Skip to content

Otome 4ever

Blog o grach otome i visual novel.

Menu
  • Aktualizacje
  • Plany wydawnicze
    • Plany wydawnicze 2025
    • Plany wydawnicze 2026
  • Recenzje
    • Otome / Visual Novel
    • Gacha / Mobile
  • Inne
    • Poradniki
    • Top 5
    • Różne
    • Linki
  • FAQ
    • FAQ
    • Polityka prywatności
  • Kontakt
Menu

Rod (Cinderella Phenomenon: Evermore)

Posted on 01/01/202108/01/2024 by Hina

Rod to bohater, o którym zawsze myślałam, że miał najciekawszą z całej paczki klątwę i nawiązania do baśniowego pierwowzoru. Jednocześnie zaliczał się on do typu postaci, za którymi zwykle nie przepadam – w sensie był takim typowym tsundere, jakich pełno we wszystkich grach otome, co może się odbiorcom podobać lub nie. Jego ścieżka w grze podstawowej najbardziej jednak zaskoczyła mnie końcówką, gdy okazało się, że rzekome pokrewieństwo love interest i main character może stanowić jakiś problem. A, przypomnijmy, że nie byli oni prawdziwym bratem i siostrą, bo nie mieli wspólnej krwi i ledwo się znali, więc przynajmniej z biologicznego punktu widzenia, nic nie stawało im na drodze. Tym bardziej ciekawiło mnie, co z tym wątkiem stanie się dalej? Czy faktycznie był to aż tak wielki dramat? Czy zakochani musieli odtąd się ukrywać? Co o tym wszystkim sądziła ich rodzina?

Na szczęście ścieżka Roda w fandiscu daje nam sporo odpowiedzi, ale też generuje zupełnie nowy dramat. Powiedziałabym nawet, że ze wszystkich kontynuacji, ta chyba jest najbardziej… hm… hm… konfliktowa? Przypominała mi przez to nieco opowieść Van Helsinga z Code:Realize, bo kiedy wszyscy love interest cieszyli się już szczęśliwym związkiem, łowcy wampirów trafiły się do rozwiązania problemy z komunikacją z Cardią. I tu jest bardzo podobnie. Przez większą część scen będziemy obserwowali niezadowoloną Lucette, która wkurza się, albo martwi o Roda, bo nie dzieli się on z nią swoimi troskami czy planami, a wcześniej nawet skazał ją na związek na odległość, więc księżniczka usychała z tęsknoty. A wszystko dlatego, że Rod postanowił wyjechać do Brugantii, by zostać tam znanym instruktorem tańca.

Hę? Ano właśnie! Taki jednak obrał sobie cel, aby – jak twierdził – „zasłużyć na Lucette”, bo do tej pory nie czuł się jej godzien. Zawsze jednak uważam, że problemy z ambicją czy poczuciem własnej wartości prędzej czy później odbijają się na każdym związku czkawką. Na dodatek Rod zabrał się za to iście patologicznie, bo zignorował uczucia Lucette, decydując w ich imieniu po prostu, co będzie dla nich lepsze… Nie będę więc ukrywać, że tak jak księżniczka przecierałam oczy ze zdumienia i powtarzałam WTF? Czy twórcy chcą mnie za wszelką cenę do postaci Roda zniechęcić? Ja już i bez tego mam problem z lubieniem tsundere. Proszę nie podnosić poziomu trudności! Jeśli jednak uważacie, że to wszystko, co Was zadziwi, to poczekajcie na kolejną porcję newsów.

Nim jeszcze wyjechał, Rod poprosił wróżkę Sinnę, by spełnił jego życzenie. Nie wiem, dlaczego przyszły powiernik Kryształu Jasności się zgodził i dlaczego zmarnował swoją szansę na Roda – wróżki w tym świecie mogą bowiem spełnić tylko jedną prośbę przez całe życie, a ta nawet nie była szczególnie istotna. W każdym razie Rod chciał stracić status księcia, który wcześniej uzyskał dzięki wiedźmie, by zaimponować lalkarce. Dodatkowym warunkiem było to, że wszyscy o nim zapomnieli poza najbliższym otoczeniem. Skazał więc i Lucette, i swoją rodzinę na sporo cierpienia, a wszystko po to, by od teraz zapracować na tytuły własnymi rękoma. A tam! Sra ta ta ta… byłeś kochankiem przyszłej królowej Angielle. Wiadomo było, że w przyszłości czeka cię ciepła posadka na tronie, u jej boku, guzik więc musiałeś się napracować. Raczej na miejscu jego królewskiego teścia uważałabym ten czas za zmarnowany, bo zaraz szkolić się na lepszego władcę, Rod przez 2 lata – kierowany ambicją – pląsał na parkietach z Klaudem i Lancem. I niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego na bogów, instruktor tańca jest niby wart ręki księżniczki, ale lekarz już nie? (= Problem ze ścieżki Chevaliera). Kompletnie nie kumam, jak funkcjonuje opinia społeczna w ich królestwie…

Tak czy inaczej, Lucette tęskni, czytając tylko listy, co budzi w niej sporo negatywnych emocji i jest w zasadzie niebezpieczne, bo stała się powierniczką kryształu wiedźm, który przecież pożywia się smutkiem, nienawiścią i innymi, takimi fajnymi rzeczami. Mogło więc jej grozić, że zwariuje i zmieni się w tyrankę, jak jej matka, no ale Rod musiał się przecież wyszaleć, zamiast być z nią w tym trudnym momencie, gdy próbowała naprawić swoje zniszczone relacje rodzinne i odbudować zaufanie poddanych. Yhhh…

Co ciekawe, w tej ścieżce dalej nie wiemy nic o losie Fritza, który zaginął i prawdopodobnie wciąż jest pod wpływem klątwy. (O, to Varg w jakiejś alternatywnej rzeczywistości przeżył?), a Mythos gnije sobie w lochu. Lucette pozostaje więc głównie dzielić się swoimi troskami z resztą przyjaciół, w tym najczęściej z przyszłą szwagierką, ale przynajmniej możemy spotkać przy okazji nieco postaci pobocznych.

Wreszcie jednak Rod wraca z Brugantii i nawet robi tym samym Lucette niespodziankę… ale ku mojemu zaskoczeniu ich relacje były bardzo chłodne. W sensie chłopak dalej będzie przed nią uciekał, wymijał się z odpowiedziami, prowadził jakieś tajemne szkolenie na boku i znowu tylko Sebby i postacie poboczne będą robiły za jego adwokata. Mówiły nam co tak naprawdę myśli i zachęcały Lucette, aby się nie przejmowała. Że może Rod dalej ma przed nią tysiące tajemnic, ale to wszystko dla jej dobra, no i chłopina po prostu ma już taki skryty charakter, więc musi to zaakceptować. Szybko stracił ojca, a potem czuł się odpowiedzialny za opiekowanie całą rodziną, więc po prostu nie przywykł polegać na innych. Stąd Lucette cieszą nawet takie drobne chwile, gdy jest z nią po prostu szczery (np. wyznaje, że nie zna się na szermierce, jest tragiczny z historii, w zapamiętywaniu dat czy imion itd. Czyli ogólnie, brak mu wykształcenia, którego oczekiwano by od królewskiego przedstawiciela).

Sprawy nie ułatwia fakt, że bohaterowie dalej muszą ukrywać się ze swoimi uczuciami. Służba jest święcie przekonana, że przystojny instruktor tańca „smoli cholewki” do księżniczki Emelaigne, a Ophelia nawet nie może uściskać syna, bo podobno nie wypada, by królowa pokazywała się z gminem. Wreszcie jednak Rod pogada z królem, który udzieli mu rady, iż sekrety prowadzą tylko do nieporozumień i bólu, Ophelia zaś zachęci Lucette, by dała jej synowi czas. W każdym razie młodzi przepraszają się wzajemnie i postanawiają, że odtąd będą razem pracowali, aby coś im z tego związku wyszło, a potem nawet nocują wspólnie w jednym łożu, chociaż chłopaczek jest tym bardzo zażenowany.

W pierwszym zakończeniu Rod i Lucette szyją razem zabawki, Emelaigne jeździ z wizytami do Lanca, w którym zdołała się w międzyczasie zakochać, a po 4 miesiącach nasza main parka konsumuje związek, bo Rod jest już oficjalnie zaakceptowany jako narzeczony księżniczki. No i pewnie hormony nie dawały im spokoju.

W drugim zakończeniu Rod i Lucette idą razem potańczyć do lasu, a potem składają sobie „pinky promise”, że nie będzie między nimi sekretów.

I teraz z jednej strony muszę pochwalić twórców, że poprzez pogłębianie wad Roda nadali jego postaci nowego, ciekawszego wymiaru, ale z drugiej strony ta ścieżka była dla mnie niesamowicie zimna jak na fandisc. W sensie prawie cały czas obserwuje zasmuconą Lucette i spierdzielającego przed nią Roda, który ma tyle sekrecików i zadań na głowie, że ledwo poświęca czas ukochanej. Co więcej, tkwi w tym patologicznym przekonaniu, że nie musi nawet liczyć się z jej zdaniem i czyni to wszystko, dla jej dobra, bez względu na to, co ona sama o ich relacjach myśli. Przykład z klątwą: gdy Rod postanowił, że zmieni swój status życzeniem i po prostu wprowadził ten plan w życie, bez konsultacji z bohaterką. I o ile rozumiem, że takie antagonizmy są potrzebne, by w ogóle była mowa o fabule, tak mam wrażenie, że nieco pogubiły się tutaj odpowiednie proporcje. Ot, gdzie ten obiecany przez fandisci fluff, skoro przez większość czasu jesteśmy, tak samo, jak Lucette, najzwyczajniej podirytowani? (A przynajmniej ja byłam, bo dzieciak mi swoją przerośniętą dumą działał na nerwy, a tłumaczenie, że mężczyźni już tak mają, było dość… seksistowskie? Bycie aroganckim bucem to nie przywilej żadnej płci).

Niemniej nie było tak źle. Po prostu średnio. Fani Roda otrzymali przynajmniej kilka scenek z tańcem i oficjalnymi oświadczynami na balu, nie chcę, więc byście myśleli, że ta ścieżka w ogóle pozbawiona była jakiś cieplejszych momentów, ale póki co cały czas przyłapuje się na tym, że miałam wobec tego fandiscu wyższe oczekiwania i większość z kontynuacji wydaje się po prostu pozbawiona pomysłu, co z tymi nieszczęsnymi bohaterami zrobić. A przecież zarysowano tak ciekawy świat przedstawiony, pełen baśni i magii. Szkoda więc, że marnuje się na zupełnie przyziemne i oklepane wątki, niczym z romansu szkolnego. Nie jestem więc przekonana, czy potrzebowaliśmy takiego „ever after”…

Cinderella Phenomenon Evermore, Rodzeństwo (niezwiązane z MC), Tsundere

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Cześć, jestem Hina! Prowadzę bloga od 2019 r. Jeśli podoba Ci się, co piszę, zostaw komentarz i wpadnij ponownie. Dziękuję za odwiedziny!

Moje ID

Chcesz pograć wspólnie albo pogadać? Znajdziesz mnie na:

Steam

Discord

Love&DeepSpace: 83000453341

KAWKĘ DAJ BLOGGEROWI...

Postaw kawę

Chociaż pisanie o grach sprawia mi dużo przyjemności, to jednak czasami koliduje z codziennymi obowiązkami.

Jeśli podoba Ci się, co tworzę i chcesz okazać mi wsparcie, baaardzo dziękuję za postawienie kawy. Porządna dawka ciepłego naparu rozgrzeje mi serducho i pomoże mi utrzymać bloga jak najdłużej.

Ta strona nie jest sponsorowana przez żadną firmę ani nie jest finansowana z żadnego innego źródła poza moimi własnymi środkami.

Spoiler alert!

Na blogu znajdują się dwa typy recenzji: gier (pozbawione spoilerów) i ścieżek/postaci (ze streszczeniami i spoilerami).

© 2026 Otome 4ever | Powered by Superbs Personal Blog theme