Parka bohaterów, których losów byłam bardzo ciekawa, bo w grze podstawowej przeszli jedną z najbardziej dynamicznych przemian swojej relacji. Scenarzyści mieli więc tu spore pole do popisu. Zwłaszcza że to jedna z tych ścieżek, gdzie faktycznie doszło do Resetu. Protagoniści, technicznie, nie są już esperami i w zasadzie ich przyszłość to wielka niewiadoma. Ba! Cały świat i jego dalsze losy stoją pod znakiem zapytania. Faktycznie bowiem skończyła się jakaś era.
Tymczasem mój zapał był stopniowo studzony. Szczególnie gdy odkryłam, że miejscem akcji wciąż jest nieszczęsna wyspa naukowców i to dalej na wojnie frakcji (czy ich durnowatych pomysłach) skoncentruje się dalsza opowieść. Nie dało się przez to nie zauważyć, że zarówno Sakuya, jak i Mikoto, byli przez to zepchnięci gdzieś na bok. Najpierw bowiem po prostu czekali i żegnali się z przyjaciółmi, którzy byli kolejno odsyłani do domów, a potem… ni z gruchy, ni z pietruchy dowiedzieli się, że muszą brać udział w głosowaniu. Dlaczego? Bo Aion oddała im swoje miejsce (zresztą, jak pamiętamy, sama AI już nie działała), więc dzieciaki mieli słuchać debaty, różne strony im groziły, a na koniec musieli wyrazić własną opinię. A w jakiej kwestii konkretnie? Ano, ogólnie przyszłości, bo skoro opcja z kolejnymi Resetami nie była już dostępna, to trzeba było wymyślić dla ludzkości nowy kierunek.
Aby być jak najbardziej obiektywnymi, Mikoto i Sakuya, z pomocą Masamune, spotykają się ze swoim wrogiem numer 1: Natsuhiko. Wszystko dlatego, że chcieli poznać punkt widzenia kogoś, kto sprzeciwiał się Światowemu Rządowi. W czym, oczywiście, facet jest początkowo bardzo nieufny i zgryźliwy. Nie ma ochoty rozmawiać z osobami, które zniszczyły jego plany. (Co ciekawe, sam nie ucierpiał wskutek amnezji, bo ta nie dotykała rodzimych mieszkańców wyspy – ale już taki Ron odszedł i porzucił kumpla). W każdym razie konkluzja jest taka – co zresztą miało sens – że naukowcy dalej stanowili zagrożenie, bo dysponowali ogromnymi bazami wiedzy i mogli przez to manipulować polityką. Na dodatek Natsuhiko nie może wrócić do domu, bo wtedy na pewno poddano by go praniu mózgu i zmuszono do naprawienia Aion. (Co było nawet spoko argumentem, bo ładnie nawiązuje do wyzwań współczesnego świata. Jak wiemy, wiedza to potęga, nielegalnie zbierane bazy danych, targetowane reklamy, czy nawet forumowi trolle potrafią wpływać na tak poważne rzeczy, jak wyniki wyborów. Nie można więc odmówić mu w tym spostrzeżeniu racji).
W każdym razie, aby nie było, że sprawił tylko profesjonalne i poważne wrażenie – na odchodnym – Natsuhiko rzuca tekstem, że nie miałby nic przeciwko poznać się z Mikoto bliżej, na innej płaszczyźnie, a Sakuyę aż sparaliżowało ze zdziwienia. Szczególnie że jego własne relacje z dziewczyną były wciąż dość… zdystansowane. Dla przykładu: mimo iż dzielili pokój, to jednak dalej spali osobno (Sakuya na kanapie), co szczerze zaskoczyło takiego Itsukiego czy Akito. Nie wydawało się więc, że doszło między nimi do jakiejś ogromnej zmiany w traktowaniu siebie nawzajem.
Dochodzi wreszcie do wspomnianego głosowania i tym razem twórcy pozwolili zabłyszczeć Sakuyi. Okazuje się, że chłopaczek ma dryg do wystąpień publicznych. I to do tego stopnia, że przekonuje zebranych, iż z historii trzeba wyciągać wnioski, uczyć się jej i naprawiać potencjalne błędy. Dlatego, jeśli ludzkość ma sobie radzić bez resetów, musi poznać całą prawdę. Czym zasadniczo wmanewrowuje Masamune w zadanie napisanie podręcznika o przeszłości, a reszta przyjaciół ma mu w tym pomagać. Ah, i przy okazji pacyfikują podstępnego wujaszka Motohisę, bo Itsuki ma na niego haka. Przypomina wszystkim, że facet utrzymywał kontakty z esperką za plecami reszty naukowców, więc jeśli nie chce, by to poszło dalej, to ma siedzieć cicho. A my do samego końca, przynajmniej z tej ścieżki, nie dowiemy się, jakie były intencje tego typa i czego od naszych bohaterów w sumie chciał… Cholera więc wie, po co był ten wątek?
Jak zatem widać w pierwszej części absolutnie niewiele się wydarzyło, jeśli chodzi o sam paring. Dlatego twórcy postanowili szybko coś dopchnąć kolanem w części drugiej. Jak wspominałam, Masamune pracuje odtąd nad podręcznikiem, Sakuya i Mikoto mu w tym pomagają, aż dostają od szefostwa pozwolenie na przerwę. Mogą spędzić razem trochę czasu na malowniczej wyspie i zregenerować siły. W czym MC jest bardzo niezadowolona z faktu, że Sakuya dalej jej unika. W sensie chodzą sobie na romantyczne spacerki po plaży, ale gdy tylko zapada noc, to facet wychodzi i niby czeka na ducha, o którym słyszał plotki, ale nie chce spędzić z ukochaną nocy po jednym dachem.
Sytuacja się powtarza, więc między bohaterami dochodzi wreszcie do słownej konfrontacji. Sakuya wyznaje wówczas, że wciąż wielbi Mikoto, niczym słońce, czy nieosiągalną boginię, więc ma straszny problem, gdy myśli o niej jak o kobiecie, wobec której ma bardzo… przyziemne fantazje. Tymczasem MC jest sfrustrowana, bo potrzebuje tej bliskości i sama bynajmniej nie pozostaje niewiniątkiem. Gapi się na Sakuyę ukradkiem do tego stopnia, że jest własnym postępowaniem zażenowana. Nie chce więc tracić czasu, jaki był im dany na cieszenie się sobą i przytula Sakuyę, prosząc by tym razem, jej nie opuszczał. Jak postanowili, tak czynią i to zasadniczo jest koniec ich opowieści.
No… prawie. Sakuya wyznaje jeszcze Mikoto, że on również poznał wujka Masamune w przeszłości i z dokumentów, które zbadał na wyspie, wynikało, że białowłosy został esperem tylko, dlatego że naukowcy potrzebowali haka na MC. Mimo więc tego, że dzięki swojemu talentowi Sakuya wreszcie poczuł się ważny i wydawało mu się, że kryje się za tym jakieś większe znaczenie, to tak naprawdę był tylko częścią skrzętnie zaplanowanej pułapki. Ale i to odkrycie nie miało summa summarum większego znaczenia, bo Mikoto się tym wcale nie przejęła i uznała, że od początku działali, jak chcieli i nikt nimi nie manipulował. Nawet gdy podejmowali decyzje o Resecie – czyli niby to, czego naukowcy chcieli – to nie tak, że byli prowadzeni, jak po sznurku.
W epilogu dowiadujemy się także, że bohaterowie wzięli offscreenowy ślub. Ich rodziny nie miały najmniejszego problemu z decyzją dzieciaków (nie wiem, więc po co było to cale gadanie w prologu, że na pewno wybrano już im partnerów i nie będą mogli być razem). Na dodatek parka doczekała się córki, która wygląda jak Mikoto, ale ma uległy i słodki charakter Sakuyi. Dalej tez pracują dla wyspiarzy i uczestniczą w powstawaniu książki.
A przechodząc do podsumowania, to była to bardzo rozczarowująca ścieżka pod tym względem, że w zasadzie wszystko wydawało się ważniejsze od głównej parki. Nawet Itsuki i Natsuhiko musieli mieć tutaj moment, w którego trakcie skradli część show. Nie do końca więc ogarniam intencje twórców, jak również to, że wprowadzono wątki, które wydawały się nie mieć żadnego znaczenia, jak np. niezadowolenie rodziców czy intrygi Motohisy. Tak naprawdę bowiem, poza tym, że scenarzyści trochę o nich poględzili, tak urwały się one bez żadnej konkluzji. Nie da się więc przez to oprzeć wrażeniu, że albo twórcy najzwyczajniej nie mieli pomysłu na tę kontynuację, albo od początku Sakuyi miał się dostać krótszy kawałek patyka. By nie powiedzieć, że małej gałązeczki. Witki.
Jedyne co mogę dobrego powiedzieć, to że przynajmniej w innych częściach tego fanadisku, np. gdzie lepiej przedstawiono jego PoV i motywacje, Sakuya stał się postacią znacznie tragiczniejszą i sympatyczniejszą zarazem. Jeśli jednak, jako fani tej postaci, cieszyliście się głównie na myśl o kontynuacji, to z przykrością muszę ostrzec, że będziecie musieli obejść się smakiem.