A fairy-tale filled with love and fixation, woven together by those who carry the blood of the fairies. The story takes place in Grand Albion, a kingdom thriving under the rule of the fairy queen. It is toward the end of the 19th century, an era where light and shadow coexist. Our heroine, Aprose, suddenly had her family, her loved ones, and her hometown taken away and swore to mete out revenge on those behind the events of that fateful day. (…) [źródło: opis wydawcy]
- Tytuł: Mistonia no Kibou -The Lost Delight-
- Oryginalny tytuł: ミストニアの翅望 -The Lost Delight-
- Data wydania: JP: 2024-07-18 / EN: 2025-11-13
- Developer: Otomate & Idea Factory Co., Ltd.
- Wydawca: Idea Factory Co., Ltd.
- Pełen dźwięk: japoński (Switch)
- Napisy: angielski
- Rozszerzenia i powiązane tytuły: –
Linki
- Walkthrough:
- Official Site
- Ending: Asaka ED 1 „White Aube”, ED 2 „I Don’t Even Know”
- Opening: FRAM OP „a flavor of the moment”
Bohaterowie
Główna postać:
![]() | Aprose E. Randolph aka Rose Cottingley Udająca służkę Bernsteinów dziewczyna, która nie cofnie się przed niczym, by pomścić zamordowaną rodzinę. Żyje jedynie dla zemsty i jej serce dawno pokrył lód. |
Ścieżki/Love Interest:
![]() | Alfred Creswell Poważny, pragmatyczny i zdeterminowany. Na jego twarzy rzadko widać uśmiech. Alfred wierzy, że ludziom należy dawać wędkę, a nie rybę i nie popiera podziału klasowego. <<RECENZJA>> |
![]() | Lucas Sullivan Ekscentryczny, mówiący do siebie i unikający ludzi szlachcic, od którego ucieka nawet służba. Szuka drogi do Tír na nÓg, bo ma dość otaczającego do świata. <<RECENZJA>> |
![]() ![]() | Linus Ward Lojalny „Pies” Królowej Tii, który w obronie nie cofnie się przed niczym. Choć tęskni za swoją pierwszą, utraconą miłością to żyje już jedynie dla misji. <<RECENZJA>> |
![]() | Ascot Lindel Wiecznie szyderczy doradca królowej, który biega za wszystkim, co nosi spódnice. Choć pełni najwyższe stanowisko, to więcej plotkuje się o skandalach z jego udziałem. <<RECENZJA>> |
![]() ![]() | Edward Bernstein Pracodawca MC oraz młody dziedzic, który wierzy, że można przeprowadzić reformacje bez rozlewu krwi i wszyscy ludzie są równi. Przez innych uważany za naiwnego. <<RECENZJA>> |
![]() | John Oddany sługa MC, który szuka dla niej informacji i pomaga w dopełnieniu zemsty. Chociaż skrycie kocha swoją panią, to jej wola jest dla niego rozkazem. <<RECENZJA>> |
![]() | Truth Route Ścieżka pprzyjaźni, która zamyka wszystkie wątki. <RECENZJA>> |
Ocena ścieżek: (*♡∀♡) Ascot ⊳ Alfred ⊳ Lucas ⊳ John ⊳ Edward ⊳ Linus (ᗒᗣᗕ)՞
Recenzja
Nie jest tajemnicą, że lubię, jak gry otome są nieco „mroczniejsze”, a jak dodamy do tego wątki fantastyczne czy tło historyczne, to przeważnie jestem „kupiona”. Kiedy jednak twórcy prezentują mi taką niespodziankę, jak gra oparta na folklorze albo mitologii, to z automatu mają +10 do mojej sympatii, dlatego proszę, by nie zdziwiła Was aż tak pozytywne reakcja! Ot, po prostu zdemaskowano wszystkie moje słabości…
Mistonia’s Hope -The Lost Delight- ukazała się pierwotnie w 2024 roku, a do nas trafiła w 2025 za sprawą wydawnictwa Aksys Games. Fabuła tej pozornie „bajkowej” gry osadzona jest w magicznym królestwie Albionu, który zamieszkują fae i ich potomkowie. W czym w tym miejscu należy się pewne sprostowanie. Twórcy naprawdę ogromnymi garściami sięgali do źródeł literackich, od XIX-wiecznych, brytyjskich pisarzy, przez klasykę Wiliama Szekspira, aż po mitologię goidelską (celowo nie mówią celtycką, bo to termin za szeroki, a chodzi konkretnie o wierzenia irlandzkie, szkockie czy walijskie). A że jestem z wykształcenia literaturoznawcą i to właśnie wierzeniom goidelskim poświęciłam swój doktorat… no to możecie sobie wyobrazić mojego banana na twarzy XD. Ale… tyle z personalnych zwierzeń. Wracamy do recenzji!
Tajemniczym Albionem włada Królowa Fae – czyli Tia (nawiązanie do Titanii), która jednak nie jest postacią pozytywną i sprawiedliwą. Nope, to właśnie ona sprowadziła na naszą główną protagonistkę ogromne nieszczęście. Osiem lat temu, z rozkazu królowej, wymordowano cały ród Randolph i mieszkańców okolicznych wiosek. Dlaczego? Tego do końca nie wiadomo, ale z masakry ocalała córka diuków, dziewczynka o imieniu Aprose, która poprzysięgła zemstę…
W skrócie, gramy postacią bardzo nietypową, bo wcielamy się w potężną demifae (pół-wróżkę) o mocy iluzji oraz czytania wspomnień (za sprawą dotyku), która, udając zwykłą służkę — Rose Cottingley, zbiera informacje na temat innych rodów szlacheckich i szuka sprawców odpowiedzialnych za krwawe wydarzenia sprzed lat. W czym pomaga jej oddany sługa John oraz Król Fae – Oberon, który ma z małżonką własne, niedokończone konflikty. A ja chyba nie muszę dodawać, że praktycznie każdy love interest w tej fabule ma coś na sumieniu?
Mistonia’s Hope -The Lost Delight– zaczyna się przez to od 3 rozdziałowego common route, w którego trakcie będziemy podsłuchiwali, śledzili i kolekcjonowali wspomnienia reprezentantów domów szlacheckich, którym królowa zleciła przygotowanie specjalnej, międzynarodowej konferencji. Jest to wydarzenie bardzo ważne, bo zaproszeni na nie zostają też dyplomaci spoza Albionu (w tym ludzie, z którymi fae prowadziły niegdyś wojny), a to daje naszej Rose idealne pole do działania. O ile jednak podobała mi się idea tego common route (i to, że jest dość krótkie), to już niekoniecznie realizacja. Główny problem miałam, z tym że nie dało się go pominąć przy kolejnych przejściach i o ile rozumiem, że służył on też do zbierania wpływów i wskazania, czyją ścieżkę odblokujemy, to klikanie po mapie, podsłuchiwanie ciągle tych samym scenek i przewijanie widzianych po wielokrotnie momentów było trochę nużące… Niemniej, do przeżycia!
Po common route następuje wspólny dla wszystkich postaci bal w zamku królowej, a potem opowieść dzieli się na poszczególnych love interest i daje nam kolejne 4 rozdziały. W czym od początku możemy zacząć opowieści Alfreda, Lucasa i Luciusa, po nich stają się dostępne opowieści Edwarda i Ascota, a na koniec Johna i Truth Route. Nie będę się tu rozpisywać o charakterze każdego z panów, bo ich krótki opis znajdziecie w odrębnej sekcji. Zapraszam też do poszczególnych recenzji. Wspomnę jednak, że te postacie tworzą przy okazji trzy skonfliktowane ze sobą pary: Alfred z Lucasem, Luciusa z Edwardem oraz Ascota z Johnem.
A dlaczego ma to znaczenie? Bo gra dzieli się na trzy typy zakończeń.
Pierwsze to klasyczny happy ending, gdzie Aprose nawiązuje romantyczną relację ze swoim wybrankiem, bo bardzo, bardzo, baaardzo burzliwej drodze. Czasami kończy się to dla wszystkich pozytywnie, czasami nie, a czasami to takie odwlekanie bomby zegarowej w czasie… pewnie na potrzeby fandisku. Co mi wyjątkowo nie przeszkadza. Powieści stanowią bowiem logiczną i zamkniętą całość. Nie będziecie więc mieli poczucia niedosytu.
Drugi typ zakończenia, przetłumaczony jako Clown, to rodzaj finału, gdzie Rose pochłonęła zemsta. Innymi słowy albo dziewczyna doprowadziła swoją misję do końca, albo opracowała podwaliny pod rozwiązania tak okrutne i pokręcone, że aż trudno było mi uwierzyć, że to gra otome, ale… osobiście bardzo mi się podobały XD. Na tle setek gier, jakie przeszłam, to zwykle love interest mogą się wyszaleć w bad endingach, a tutaj to MC wiodła pierwsze skrzypce. I była przy tym tak nikczemna i bezwzględna, że nawet jeśli pewne pomysły dziwiły, to jednak szanowałam jej kreatywność. Wspomnę także, że czerpały mocno z dramatów szekspirowskich czy mitów arturiańskich, dlatego jeśli ktoś nie załapał, do czego konkretnie nawiązują/parodiują, to może je inaczej odebrać. Na przykład uważać, że są zbyt przekomplikowane.
Wreszcie, ostatnim typem zakończenia jest Astray Ending i to właśnie tutaj mają znaczenie wspomniane wcześniej pary. Dlaczego? Bo chociaż jesteśmy w ścieżce postaci X, to coś popycha Rose, aby zbliżyła się do bohatera Y. Czasami świadomie, czasami nie, ale pojawiały się tu niekiedy naprawdę dziwne, pokręcone kombinacje, nierzadko motywowane jedynie fanserwisem. Czy mi przeszkadzały? Nie. Nie były bowiem tak Out of Character, jak to co pokazano np. w Cupid Parasite Sweet and Spicy Darling, ale miały swoją własną, niekiedy szaloną logikę. W pewnych sytuacjach rozumiałam, dlaczego Rose nie była w stanie przełamać się do love intrest, pomimo tego, co czuła, a więc szukanie back-upowych sojuszników miało sens. W przypadku zaś potężnych wrogów rozumiałam, czemu młoda dziewczyna przegrywała starcie umysłów, bo zaufała zbyt wielkiej ilości osób i stała się przez to łatwych celem.
W czym w tym miejscu chciałabym zaznaczyć, że chociaż nie byłam zachwycona każdą ścieżką w grze, czy każdym endingiem, to jednak już dawno nie zdarzyło mi się polubić WSZYSTKICH love interest. Ba! Miałam też ogromną sympatię do antagonistów i postaci pobocznych (zwłaszcza pokojówek – Charlotte i Evelyn). Co też jest raczej u mnie rzadkością, bo praktycznie zawsze czegoś się w ich motywacji przypierdziele. Tutaj jednak mieli pełne usprawiedliwienie.
Otóż twórcy bardzo dobrze oddali naturę fae… Chociaż, nie, wróć. Nie fae. Co prawda ta nazwa używana jest wobec wszystkich magicznych mieszkańców Albion, to gdybyśmy chcieli być 100% poprawni, powinniśmy raczej nazywać ich sidhe. Królowa Titania, Król Oberon i ich słudzy, którzy byli ojcami-założycielami późniejszych rodów szlacheckich, pochodzili bowiem z mitycznego Tír na nÓg, czyli zaświatu, gdzie nie ma chorób ani śmierci, i do którego odeszli Tuatha Dé Danann. Tutaj jednak to mocno uproszczono i – jak wspominałam we wstępie – wymieszano mitologię z twórczością brytyjskich bajkopisarzy, którzy wymyśleli pixie, czyli te małe wkurzające skrzaty ze skrzydełkami. W efekcie mamy nieśmiertelne, magiczne i potężne istoty (wypisz wymaluj irlandzkie sidhe)… ale gdy używają mocy, to pojawiają się im skrzydełka. Chociaż rozmiarami dalej dorównują ludziom. Idealnie za to zarysowano ich charaktery oraz mentalność, czyli wiecznych dzieci, które nie odróżniają dobra od zła i kierują się tylko zabawą, kaprysami i egoizmem.
Wyrwać pajączkowi nóżki, bo to interesujące? Czemu nie! Dokładnie tak postępują Oberon, Tia, szlachcice i w sumie 99% składu uniwersum Mistonia’s Hope -The Lost Delight-. Dlatego, moim skromnym zdaniem, każdy bohater był w tym settingu trochę stuknięty, bo skoro pochodzili od fae, to łatwo wpadali w różnego rodzaju obsesje, np. dla Rose była to zemsta, dla Edwarda (i w sumie jego krewnych) prawdziwa miłość, dla Lucasa powrót do Tír na nÓg, dla Luciusa służba Królowej, dla Johna służba Rose itd. W czym nawet jeśli to nieco powtarzalne, to absolutnie to kupowałam. Zupełnie jakbyśmy dostali team składający się z samych Piotrusiów Panów i ani jednej rozsądnej, opiekuńczej Wendy, która wie, że życie to coś więcej niż wieczna zabawa i spełnianie swoich zachcianek. Cóż, nie tym razem!😉
Zresztą, już same korzenie bohaterów prowadziły do interesujących problemów w grze. Mamy tu bowiem co najmniej kilka wątków: problem nierówności klasowej (im słabsza wróżka, tym gorzej była traktowana, aż w sumie z niektórych robiono niewolników i „psuto ich dla zabawy”). Jest też, oczywiście, szaleństwo Królowej, która mimo tego, że choruje i terroryzuje własnych poddanych, to nie chce wrócić do Tír na nÓg. Na ulicach pojawiają się dziwne, magiczne nici i nikt nie wie, czemu one niby służą. Co więcej, w tajemniczych okolicznościach znikają changelingii, a ktoś napada też słabsze fae i odcina im skrzydła. A to nawet nie są wszystkie wątki, bo mamy przecież zemstę Rose, intrygi Oberona, czy ryzyko najazdu na Albion… co przy tak skomplikowanym świecie przedstawionym dawało miłą mieszankę!
Nic zatem dziwnego, że ta opowieść potrzebowała Truth Route, w którym było bardzo dużo powtórzeń faktów znanych nam już z innych ścieżek, ale stanowiło ono domknięcie wszystkich wątków i ewentualną furtkę dla nowych love interest, gdyby kiedyś takich wprowadzono… (Wiecie, mamy ścieżkę, gdzie Rose jest dalej „do wzięcia”, ale jej obecne problemy zostały rozwiązane). W czym nie ukrywam, że była to chyba najsłabsza część gry, ale rozumiem, czemu służyła i potraktowałam ją dosłownie jako bonus, bo mam wrażenie, że Otomate po prostu zostawiło sobie opcje na przyszłość oraz sztucznie wydłużyło gameplay, a nie potraktowało tej historii poważnie, jako faktycznie „prawdziwą” ścieżkę.
W czym osobne pochwały należą się samej MC, bo ta dziewczyna absolutnie mnie urzekła. Naprawdę odcinała się od klasycznych bohaterek gier otome grubym murem. Była niesamowicie aktywna, zimna, pragmatyczna i bystra. Potrafiła kłamać, walczyć, kraść, uwodzić… Nie cofała się przed niczym, by postawić na swoim, a niektórych love interest traktowała dosłownie jak pionki w swojej strasznej grze. Jasne, powtórzono motyw, z tym że była bardzo młoda i brakowało jej doświadczenia „romantycznego”, ale Rose to nie typ pannicy, która marzy o księciu z bajki i nie wyobraża sobie przespać się z kimś, do kogo nic nie czuje. Nope, jeśli coś uważała za przydatne narzędzie, to znikały granicę i myślę, że niektórzy mogą aż czuć się trochę niepewne w jej skórze, bo nie w każdej ścieżce można nazwać ją „dobrą” postacią. Zresztą już chyba sama motywacja na to wskazuje. Dlatego tak, Rose ma cechy kuudere + tsundere, ale wynika to bardziej z tego, jak z bólu skamieniało jej serce, niż z tego, że zawsze jest bezemocjonalna.
Jeśli chodzi o stronę mechaniczną, to wspomniałam już o „chodzeniu po mapie i przeszukiwaniu”. Do pomocy mamy też flow charta i podstronę do podglądania statusu u love interest, by zobaczyć, ile zdobyliśmy wpływów. Ma to zwłaszcza znaczenie w przypadku odblokowywania endingu z rywalami, bo za dużo sympatii u różnych postaci prowadzi nas do zakończenia „Astray”. Poza tym trochę tradycyjnie twórcy dali nam Galerię Muzyki, Filmów i CG, oraz coś w rodzaju zbioru short stories z perspektywy love interest lub postaci pobocznych. Niektórych akcja dzieje się już po happy endingu i stanowi jakby uzupełnienie epilogu, a inne w przeszłości, by lepiej przedstawić nam wydarzenia powiązane z masakrą na rodzinie Rose.
Wreszcie, chociaż przeważnie tego nie robię, chciałabym też wspomnieć o designie postaci, bo… z tym było różnie. O ile same projekty bohaterów prezentowały się dla mnie w większości ok (poza Linusem, o czym szerzej w poświęconym mu tekście), tak już CG bywały dość koślawe i nie rozumiałam, z czego wynika taka różnica w jakości pomiędzy nimi. Na niektórych MC wygląda jak dziecko albo w ogóle coś dziwnego dzieje się z perspektywą, anatomią czy proporcjami. Nie będę więc udawać, że to najładniejsza gra, w jaką grałam. Jasne, mamy fajne postaci wróżek z różnymi skrzydełkami, ale coś miejscami poszło bardzo nie tak…
Nie da się też nie zauważyć, że za tą grę odpowiadał cały zespół scenarzystów, więc ścieżki są bardzo nierówne. Czasami fabuła prowadzona jest chaotycznie, nie brak też logicznych koszmarków (nad tymi znowu będę pastwić się w recenzjach), oraz schematów, np. zawsze dojdzie do jakiejś tam formy konfrontacji z Królową. Co jest w sumie logiczne, ale przy każdy kolejnym podejściu może męczyć…
Należy jednak pamiętać, że głównym motywem przewodnim tej gry jest zemsta, więc pewne sytuacje czy etapy po prostu musiały wyglądać tak samo. Będziemy mieli tutaj różne realizacje motywu „od wrogów do kochanków” – w czym samo podejście Rose, czy jej pomysł na zadośćuczynienie, także może zaskakiwać. Zdecydowanie gorzej będzie się odnosić do postaci bezpośrednio odpowiedzialnych za jej cierpienie, a nieco luzować przy sprawcach przypadkowych czy wręcz związanych ze zbrodniarzami jedynie więzami krwi. Co dla mnie było logiczne, ale widziałam, że niektórych odbiorców rozczarowało, że nie dla wszystkich MC jest równie surowa, albo wręcz pobłażliwa. Liczyli chyba na jeszcze większą tragedię. Mnie jednak w sumie odpowiadało, że Rose mierzyła siły na zamiary i wiedziała, że przy ograniczonych zasobach musi głównie skupiać się na najważniejszych figurach, a nie na jakiś tam pionach, lub że nie może atakować na kilku frontach jednocześnie, bo po prostu przegra… Stąd będzie tu dużo „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”, więc nie oczekujcie, że uda się jej dopaść wszystkich i że jest w tym jakakolwiek sprawiedliwość. …w sumie, ciekawe pytanie, ale czy w zemście w ogóle o nią chodzi? Gry takie jak „The Last of Us 2” czy „Ghost of Yotei” pokazały, że chyba nie.
Dlatego nie chcę byście myśleli, że to gra bez wad. W żadnym razie! Pewnie znalazłoby się ich całkiem sporo, ale konstrukcja świata przedstawionego była dla mnie osobiście jedną z ciekawych od dawna, a postacie uważałam za bardzo odświeżające. Podobało mi się również, że faktycznie cały czas dane nam było lawirować w świecie zagmatwanej polityki, zastanawiać się nad tym, kto kłamie i dlaczego, co próbuje zyskać i jakie kroki podejmie Rose… Stąd jeśli lubicie takie dworskie intrygi w XIX-wiecznych realiach, powinniście również poczuć się jak w domu.
Summa summarum żadna otomka dawno mnie tak nie zaangażowała. Jak już usiadłam, to trudno było mi się oderwać bez ukończenia ścieżki przy jednym podejściu. Co chyba samo przez się jest jakąś rekomendacją. Miło mi więc było sobie przypomnieć, że jak Otomate chce, to potrafi robić gry z rozmachem. A że z badań nad mitologią podano nam coś, co w świecie jedzenia przyrównać można do pizzy z ananasem? Mnie smakowało – nawet jeśli w pewnych kręgach uchodziłoby za skandaliczne XD. Dlatego – o dziwno – będę czekała na fandisc. Chce zobaczyć, co dalej słuchać u chłopaków i czy Rose wciąż trzyma ich na krótkiej smyczy zbudowanej z wyrzutów sumienia, pretensji, miłości i podstępu. Nie pogardziłabym też jakąś kontynuacją np. o inwazji na Albion. Zobaczymy jednak, co czas przyniesie.
A jeśli zainteresowały Was rasy przedstawione w grze albo chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat wierzeń goidelskich, to zachęcam zwłaszcza do przeczytania:
• W.B. Yeats, Baśnie i podania ludów Irlandii;
• Cykl Ulsteru (np. Táin Bó Cúailnge): Heroiczne opowieści o Cú Chulainnie;
• Cykl Mitologiczny (np. Lebor Gabála Érenn – Księga Najazdów): Opowieści o Tuatha Dé Danann;
W czym wiele z tych źródeł dostępnych jest absolutnie za darmo, w bibliotekach cyfrowych. Omijajcie za to wszelkiej maści słowniczki czy zbiory typu „encyklopedia wróżek”, bo to komercyjny syf. Miłej lektury!
Lista płac
Reżyser: Seki Mao
Artyści/Ilustratorzy: Suzushiro Karin
Scenarzyści: Koizumi Izumi, Nakayama Satomi, Natsuno Akira, Yuzuki
OST: Asaka ED 1 „White Aube”, ED 2 „I Don’t Even Know”, FRAM OP „a flavor of the moment”
Kompozytor: Ichikawa Jun, Suzuki Hiroaki, Tak Miyazawa, Yano Tatsuya, hisakuni










