zresztą sama Bakarina nie była na taki obrót spraw obojętna, bo uświadomiła sobie, że nawet jeśli się „nie liczył”, to był to jednakże jej pierwszy całus. No i to nie tak, że jej się nie podobało.
W trakcie dalszych wydarzeń bohaterom udaje się wreszcie odnaleźć lorda Werdera i poznać jego część historii. Faktycznie był on zamieszany w spisek, mający na celu uśpić i uprowadzić magów z Sorcier, by potem sprzedać ich do innych państw jako niewolników. Tak naprawdę jego plan przerwało jedynie pojawienie się piratów i to, że jego tajemniczy wspólnik wyparował. A co się tyczy papierów rozwodowych, to chciał dać wolność swojej żonie na wypadek, gdyby coś poszło nie tak, no i aby nic jej nie łączyło z przestępcą. Werder miał też kompleks na punkcie tego, że pomimo bycia szlachcicem z Sorcier nie dysponował żadną magią, więc był przez resztę krewnych traktowany jako bezużyteczna zakała rodu. Po wysłuchaniu jednego porządnego opierdolu (i wyznania miłosnego) od Liliany, facet wstydzi się na tyle swoich czynów, że zmienia front i chce teraz protagonistom pomóc.
Co ciekawe, chociaż Alan potępia jego działania i ostrzega, że będzie musiał ponieść w przyszłości konsekwencje, to nie jest wobec Werdera jakoś wrogo nastawiony. To zachowanie rzuca się w oczy w szczególności Catarina, która podczas tej ich małej przygody nie tylko odkryła, że Czwarty Książe podoba się jej fizycznie, ale też przekonała się, że stawia on mieszkańców Sorcier i dobro królestwa zawsze na pierwszym miejscu. Jest przy tym zaradny, odważny i ma… wyrozumiałe serce. Coś, czego nie spodziewała się po Geordo, który prawdopodobnie miałby trudnoś z okazaniem małżeństwu markizów litości. Uważam więc, że była to całkiem sensowna argumentacja, dlaczego MC zaczęła patrzeć na Alana inaczej. Ot, zawsze go lubiła, a teraz zaczęła też darzyć szacunkiem i… podziwiać. Bez wahania ich bronił, był dostatecznie inteligentny, aby nadać komunikat SOS przy pomocy magicznego lustra, potrafił się zdystansować do wydarzeń i nie szukać ślepo zemsty. Innymi słowy, nagle stało się dla niej jasne, czemu on był opcją romansową w grze. 😉
Aby jednak nie było za kolorowo i nie wszystko układało się po myśli bohaterów, to na statku dochodzi do pożaru. Magowie wody postanawiają więc połączyć siły z piratami i ugasić ogień (lady Liliana pomaga ukryć Alanowi fakt, że użył on swojej mocy), ale wówczas lord Werder zostaje w zamieszaniu raniony nożem, a naprzeciw postaci wychodzi nowy antagonista. Kto? Ano odnalazł się Frederic Ehrsson, czyli admirał Quid, który nienawidził kobiet, i był zamieszany w intrygę uprowadzenia szlachciców z Sorcier. Dlaczego? Bo poza swoją oczywistą mizoginią, wypełniał też rozkazy szefa, który chciał zarobić na uprowadzeniu Marii. (Co sprawiło, że zaczęłam podejrzewać, że to właśnie Frideric miał być ukrytą ścieżką w „prawdziwym” fandisku… w sensie, że pewnie w fabule Fortune Lover, to pewnie Maria rozkochałaby go w sobie i odmieniła jego lodowate serce XD Jakby bowiem nie patrzeć, to Catarina jest tam przecież tylko jakimś pobocznym wrogiem…).
Tak czy inaczej, dochodzi do pojedynku Alana i Frederica. Nie jest łatwo, bo młody książę jest już bardzo zmęczony, a doświadczony admirał przewyższał go siłą. Co w sumie stało się idealnym pretekstem, aby dać 5 minut sławy Catarinie. Otóż nasza MC – aby wesprzeć Alana – wciela się w swoją „antagonistyczną” wersje. Zaczyna kpić sobie i prowokować Friderica. Śmiać się z niego i wypominać, że jest nic nie wart. A chociaż zwykle jej umiejętności aktorskie są marne, to akurat rolę podłej Catariny ma opanowaną do perfekcji. W efekcie Frideric wpada w taki szał, że traci skupienie i Alanowi udaje się go zranić. Zaraz potem jednak Książe zapomina o wrogi – naiwnie – i obejmuje MC, bo jest roztrzęsiony i chce ją znowu ochrzanić. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego dziewczyna ciągle się tak naraża. Że Frideric mógł ją przecież zaszlachtować w szale, a wtedy on straciłby najcenniejszą dla siebie osobę na świecie… I faktycznie, niczym w jakimś horrorze, Frideric nieoczekiwanie powstaje, rzuca się na nastolatków i Alan musi zablokować miecz własną dłonią. (Ja nie wiem, z czego oni mają tam broń, albo czy Trzeci Książe ma adamentowe kości, ale jakoś mu się to udaje).
Przerażona Catarina rozpacza, że teraz już nigdy nie będzie mógł grać na instrumentach – na dodatek z jej winy. Na nic zdaje się zapewnienie, że już po sprawie, bo w międzyczasie Frideric został spacyfikowany przez Silva, a Maria zajęła się leczeniem rannych. Sama Catarina rozrywa swoją suknię, byle tylko zrobić Alanowi jakiś opatrunek. Nie potrafi też zapomnieć o tym, co Książe powiedział wcześniej. Wiecie, wtedy gdy trzymał ją w objęciach. Jak by bowiem nie było, to wygłosił przecież wyznanie miłosne, a wszyscy świadkowie tej sceny, w tym piraci, Maria i lady Liliana potwierdzają, że Książę zdecydowanie miał na myśli kontekst romantyczny…. Bo wiecie, jaka jest Bakarina. Mogła nie być tego pewna, albo Alan wkręciłby jej, że coś źle zrozumiała!
Po tych wydarzeniach arystokracja Sorcier zostaje w sumie uratowana przez morski patrol z Quid. Aby poczekać na transport do domu, zatrzymują się w pobliskiej posiadłości. W czym atmosfera dalej jest bardzo napięta, bo wszyscy przyjaciele zauważają, że Alan i Catarina zachowują się dziwnie. Nie znają jednak tego przyczyny, bo większość akcji działa się przecież bez ich udziału. Dlatego dopiero nocą, w ogrodzie, nie mogąc zasnąć, Alan i Catarina spotykają się na rozmowę w cztery oczy, a przyjaciele podsłuchują ich w tajemnicy.
W szczęśliwym zakończeniu Alan wyznaje MC wreszcie swoje uczucia, ale wyjaśnia, że nie chce wywierać na niej żadnej presji. Że wie, że jest narzeczoną jego brata i nie zamierza jej tym samym niczego utrudniać. Po prostu mogą wrócić do udawania, że nic się między nimi nie wydarzyło, a te wesołe przygody i wyznanie nie miało miejsca. Tyle że Catarina nie chce się na to godzić i uważa takie podejście za bardzo smutne. Chyba nawet ją zdołowało to, że Alan tak łatwo rezygnuje ze swoich pragnień i usuwa się w cień. Dlatego w efekcie sama prosi go o czas. Chce zrozumieć swoje uczucia i poukładać najpierw sprawy z Geordo i Mary. Jakby bowiem nie patrzeć, to jakiekolwiek roszady w ich relacjach, naruszyłyby też reputacje obecnych partnerów.
Po roku od wydarzeń na Vinculum MC i Alan odnawiają swoje wyznanie miłosne i zostają narzeczeństwem. Przyjaciele dosłownie sabotowali wszystkie ich próby zejścia się, aby tylko mieć Catarine jak najdłużej dla siebie. A przynajmniej do ukończenia Akademii. Potem jednak musieli wreszcie odpuścić i nawet dali im swoje błogosławieństwo. Zakłopotany Alan, słysząc, że Catarina odwzajemnia jego uczucia, prosi ją o przyzwolenie na pocałunek i oficjalnie cementują tym samym swój nowy status. Jasne, potrzebowali jeszcze trochę czasu, aby przygotować opinię publiczną na te wszystkie zmiany, ale obiecali sobie, że będą razem szczęśliwi.
W dobrym zakończeniu jest dość podobnie, ale to Geordo postanawia poddać brata próbie. Nie zerwie on swojego narzeczeństwa z Catariną, póki nie uzna, że Alan jest jej godzien. Gdy to nastąpi, dobrowolnie odsunie się na bok, by nie stać im na drodze.
W jeszcze innym zakończeniu Mary namawia Catarinę, by porzuciły te wszystkie stresy i trudne decyzje oraz zamieszkały razem z Quid. Na co MC chętnie przystaje, bo od myślenia, wolała nową przygodę.
I to w zasadzie tyle, w tej dość zwariowanej, ale też uroczej ścieżce. Antagoniści dalej byli tutaj strasznie melodramatyczni i przerysowani, ale to chyba akurat charakterystyczne dla całej Hamefury. W końcu jednak dostaliśmy to, na co fani Alana zdecydowanie mogli narzekać w serialu – prawdziwe scenki z jego udziałem, dużo momentów w stylu „zakochany tsundere” i całkiem zaradną oraz odważną Catarinę, bo absolutnie nie bała się przystępować do ataku i wspierać księcia. Ogólnie więc ta ścieżka mi się podobała, bo jak do tej pory miała najsensowniej zarysowany wątek główny. Coś tam faktycznie się w tle działo i byliśmy też w stanie to wreszcie posklejać w miarę wspólną opowieść. Silva nie był mi też tak nachalnie wciskany, jak to miało miejsce w ścieżce Keitha czy Geordo. (Chociaż, oczywiście, że to on finalnie musiał pokonać Friderica :/).
Ogólnie jednak, jeśli mam się już czegoś przyczepić, to pewnie zbyt mocnemu skoncentrowaniu się scenarzystów na problemach rodziny Werder. Poważnie, czy kogokolwiek oni obchodzili? Oraz na tym, że reszta ekipy była tu praktycznie nieobecna. Pewnie dlatego, że w przeciwnym razie, Alan nigdy nie dopchałby się do Catariny…
Zawsze też miałam wrażenie, że przez to jak późno Czwarty Książe uświadomił sobie swoje uczucia i jak nie dawał im wyrazu, bo wiedział, że są skazane na porażkę, to że z całej paczki Alan… najmniej potrzebował Catariny. W tym sensie, że tak naprawdę jego przyjaźń z dziewczyną jawiła mi się już jako wystarczająca relacja, bo jego character development był kompletny. Już nie rywalizował z Geordo, miał masę fanek, wywiązywał się idealnie z funkcji następcy tronu, a z traumami z dzieciństwa uporał się dużo wcześniej… Zresztą, nawet te traumy, czyli kompleks niższości wobec utalentowanego bliźniaka, nie miały w jego dorosłym życiu żadnego znaczenia. Może dlatego ten paring jakoś tak nigdy mnie nie porywał? Tym większe brawa dla scenarzystów, że udało im się stworzyć historię, przez którą spojrzałam na Alana zupełnie inaczej! Teraz nawet byłam gotowa mu kibicować. A jego interakcje z Catariną uważam za jedne z najlepszych momentów w całej grze!
