Uwaga: w grze pojawia się motyw samobójstwa, chorób psychicznych, stalkingu, różnych form przemocy, okultyzmu i napastowania seksualnego.
Ścieżka Toki to taka, z którą mam największy, by nie rzec, że ogromny problem. Nie lubię, nie trawię i ciężko akceptuję motyw z postaciami typu shota. Ja wiem, że w Japonii dalej obowiązuje inne podejście do tego „archetypu” i dla nich taki design postaci bywa po prostu „słodki”, ale mnie zawsze przyprawia o ciarki. Stąd o ile cieszyłam się, że dostaliśmy ukrytego love interest, którego nie tak łatwo było przewidzieć i którego motywacja miała nawet jakiś tam sens, o tyle ciągle z tyłu głowy miałam opór i odczuwałam niemały niesmak. Ale to tyle tytułem wstępu. Jeśli śledzicie mojego bloga już od jakiegoś czasu, to pewnie nie jest to dla Was nic nowego. Dlatego po prostu skupię się teraz na streszczeniu, a Waszej własnej ocenie pozostawiam, czy chcecie w ogóle brać się za tą ścieżkę czy nie i z jakim komfortem czy też dyskomfortem się to dla Was wiążę. A skoro uczciwie ostrzegłam – to ruszajmy!
Toka to bóg uwięziony w ciele dziecka (jak ocenia go Tsubasa: wygląda na jakieś 12 lat), który równie dobrze może liczyć sobie kilka wieków. Tak naprawdę to pojawia się on w każdej ścieżce, lecz nie w sposób, pozwalający na jakąś interakcje. To on zsyłał na MC (Isshiki Misę) różne nieszczęścia i poddawał ją próbom. A to lądowała w piekle, a to trzasnął ją samochód, a to zaczynała widzieć duchy… Jednak dopiero w ostatnim common route, Spirit World, na skutek egzorcyzmu wykonanego przez kapłana, Toka staje się dla bohaterki „widoczny” i mogą nawet w końcu zamienić ze sobą parę słów. W czym dziewczyna, naturalnie, próbuje przede wszystkim zrozumieć, z czego wynika ta obsesja kami na jej punkcie. A to, czego się dowiaduje, bynajmniej jej nie uspokaja.
Okazuje się, że Toka to bóg z rodzaju tengu, który zsyła na śmiertelników nieszczęścia, aby poddawać ich próbie i hartować przez to ich charakter. Niestety, ludzie nie przyjmowali jego „podarunków” z entuzjazmem i zawsze spotykał się z przekleństwami lub narzekaniem. Był więc traktowany raczej jak zły los, niż wyzwanie, któremu trzeba stawić czoła z podniesioną głową. A kiedy już Toka stracił absolutnie wiarę w ludzkość, a także własne powołanie, pojawiła się na jego drodze dziewczynka o niesamowicie optymistycznym charakterze. Bez względu na to, jakie niepowodzenia ją spotykały (nawet gdy były dziełem przypadku, a nie kami), to nie miała o to żalu i próbowała brnąć przez życie dalej, z uśmiechem.
Początkowo była więc dla Toki jedynie fascynującym obiektem do obserwacji, który chętnie odwiedzał w wolnym czasie, a także sprawdzał, czy faktycznie nic nie może jej złamać. Z upływającymi latami stracił jednak dla tej ludzkiej istoty serce. Ona jedna, na całym świecie, cieszyła się z jego „darów”, nie przeklinała go i nie uważała jego misji za bezsensowną. Była wręcz dumna, ilekroć pokonała kolejne wyzwania i dziękowała kami, że jest teraz dużo silniejsza. W czym należy zaznaczyć, że miłość Toki także była dość specyficzna. W końcu on nigdy nie zakładał, że zostanie w jakimkolwiek stopniu odwzajemniona. Nie było nawet szans, by Misa go kiedyś zobaczyła. Usłyszała. By mogli się dotknąć. To przypadek sprawił, że zmaterializował się w jej świecie, a skoro tak, to zamieszkali pod wspólnym dachem (razem z Yukimaro i Kohaku), tylko, dlatego że dziewczyna nie bardzo wiedziała, jak się tego problemu pozbyć… (Co mimowolnie przypominało mi nieco o fabule mangi „Noragami” i relacji Hiyori z Yato).
Mimo to Toka bezwstydnie korzystał z okazji, aby dawać wyraz swojemu zauroczeniu. Komplementował Misę, cieszył się jak głupi, ilekroć mógł spędzić z nią chwilę. Zamienić słowo. Udzielić jakiejś rady. Obejrzeć razem na kanapie w salonie anime… Był więc tak pełen miłości i zachwytu, że MC czuła się w otoczeniu swojego nadnaturalnego stalkera niezręcznie. Zwłaszcza że znał on szczegóły jej dzieciństwa, o których sama zdołała zapomnieć. Była więc bardzo zakłopotana, gdy odkryła, że kami śledził ją od tak dawna. Znał jej wszystkie troski, przyjaciół, niepowodzenia itd. W pewnym momencie zaczęła się go również trochę bać. Kiedy dziewczyna wyraźnie sobie nie radziła z rozwiązaniem konfliktu z matką i była gotowa nawet zrezygnować z własnego szczęścia, byle tylko ustąpić rodzicielce, to Toka pierwszy raz, na jej oczach wpadł w gniew. A wywołanie niezadowolenia u kami to nie jest coś, z czego łatwo się wyplątać.
To właśnie wtedy dowiadujemy się, że Toka dysponował potęgą, która pozwalała mu nawet uprowadzić MC z jej świata i wysłać np. do piekła, gdyby uznał, że zrobi to w ramach poddania jej nowym nieszczęściom. Co zresztą dzieje się dokładnie w pozostałych ścieżkach. Na szczęście, tym razem, na jego drodze stoją Koharu i Yukimaro, który jako były kami, postanawia pogadać z kolegą po fachu i uświadomić mu, że zabiera się do pomocy Misie od dupy strony. Nie tylko bowiem ją do siebie zraził, grożąc, że zabierze ją od rodziny, ale jeszcze zachował się jak rasowy tengu, a nie jak… po prostu Toka. Czemu więc, zamiast odstawiać przed ukochaną mrocznego boga, nie mógł jej pomóc jako życzliwy i zakochany w niej mężczyzna? A sam zainteresowany – trzeba przyznać – jest pod wpływem tej sugestii w ciężkim szoku, no nawet nie brał takiego rozwiązanie pod uwagę. Oczywiście, pomaganie Misie, będąc u jej boku, i mając szansę jej zaimponować, a także dać siebie poznać, było niczym spełnienie marzeń.
To dlatego, zaraz po tej sytuacji, przeprasza gorąco Misę, obiecuje, że taka sytuacja nigdy się już nie powtórzy i że może na nim polegać. A ponieważ nasza dziewczynka jest bohaterką gry otome, to wybacza swojemu stalkerowi, że ten chciał ją dosłownie wyteleportować z jej świata, i nawet przytula go na pocieszenie. Jasne, nieporozumienia się przecież zdarzają. Kto z nas nie chciał przynajmniej raz kogoś wysłać do piekła? Duh…
Suma summarum, wszystko to prowadzi do tego, że bohaterowie zbliżają się do siebie. Toka spędza nawet z MC czas w ludzkiej postaci (przez co wydaje się jej siostrze podejrzanie znajomy), a także opowiada jej więcej o sobie. A im dłużej to trwa, tym dziewczyna coraz bardziej przyłapuje się na tym, że chyba lubi swojego niebiańskiego towarzysza i nawet już nie przeszkadza jej to, że jest on w nią ślepo wpatrzony jak w obrazek. Zaczyna się też zastanawiać, jak przywrócić facetowi jego dawny wygląd (z komentarza podczas oglądania anime dedukuje bowiem, potwierdzając to jeszcze potem z ayakashi, że tak naprawdę nie powinien Toka być w ciele dziecka – więc coś musiało się wydarzyć w jego przeszłości).
Co prowadzi nas do tego, że dostajemy kolejny kawałek backstory. Okazuje się, że pewnego dnia, gdy MC była jeszcze brzdącem, przyszedł po nią Shinigami, czyli kami śmierci. Zszokowany Toka próbował z nim pertraktować, bo nie rozumiał, dlaczego ktoś tak młody i niewinny, miał odejść z tego świata, ale Shinigami wytłumaczył mu wówczas, że na duszę dziewczyny poluje demon i to jedyny sposób, aby nie wpadła w jego łapy. Panowie zawarli więc porozumienie, że Toka odda koledze po fachu część swojej mocy jako zapłatę (dlatego zmienił się jego wygląd), a sam w tym czasie uczyni MC tak silną, jak to tylko możliwe, by była w stanie stawić czoła demonowi, gdy nadejdzie dzień próby. (Pozdrowienia dla Minamiego – tak, to on okazał się głównym antagonistą gry. Czyli de facto wszystko, co robił Toka w innych opowieściach, to „hartował” charakter Misy, aby ją obronić). W czym „deadline” miał upłynąć w jej siedemnaste urodziny. Choć jeśli mam być zupełnie szczera, to wymaganie od nastolatki, by tak szybko stała się niezależna i odporna na manipulacje, było dużą przesadą ze strony obu kami… Ale mniejsza oto! Uroki literackiej fikcji! No i teraz przynajmniej wiemy, skąd Tsubasa skojarzyła Tokę. Przypominał jej chłopca, który kiedyś przyniósł do ich domu nieprzytomną Misę. (Czy on nie złamał wówczas kolejnego tabu?).
Tymczasem, oczywiście, Toka nie mówi dziewczynie całej prawdy, bo nie chce jej wystraszyć i kłamie, że stoczył z Shinigami walkę, ale kosztowało go to osłabienie, którego teraz jest świadkiem. Nie wspomina jednak nic ani o demonie, ani o upływającym terminie. Dziewczyna mu jednak nie wierzy i wraz z Koharu oraz Yukimaro udają się na spotkanie z Shinigami, by poznać jego wersję historii. (Tą, którą streściłam Wam akapit wyżej). W czym z boga śmierci okazuje się naprawdę spoko koleś i chętnie pomaga naszej parce.
W pierwszym zakończeniu Toka odzyskuje swoje moce, zmienia się w seksownego bisha, całuje z MC (która nagle – nie wiem kiedy – też go pokochała), a potem okazuje się, że wybiera życie jako śmiertelnik, bo nie chce się już nigdy rozstawać z ukochaną. Nie oceniam, czy było to na tym etapie rozsądne, bo w takim wypadku, tak naprawdę, nie mógłby już jej więcej pomagać, ale dla ich związku, to pewnie była jedyna opcja, aby dalej mogli się widywać, pochodząc z różnych światów.
W drugim zakończeniu: śmierć godzi się oddać Tocę moc, ale dopiero gdy dziewczyna przejdzie próbę i udowodni, że stalkujący ją demon, to żaden problem. Rozwiązanie akcji zostaje więc opóźnione w czasie, ale przynajmniej bohaterowie wszystko sobie wyjaśniają. Na dodatek cała paczka przyjaciół – czyli także Yukimaro i Koharu – także zamierzają im dalej pomagać, więc jest to zasadniczo nieco otwarte, ale dużo pozytywniejsze zakończenie.
PODSUMOWANIE:
Bardzo podoba mi się design postaci Toki, gdy jest w swojej dorosłej formie. Aż żałowałam, że twórcy nie pokusili się o coś więcej, niż jedno CG. Na dodatek kupowałam to, dlaczego on miał na punkcie Misy tak ogromną obsesję. Poświęcił dla niej wszystko. Obserwował ją od dawna. Nawet nie marzył o dostaniu czegoś w zamian. Był więc w swoim uczuciu absolutnie bezinteresowny i planował nie tylko pozostać w cieniu, ale też nigdy nie stawać jej na drodze czegokolwiek by nie wybrała. Jakby się tak zastanowić, to Toka musiał przechodzić prawdziwe katusze w ścieżce Minamiego. Oddał dla dziewczyny swoją moc kami, a ta rozkochała w sobie demona i to jemu wyznała miłość XD.
Dla kontrastu miałam jednak problem ze zrozumieniem uczuć Misy, które dla mnie zmieniły się zbyt gwałtownie. Jasne, uświadomienie sobie, ile Toka dla niej zrobił, musiało być szokujące i prowadzić do poczucia wdzięczności, ale jednak błyskawicznie przeskoczyliśmy od „nawet cię lubię” do „ja też cię kocham!!!” w ułamku kilku chwil. Nie uważam więc tej ewolucji romansu za dobrze napisaną. Rozumiem jednak, że zwyczajnie zabrakło scenarzystom czasu, bo jednak Toka otrzymał mniej rozdziałów niż pozostali love interest, a w common route nawet trochę „pasożytuje” na ich contencie.
Dlatego, podsumowując, to ciekawy love interest, który w swojej prawdziwej formie spokojnie mógłby być moim ulubieńcem i stąd tak wysokie miejsce w rankingu, ale poważnie mam nadzieję, że w sequelu zrezygnują z tym shota dziwactwem i od razu pozwolą mu dorosnąć. Cóż, zobaczymy, co przyniesie czas. Wiem też, że niektórym fanom nie podobało się, że on obserwował protagonistkę od dzieciństwa, ale ja to rozumiałam tak, że po pierwsze on i tak liczy, cholera wie, ile wieków, więc zawsze byłby od niej „starszy”, a po drugie, nie sądzę, by jego początkowa miłość miała podłoże romantyczne. Może po prostu cieszył się, że ma pierwszego, naprawdę oddanego wyznawcę, który szczerze go rozumie? Wiecie, w końcu mówimy o kami. Trudno przełożyć „na ludzkie” perspektywę takiej istoty. Ale też pojmuję, skąd się biorą opory odbiorców w tej materii, bo sama mam przecież kilka dużych zastrzeżeń do pomysłów scenarzystów…