Romans Chizuru z Hijikatą jest w zasadzie tym kanonicznym dla uniwersum Hakuōki. Nie toczy się szybko, ale w swoim własnym, unikalnym tempie – przez wiele, wiele lat. MC wspiera dowódcę, wypełnia rozkazy, aż wreszcie pociesza go i staje się łącznikiem z tym, co kochał najbardziej. Z momentem w życiu, gdy wszystko wydawało się łatwiejsze, pełne nadziei i w którym można było polegać na przyjaciołach. Dla Hijikaty, Chizuru jest wręcz personifikacją tego najcenniejszego etapu jego egzystencji, więc nic w tym dziwnego, że tak rozpaczliwie chciał mieć ją potem już zawsze przy sobie.
Ale czemu o tym wspominam? Bo w Hakuōki SSL ~Sweet School Life~ próbowano oddać tę skomplikowaną dynamikę pary, a to oznaczało, że trzeba było postawić na ich drodze przeszkodę. Wiecie, powód dlaczego przystojny, inteligentny i odważny Hijikata nie zdobywa od razu serca swojej lubej. Bo która by mu odmówiła? Zwłaszcza gdyby był uczniem z tej samej szkoły? Stąd, tym niemożliwym do ominięcia problemem, staje się różnica wiekowa – a właściwie to nawet bardziej status. Chizuru jest bowiem tutaj tylko nastolatką, która dołącza – jako jedyna dziewczyna – do Akademii Hakuo, w której to Hijikata należy do grona pedagogicznego. Konkretniej to nauczał on literatury, co w samo w sobie było zabawnym nawiązaniem. Twórcy prawdopodobnie chcieli zakpić sobie z jego zamiłowania do poezji i nieudanych prób tworzenia haiku.
Tak czy inaczej, Chizuru początkowo nie czuje nic wobec nauczyciela, bo nie ma z nim wielkiej styczności. Jasne, słyszała, że jest bardzo surowy – wręcz nazywany demonem, ale tak naprawdę, to poza tym, że był on na jej rozmowie kwalifikacyjnej i miał zajęcia o książkach, to ich drogi się nie krzyżowały. Aż pewnego dnia, tuż przed egzaminami, Chizuru przypomina sobie, że Hijikata polecał jej pewien słownik. Dziewczyna bardzo chce z niego skorzystać, ale nie potrafi sięgnąć do półki, bo biblioteka ewidentnie nie była przystosowana do osób w jej rozmiarze… Co prowadzi nas to bardzo typowego dla gier otome i dram romantycznych rozwiązania, w którym to sam love interest przybywa, sięga po potrzebną rzecz i ratuje naszą protagonistkę w potrzebie, niczym ten rycerz na rączej szkapie. Ba! Hijikata jest zadowolony, widząc, że chociaż jedna osoba z podopiecznych Hakuo zdecydowała się skorzystać z jego rad, a MC po raz pierwszy nachodzi wtedy myśl, że z tego profesora to jednak przystojna bestia.
Gdy żart Okity sprawia, że prawie cała obsada Hakuōki SSL ~Sweet School Life~ pojawia się na basenie publicznym, Hijikata ponownie stanie się dla MC wybawieniem. Podczas pojedynku na pistolety wodne, dziewczyna nie chciała być w parze z żadnym z uczniów, a poproszenie o asystę profesora zapewniło jej nie tylko wygraną, ale i tarcze przed niechcianymi zaletami. Potem, co prawda, oboje się nieco zakłopotani, bo otaczają ich tylko zakochane pary w restauracji, w której mieli zjeść posiłek w ramach nagrody. Przenoszą się więc w bardziej ustronną część basenu i kontynuują rozmowę, odkrywając, że nadają na podobnych falach i na wiele rzeczy mają bliźniacze poglądy. Oboje wierzyli w ciężką pracę, nie szukali dróg na skróty, interesowała ich edukacja… Hijikata wręcz chwali Chizuru, iż pomimo powątpienia początkowo w jej możliwości i motywację, stała się dla Hakuo bardzo ważna.
Kolejne miesiące mijają, a Hijikata i Chizuru mają więcej wspólnych interakcji. Dla przykładu Hijikata obawia się, że to koledzy z klasy zmusili MC do zorganizowania maid cafe, ale ta szybko wyprowadza go z błędu. Potem jest też świadkiem, jak dziewczyna sama, bez ochrony, stawia się nagabujących ją uczniom, więc widzi, że kiedy trzeba, to potrafi ona tupnąć nogą. A to bardzo mu imponuje. Sam bowiem też sprzeciwił się swojej rodzinie i zamiast odziedziczyć po nich firmę farmaceutyczną, postanowił zostać nauczycielem i wspierać Kondo w rozwoju Hakuo. (W czym, paradoksalnie, w tych nowych czasach posiadanie własnego biznesu było znacznie korzystniejsze niż należenie do kasty kupieckiej w XIX-wiecznym Edo. Jak to się wszystko na przestrzeni wieków pozmieniało… XD).
Gdy nadchodzi zima i dochodzi do konfliktu z Serizawą, który jest sponsorem szkoły i ewidentnie ma jakiś uraz do kendo, bo koniecznie chce zburzyć dojo Shiei Hall, Chizuru jest światkiem, jak Okita dosłownie obraża się na swojego wychowawcę, że ten nieodpowiednio wstawił się za nimi. Uczniowie obawiają się zresztą, że nie spędzą razem świąt, bo Serizawa chciał ugościć tylko wybrane osoby w swojej rezydencji i zabronił innym celebracji, ale scena ta ma na celu przypomnieć nam o politycznym sprycie naszego vice-dowód… dyrektora. Hijikata bowiem zaprasza wszystkich uczniów, a co się z tym wiąże, plan Serizawy bierze w łeb, bo i tak całe Hakuo ma wspólne święta. Potem zaś, gdy odprowadza MC do domu, to wręcza jej naszyjnik z perfumami o zapachu sakury, który to rzekomo dostał od kogoś przypadkiem i go nie potrzebował. Taaa… Chizuru wie jednak, że jest to jego forma podziękowania za to, że pomagała mu w trakcie tej skomplikowanej, zimowej sytuacji. Nie dręczy jednak jego ego i nie podważa blefu.
Tym sposobem, powolutku, zbliżamy się do momentu, w którym tradycyjnie MC szykuje w grze dla swojego ukochanego czekoladki, ale tym razem zdaje sobie sprawę z tego, że nie może ich ofiarować. Hijikata co prawda, odwrócony do niej plecami, wysłuchuje jej wyznań, ale przypomina jej o dzielącej ich relacji i o tym, dlaczego – w tym kontekście – jakiekolwiek przyjmowanie słodyczy, czy nazywanie czegokolwiek wprost, byłoby niewłaściwe. Chizuru szybko jednak go uspokaja, że nie zamierza sprawiać mu żadnych kłopotów. Oboje wiedzą, że to nie czas i miejsce, by mogli sobie pozwolić na szczerość. Nie ma więc mowy o przekraczaniu żadnej granicy. I wielka chwała im za to! Nie cierpię tego tropu, więc bardzo się bałam, co planują scenarzyści…
Lata mijają i Serizawa postanawia raz na zawsze zniszczyć Shiei Hall. Hijikata namawia go jednak, aby zostawił budynek, a w ramach rekompensaty sam opuści szkołę, bo jeśli ktoś ma ponieść konsekwencje za niezadawalające wyniki uczniów, to niech to będzie on. Tymczasem wszyscy, dosłownie, wszyscy stawiają się za swoim profesorem i przekonują Serizawę, że nie może on zwolnić Hijikaty. Kto uczyłby ich wówczas kendo? Gdzie znaleźliby tak świetnego wykładowcę od literatury? Pozostali nauczyciele zresztą także grożą, że rzucą wypowiedzeniem, a Kazama wspomina coś o odcięciu dofinansowania szkoły przez jego rodzinę (co robi dla Chizuru). Ostatecznie więc Serizawa kapituluje, a profesorowie oficjalnie przyrzekają, że Hakuo stanie się placówką o wybitnej renomie i świetnych wynikach sportowych. Mnie zaś trochę smuciło, że MC w tej scenie jedynie biernym obserwatorem, bo nie zaszkodziłoby, jakby pokazała trochę pazura, jak np. Okita. To był moment, gdy należało przemówić, a ona ewidentnie zapomniała języka w gębie. Z drugiej strony, to Japonia, Serizawę trąbkę tam obchodziłoby zdanie jakiejś dziewuchy. Już szybciej poruszyłby go bunt chłopców.
W każdym razie docieramy do epilogu. Po długiej rozłące, po latach, Hijikata i Chizuru spotykają się przy drzewie sakury, na terenie szkoły. Okazuje się, że MC także została nauczycielką i rozpoczyna w Hakuo niedługo staż, a w związku z tym, mogli wreszcie zmienić swoją niezręczną relację z przeszłości, tudzież crush, w prawdziwy związek, chociaż nie jestem pewna, jak by to działało, bo w wielu miejscach nie zatrudnia się, np. małżeństw czy krewnych, no ale przynajmniej oboje byli teraz dorośli i nikogo nie bulwersowali. Nie było złamane żadne „tabu”.
To co myślę o tej ścieżce? Była zdecydowanie inna od pozostałych w Hakuōki SSL ~Sweet School Life~, ale w pozytywnym sensie. Cieszę się, że nie próbowano na siłę robić z Hijikaty creepa, któremu zainteresowanie nastolatki tak uderzyło do głowy, że porzucił jakąkolwiek moralność. Więc, jasne, dalej miejscami możecie poczuć się niezręcznie, ale mam wrażenie, że scenarzyści zrobili wszystko, co w ich mocy, by chociaż trochę ten romans znormalizować. A wiecie dobrze, że mam alergię na różnice wiekowe i zwykle pierwsza rzucam w takim wypadku kamieniem. Niech więc moje zapewnienie posłuży Wam za jakieś pocieszenie. Możemy tym razem zostawić smołę i pierze w domu. Ale spoko! Przydadzą się jeszcze na inne, publiczne egzekucje. Takich okazji przy recenzowaniu gier otome nie brakuje.
Czy wolałabym Hijikatę jako ucznia? Raczej nie, bo ciężko mi sobie go wyobrazić w tej roli. Myślę, że wtedy stałby się zbyt OFC, a tak dalej dostrzegałam w profesorze literatury ślad naszego fioletowookiego demona, który tym groźnym, samurajskim głosem tłumaczył pozostałym, czym jest droga prawdziwego bushi… oraz czym liryka różni się od dramatu. XD
