Nightmare ma jedną z najkrótszych ścieżek, bo w jego przypadku nie ma wersji Stay i Non-Stay. Wszystko, dlatego że Alice, aby dostać się do wymiaru snów zamieszkiwanego przez tego demona, musi po prostu… cóż… no, zasnąć. Nie ma więc znaczenia u kogo wtedy mieszka, bo fabuła różni się wówczas zaledwie 3 scenkami. Dodam przy tym, że sporą jej część zobaczymy obowiązkowo, przechodząc dowolną, inną opowieść. A to dlatego, że spotkania z Nightmarem przeplatają się z wątkami głównymi. Można więc powiedzieć, że temu love interest dostało się znacznie mniej czasu antenowego od konkurencji, co nie znaczy, że to, co miał do powiedzenia, nie było interesujące. Nightmare jest bowiem w pewien sposób wspólnikiem Petera i razem z nim uknuł plan uwięzienia dziewczyny w Wonderlandzie. Jak sam bowiem wyjaśniał – wszyscy posiadający role byli ze sobą połączeni. To, co czuł Peter, ogromne przywiązanie do Alice, udzielało się więc także pozostałym. To dlatego tak łatwo się w niej zakochiwali.
W każdym razie Alice początkowo sama dziwi się sobie, jak w ogóle Demona Koszmarów poznała. Przypomnijmy, że aby poradzić sobie z irracjonalnością otaczającej rzeczywistości, gdzie wszyscy mówili zagadkami, zabijali się bez mrugnięcia okiem i jeszcze toczyli trudną do zrozumienia wojnę frakcji – dziewczyna uznała, że to wszystko musi być snem. Dlaczego więc, gdy w tym wyśnionym świecie kładła się spać, to śniło się jej zupełnie inne miejsce? Taka oniryczna incepcja. A Nightmare ma własny biznes w tym, aby nie wyprowadzać bohaterki z błędu. Chciał, by coraz bardziej oddalała się od rzeczywistości, bo wtedy była mniejsza szansa, że opuści Wonderland. Skubany mataczył coś nawet swoimi mocami w jej pamięci, ale o tym za chwile.
Przez większość czasu spędzanego w krainie snu, bohaterowie po prostu się bawią. Nightmare tworzy dla dziewczyny różne atrakcje, bo jego władza w tym wymiarze jest nieograniczona. Potrafi np. sprawić, że biegali po tęczy, albo po wodzie, podróżowali na gigantycznych żółwiach, to zmieniał się w słodkiego tapira, by dziewczyna mogła odpocząć, wtulona w jego futro. Zupełnie jak dzieciak, który niczego nie traktował poważnie. Być może dlatego tak często Alice nazywa go w tej ścieżce niedojrzałym lub bezużytecznym. Ba! W trakcie finałowego wyznania miłosnego powie nawet coś w stylu, że Nightmare ani razu się jej do niczego nie przydał. Cóż… przyznaję, dość oryginalna forma opowiadania o swojej miłości.
W każdym razie powracającym wątkiem tej ścieżki jest pogarszający się stan zdrowia Demona. Z jakiegoś powodu jest on bardzo blady i kaszle krwią, ale nie chce iść do lekarza, bo jak twierdzi ma z tym związane traumatyczne wspomnienie – kiedyś dostał zastrzyk i bolało. Stąd znowu zachowuje się jak mały chłopiec. Alice, oczywiście, będzie z tego powodu zmartwiona i nawet namawiała go do zmiany zdania na różne sposoby, ale praktycznie aż do epilogu pozostawała bezsilna. Nightmare potrafił bowiem czytać w jej myślach. Może nie wiedział od razu wszystkiego, ale umiał przewidzieć, kiedy próbowała go oszukać lub coś kombinowała. Nie dał się więc tak łatwo złapać w pułapkę i wysłać do szpitala.
Innym, dość istotnym aspektem tej ścieżki było to, że Nightmare całkiem sporo opowiadał nam o samym Wonderlandzie. Ze względu na to, że wymiar snów był jego domeną, miał dostęp do niezliczonej ilości informacji. A czasami się nimi dzielił, np. wyjaśnił Alice, że istoty z Wonderlandu nie są w żaden sposób ograniczone wiekiem i nie podlegają procesowi starzenia. Mogą być wiecznymi dziećmi albo od razu „zacząć” w dorosłej formie. (Co po części wyjaśnia pewnie sytuacje bliźniaków, ale mam dalej uraz do ich ścieżki). Wspomina także o tym, że każdy z „rządzących” posiada jakiś przydomek, np. Elliot jest „Marcowym Zającem”, a Blood „Szalonym Kapelusznikiem”. Te nazwy nie są obraźliwe, bo opisują ich funkcje, a on sam był po prostu „Gąsienicą”. Tak, tą samą, która w oryginalnej powieści pojawiała się z fajką i wygadywała bzdury… Chociaż akurat Nightmare nie lubił porównywania do jakiegoś tam robaka.
Wreszcie, wyjaśnia również, że ze względu na „zasady” nie wolno mu nigdy otworzyć jednego oka. To dlatego nosi przepaskę, ale Alice udaje się namówić go, aby ją na chwile zdjął i pokazał swoją twarz. Co było w zasadzie pierwszym gwoździem do jej trumny, bo odkąd zobaczyła, jaki Demon jest przystojny, nie potrafiła się już przy nim zachowywać swobodnie. A on, naturalnie, znał jej myśli, więc robił się przez to zakłopotany. I tak sprzeczali się często o to, że ona jest nieprzyzwoita, a że on narusza jej prywatność.
Kiedy już Alice przywiązuje się bardziej do Koszmara, jest jej nieco żal, że mogą spędzać ze sobą ograniczoną ilość czasu. W końcu musi się w tym celu przenieść do wymiaru snów. A chociaż Demon miał niesamowicie potężne umiejętności, to również go obowiązywały pewne limity. Np. nie potrafił stworzyć książki, której zakończenia Alice nie zdołała poznać, bo sam nie wiedział, jak powinno wyglądać. Chociaż teoretycznie twierdził, że może wychodzić „na zewnątrz”, to nie robił tego, bo „było to kłopotliwe”, a poza tym nigdy nie mógłby się zmaterializować w rzeczywistości, z której Alice pochodziła. W pewien sposób był więc więźniem swojej roli, chociaż twierdził, że się nie nudzi i nie postrzega tego w taki sposób.
Koniec końców to Alice inicjuje pierwszy pocałunek, dając Demonowi coś w rodzaju „amuletu” na szczęście. Uważa bowiem, że przyda mu się, aby podreperować zdrowie, a poza tym chciała tym gestem naśladować swoją matkę – z którą miała tylko dobre wspomnienia.
I tak, w złym zakończeniu, Alice uświadamia sobie, że musi opuścić Wonderland, bo siostra jej potrzebuje i bo powinna „odkupić swoje winy”. Przerażony Demon używa wtedy na niej swoich mocy i raz za razem blokuje jej pamięć, aż MC wpada w coś w rodzaju śpiączki. Wow! Widzę, że panowie się nie patyczkują… Peter dołącza wtedy do Nightmare’a, ale nie ma mu tego za złe i jest raczej wdzięczny, że udało się powstrzymać Alice przed odejściem. Nieważne, w jakim znalazła się stanie. Był nawet gotowy zostawić ją w takim trybie pół życia pod opieką Nightmare’a, bo tacy z nich byli egoiści. Creepne…
W pozytywnym zakończeniu Nightmare najchętniej uwięziłby MC (o czym jej zresztą wspomina), ale powstrzymuje się, bo wie, że dziewczyna nie lubi agresji. Jest jednak kompletnie w szoku, gdy dowiaduje się, że to właśnie dla niego Alice postanowiła porzucić plany powrotu i zostać w Wonderlandzie. Chyba nie sądził, że wybierze iluzje w iluzji i zdoła po pokochać. Mimo to jest przeszczęśliwy. Przyznaje, że stał się bardzo zaborczy i choć początkowo pomagał Peterowi, to z czasem zapragnął bohaterki tylko dla siebie. Alice przewrotnie wykorzystuje jednak jego euforie i najpierw próbuje prośbami przekonać ukochanego, aby odwiedził szpital, bo się o niego martwi. A kiedy to nie działa, zalewa jego umysł wyobrażeniami potencjalnych nagród, jakich może się spodziewać, jeśli będzie grzecznym chłopcem. I to w rodzaju tych, które sprawiają, że Nightmare cały się peszy i nazywa ją wyuzdaną. No, ale to całe czytanie w myślach musiało się wreszcie odbić na nim rykoszetem. Ku ogromnej satysfakcji naszej MC.
I to tyle! Nightmare jest zdecydowanie jedną z bardziej enigmatycznych osobowości, a więcej na jego temat dowiadujemy się niestety dopiero w Clover no Kuni no Alice – gdzie okazuje się nawet ważną personą. Mimo to polubiłam jego route, bo miał fajną relację z MC. Nie była przy nim ani przerażona, ani zdominowana, ani smutna… Wręcz przeciwnie, uważała, że czasami jest większym pesymistą od niej samej i odcinała mu się równo złośliwymi komentarzykami. Miło również, że próbował wytłumaczyć dziewczynie zasady rządzące ich dziwacznym światem. Gdy pozostali, zazwyczaj, zbywali ją i nie wdawali się w szczegóły, bo nie widzieli w tym sensu. Niemniej jest to jedna ze ścieżek, którą poznamy na samiutkim końcu. Dzieli nas bowiem od true endingu. I aż szkoda, że nigdy się nie dowiedziałam, dlaczego w sumie on nie mógł otworzyć tego jednego oka… Ciekawe, co by się stało? No, ale Pan Gąsienica zawsze miał swoje tajemnice i niby odpowiadał, ale tak naprawdę każda jego wypowiedź generowała tylko więcej pytań.
