Skip to content

Otome 4ever

Blog o grach otome i visual novel.

Menu
  • Aktualizacje
  • Plany wydawnicze
    • Plany wydawnicze 2025
    • Plany wydawnicze 2026
  • Recenzje
    • Otome / Visual Novel
    • Gacha / Mobile
  • Inne
    • Poradniki
    • Top 5
    • Różne
    • Linki
  • FAQ
    • FAQ
    • Polityka prywatności
  • Kontakt
Menu

Lyon (Genso Manège)

Posted on 26/02/202618/02/2026 by Hina

Wiele już w grach otome widziałam. Romanse z mitycznymi stworami, gadającymi zwierzakami, sprzętami domowymi i cholera wie, co jeszcze. Dlatego nie bardzo się zdziwiłam, kiedy odkryłam, że Lyon to nastolatek uwięziony w kostiumie królika. Za dnia maskotka, a w świetle księżyca 15-letni bish. Bo chociaż, tak jak wszyscy pracownicy La Foire du Rêve, Lyon nie może opuścić cyrku i zmaga się z klątwą, to jego sytuacja wygląda nieco inaczej. O czym za chwile!

Przypomnijmy, że nasza MC, 17-letnia Emma (czyli chociaż raz nie jest w tej relacji młodsza), jest wiedźmą, i na prośbę dyrektora wesołego miasteczka – Hugo, zgadza się pomóc osobom uwięzionym w Rêve. Co więcej, w wolnych chwilach, dziewczyna zbiera też różne fuchy, np. witanie gości czy sprzątanie, bo dostawała za to odrębne wynagrodzenie. Innymi słowy, dziewczyna 50% czasu miała spędzać na praktykowaniu magii, a 50% na prowadzeniu psychoter… na pracach wszelakich. Ale jakoś fabułę trzeba było związać. Nie czepiam się.

Aż pewnego razu, nocą, gdy Emma już miała zbierać się do domu, zauważyła, że po parku przemyka jakiś nastolatek, którego wcześniej nie poznała. Sytuacja powtórzyła się jeszcze parę razy, ale nigdy nie udało się jej dogonić natręta. Co więcej Hugo zapewniał ją, że została przedstawiona już wszystkim pracownikom, więc nie ma opcji, by po La Foire du Rêve kręcił się ktoś niepożądany.A że twórcy Genso Manège nie dość, że lubią spoilerować własną fabułę w innych ścieżkach, to jeszcze nie potrafią długo utrzymać tajemnicy, więc zagadka wyjaśnia się błyskawicznie i sama. Bez większego śledztwa ze strony MC i bez wysiłku z naszej strony.

Otóż, innego dnia, Lyon zaprasza Emmę na wspólną przejażdżkę. Mieli skorzystać z atrakcji – karuzeli z kręcącymi się filiżankami – bo chłopakowi zrobiło się smutno, że MC tyle dla nich robi, a jednocześnie sama nigdy nie skorzystała z żadnych urządzeń. No to jak postanowił, tak uczynił, i na początku było fajnie, ale potem potrącił jakoś łokciem wajchę, zaczęli wirować jeszcze szybciej, a po wszystkim byli skrajnie wymęczeni. Dlatego też parka zasnęła w swoich objęciach, bo było im też zimno, a Emma nie wstydziła się pluszowego królika. Well, ja tam bym dalej miała opory, by wtulać się w obcego, ale co tam. Mam prawdopodobnie 100 lvl interowertyka, więc też inne standardy. W każdym razie dopiero po przebudzeniu MC odkryła, że jej towarzysz zmienił się w człowieka i Lyon wyjaśnił jej zasady działania swojej klątwy. Kostium był dla niego jak łańcuch, który nosił tylko w świetle dnia i przez który nie mógł opuścić La Foire du Rêve. Niemniej tylko Hugo wiedział o jego sytuacji, bo Lyon nie chciał martwić innych. To ogólnie była straszna mamałyga, ale rozpiszę się nieco później. Nie mam bowiem pojęcia, dlaczego podzielenie się tym faktem, miałoby być dla kogokolwiek problemem.

Tak czy inaczej Emma zostaje odtąd jego partnerką w zbr… znaczy, w tajemnicy i amnezji. Że co? Ano tak. Nie wspomniałam bowiem o jeszcze jednej rzeczy. A dokładniej to – tak samo jak MC – Lyon cierpiał w wyniku dziur w pamięci. W czym jego sytuacja była jeszcze gorsza od Emmy, bo nie pamiętał zupełnie nic od momentu, gdy trafił do parku. Co naturalnie sprawiło, że w Emmie uaktywnił się tryb ratownika, postanowiła Lyona wspierać, pomóc mu odzyskać wspomnienia, ach no i jeszcze uwolnić od klątwy…

Od tego momentu dzieciaki będą spędzać razem masę czasu (i Clara znowu zacznie sugerować MC, że tam na crusha), ale głownie czytali razem książeczki dla dzieci.  Zarówno Emma, jak i Lyon, je uwielbiali ilustrowane opowieści, a że w parku było też coś w rodzaju magicznej biblioteki, to spotykali się tam praktycznie każdej nocy. Co więcej, chłopak zaczął też mieć przebłyski wspomnień. Wydawało mu się, że jego matka jest pisarką i autorką „Karuzeli Snów”. Głównie dlatego, że jego kostium przypominał królika z ilustracji tej książki. Potem skojarzył nawet więcej faktów i był przekonany, że ma rodzinę, nazwisko „Orange” i że jego marzeniem także było pisanie. W sensie, zanim z jakiegoś sposobu trafił do Rêve.

A skoro tak, to spotkania parki ewoluowały z klubu czytelniczego na warsztaty pisarko-ilustracyjne. Lyon przynosił bowiem Emmie do przeczytania i ocenienia swoją własną bajkę o króliku o imieniu Lyon (co znaczy lew), który uratował swoją wioskę, a potem przemienił się w konstelacje gwiazd w nagrodę za bohaterskie poświęcenie. To ten… No… Nic ciekawego? MC się jednak podobało i była zachwycona. Do tego stopnia, że zasugerowała Lyonowi by skontaktował się ze swoją matką i opowiedział jej o wszystkim. Jakby bowiem tak się zastanowić, to przecież kobieta szukała go pewnie od 3 lat. Na dodatek nie musiał się już obawiać, że po zdjęciu klątwy nie będzie miał domu, do którego mógłby wrócić, co – przynajmniej początkowo – napawało go w fabule strasznym lękiem.

Tylko że całe to wysłanie listów doprowadziło do nowej chryi. Pani Orange odpisała krótko: że jej syn nie żyje, ktoś zrobił jej niesmaczny żart i by zostawić jej rodzinę w spokoju. Potem Arnaud także to potwierdził, bo jako dziennikarz przejrzał po prostu artykuły z tamtego okresu i znalazł odpowiednie wywiady, w tym ten, w którym pisarka przyznała, że nie będzie już tworzyć, bo robiła to głównie dla syna, a później żałoba odebrała jej jakąkolwiek radość z tworzenia. Na koniec zaś Hugo także wziął młodych „na dywanik” i wyjaśnił im więcej.

Tak, Lyon nie żył. To dlatego jego duch działał inaczej niż reszty pracowników – bo ci znajdowali się tylko, w czym w rodzaju śpiączki/stanu krytycznego. O ile więc dla reszty, po zdjęciu klątwy, była jakaś szansa, że się przebudzą i wrócą do dawnego życia, o tyle po zniknięciu La Foire du Rêve, naszego Lyona faktycznie nie czekało nic. Poza reinkarnacja, niebem, limbo, Valhallą, nicością, czy cokolwiek istniało po drugiej stronie w tym świecie. Emma odkrywa zatem, że dyrektor zataił przed nią bardzo ważny szczegół, bo nie chciał, by mu odmówiła i nie zrezygnowała ze zdjęcia klątwy. Co zresztą było słuszną dedukcją, bo poznawszy prawdę, dziewczyna przestaje praktykować magię. Na tym etapie MC wie już, że zakochała się w Lyonie za to jaki był spokojny, dobry i zajączkowaty. Nie chciała więc przykładać ręki do jego… no, zgonu. Tym razem permanentnego.

Niby w międzyczasie spotkała się z jego matką i przekazała jej ukończoną przez Lyona książkę, okłamując ją, że jest dawną przyjaciółką z czasów, gdy chłopak przebywał w szpitalu, ale tak naprawdę chciała potwierdzić, że sytuacja jest tak beznadziejna jak wszyscy jej przedstawiali. W zamian za bajkę, MC dostała od kobiety zdjęcie zmarłego syna. W czym mnie zdziwiło, że w ogóle została przyjęta przez rodzinę Orange. Wyobraźcie sobie bowiem, że dostajecie list, który uważacie za podły żart, a niedługo potem pojawia się jakaś obca dziewucha i mówi wam, że ma jeszcze książkę zilustrowaną i napisaną przez nieżyjącego od 3 lat chłopaka. No, ale pani Orange jest ewidentnie mniej paranoiczna i podejrzliwa ode mnie.    

Ale po co o tym w ogóle wspominam? Ano dlatego, że prowadzi nas to wszystko do dość nieoczekiwanego finału. Emma postanawia, że użyje zdjęcia i wykradzionego z namiotu Hugo grymuaru, aby… wskrzesić Lyona. Ceną za to miały być jej wszystkie wspomnienia, albo nawet życie, ale uznała, że warto. Nieważne, że dyrektor ją przestrzegał, że nie miała dostatecznych skilli magicznych, że całe La Foire du Rêve mógł trafić szlag, że nie znali konsekwencji na szerszą skalę.Nastolatka postawiła na swoim, przywołała jakieś straszliwe tornado, bo straciła kontrolę nad magią, i to Lyon musiał się do niej przedrzeć przez wichurę i przekonać ją, że czas odpuścić. Że skoro się kochają, bo wyznali sobie to tydzień wcześniej i wymienili buzi-buzi, to na pewno się spotkają w swoim ulubionym miejscu, więc Emma musi na niego po prostu poczekać. A skoro tak, to MC przekierowuje zaklęcie w tryb zdjęcia klątwy i zapada fabularna kurtyna…

Po napisach z listą płac, której nie można za cholerę przewinąć, spotyka nas jeden z dwóch endigów:

W złym zakończeniu Emma odkrywa, że są z Lyonem w parku sami, bawią się świetnie, nikt im nie przeszkadza i ogólnie ich romans trwa w najlepsze… tyle że potem dowiadujemy się, że tak naprawdę MC leży w śpiączce w domu Arnauda, a ten rozpacza, że nie zdołał jej ochronić, Crier (który nota bene przytachał mu nieprzytomną Emmę) gdzieś zniknął, wesołego miasteczka już nie ma, a żaden medyk nie potrafi pomóc.

W dobrym zakończeniu scenarzyści uznali, że logika nie jest nikomu potrzebna, skoro ważniejsze jest, aby Lyon i Emma byli razem. Jakimś cudem, po roku, Emma faktycznie spotyka na wzgórzu, gdzie podziwiała z nastolatkiem gwiazdy, jego żywą kopię. Z tą różnicą, że nowy Lyon jej nie zna, nigdy nie był chory, ma się świetnie i znowu piszę książkę… A skoro tak, to zaczęli się widywać, coraz częściej i częściej, aż ponownie zakochują się w sobie i nieważne, że tylko MC, i scenarzyści, i my – niewinne ofiary, znamy sekret z przeszłości. W sensie, że to wszystko już kiedyś miało miejsce, więc teraz tylko podążają śladami wydeptanymi na piasku.

A to prowadzi nas do mojej oceny i jakiegoś podsumowania. Powiem szczerze, że na początku byłam na 100% przekonana, że Lyon jest po prostu ożywioną lalką. Że stworzyła go magia Emmy, bo w ścieżce Hugo identyczny królik pojawiał się w ramionach dziewczynki z czasów, gdy była jeszcze szkrabem i mieszkała w wesołym miasteczku. Potem miałam nadzieje, że może to jakiś zbłąkany duch, który tylko uważa, że jest synem pisarki, ale nie… Ta fabuła była tak prosta i przewidywalna, jak się tylko dało. Na dodatek nastawiona na to, że wyciśnie z nas łzy, ale mnie nie zdołała wzruszyć.

Dlaczego? Bo nie zbudowałam z Lyonem żadnej empatycznej więzi. On był tak nierealistyczną i wyidealizowaną kreacją, że faktycznie uważałam go za jakiś ożywiony, literacki twór. Dzieciak nie miał żadnej złej cechy. Był kochany, miły, pełen poświęcenia, stawiających wszystkich i wszystko na pierwszym miejscu. Nawet gdy odkrył, że jest martwy, to znajdował w sobie siły, by pocieszać Emmę i tłumił łzy pod kostiumem. A mnie to bardziej drażniło niż poruszało, bo miał dosłownie być przeznaczoną na rzeź owieczką. Zero pretensji do świata, poczucia niesprawiedliwości, szukania próby ucieczki. Nosz dosłownie Lyon pojawił się, by oczyścić ludzkość z grzechów.

I wiecie co? Nawet to jakoś bym przełknęła, gdyby ta ścieżka nie miała happy endingu. Spotykałam się już z tym w grach otome, zwłaszcza gdy wykorzystywano archetyp byoukidere, i wtedy strata naprawdę potrafiła mnie uderzyć. Tymczasem tutaj, w wyniku jakiegoś magicznego muble jumble, które nawet nie zostało nam do końca wyjaśnione, Lyon nie tyle został wskrzeszony, co cały świat zresetował jego los. Co było tym bardziej dziwne w kontekście informacji od Hugo. Dyrektor twierdził bowiem, że do rytuału wskrzeszenia potrzebne są zwłoki zmarłego i mag musi zapłacić ogromną cenę. Nie został więc spełniony żaden z tych warunków, bo MC nic się nie stało, a Lyona nikt nie musiał wykopać. Chyba że za koszt zaklęcia uznamy wspomnienia dzieciaka, ale wtedy… co za ryzyko dla rzucającego? Hugo nie doczytał czegoś dodanego małym druczkiem, czy jak? Co powstrzymywałoby wiedźmy, aby częściej bawić się w nekromancje? Bo jak dla mnie ta zapłata była żadna. Jakby Urząd Skarbowy się zainteresował, to płatności są po stronie odbiorcy XD.

Ogólnie ludkom recenzentom, z tego co sprawdziłam na najpopularniejszych blogach, ta ścieżka bardzo się podobała. (Chociaż zawsze biorę poprawkę, że może bardziej podobało im się wynagrodzenie od wydawcy XD). Możliwe więc, że to tylko ja mam takie skamieniałe serce i do Was historia Lyona trafi. Mnie chyba jednak rozczarowała jeszcze bardziej niż poprzednie, bo tamte trzymały się chociaż jakiś własnych, ustalonych i naciągniętych zasad – a to wciąż jakieś reguły! Tutaj jednak nawet się tym nie kłopotano. Dlatego ja takiemu rodzaju opowieści mówię stanowcze nie. Nie chcę sama snuć potem teorie spiskowe, aby rozkminić jakim cudem NPC ocalał, chociaż nie powinien. Takie odpowiedzi powinny być dostarczone przez scenarzystów. 

Amnezja, Byoukidere, Cyrkowiec / Klaun / Akrobata, Genso Manège, Królik, Pisarz, Przemiana w człowieka, Suzuki Yuuto

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Cześć, jestem Hina! Prowadzę bloga od 2019 r. Jeśli podoba Ci się, co piszę, zostaw komentarz i wpadnij ponownie. Dziękuję za odwiedziny!

Moje ID

Chcesz pograć wspólnie albo pogadać? Znajdziesz mnie na:

Steam

Discord

Love&DeepSpace: 83000453341

KAWKĘ DAJ BLOGGEROWI...

Postaw kawę

Chociaż pisanie o grach sprawia mi dużo przyjemności, to jednak czasami koliduje z codziennymi obowiązkami.

Jeśli podoba Ci się, co tworzę i chcesz okazać mi wsparcie, baaardzo dziękuję za postawienie kawy. Porządna dawka ciepłego naparu rozgrzeje mi serducho i pomoże mi utrzymać bloga jak najdłużej.

Ta strona nie jest sponsorowana przez żadną firmę ani nie jest finansowana z żadnego innego źródła poza moimi własnymi środkami.

Spoiler alert!

Na blogu znajdują się dwa typy recenzji: gier (pozbawione spoilerów) i ścieżek/postaci (ze streszczeniami i spoilerami).

© 2026 Otome 4ever | Powered by Superbs Personal Blog theme