(…) Śledź losy Emmy, która walczy o odzyskanie swoich magicznych mocy, aby pomóc wyjątkowej grupie postaci uwięzionych w magicznym, wędrownym parku rozrywki. Po stracie pamięci w wypadku w dzieciństwie, Emma musi na nowo odkryć swoją przeszłość poprzez miłość i przyjaźń w tej zachwycającej, onirycznej, fantastycznej grze Otome. (źródło: strona wydawcy)
- Tytuł: Genso Manège
- Oryginalny tytuł: 幻想マネージュ
- Data wydania: JP: 2020-01-30 / EN: 2025-01-31
- Developer: LOVE&ART
- Wydawca: LOVE&ART & MAGES. Inc. & PQube
- Pełen dźwięk: japoński (PC & Switch)
- Napisy: angielski
- Rozszerzenia i powiązane tytuły: –
Linki
- Walkthrough: Genso Manège
- Official Site
- Ending: „Kyoumei ~Résonance~”, Matsuzawa Yumi & „Mata Aeta ne”, Hi!Superb
- Opening: „Histoire du Rêve”, Sasaki Rico
Bohaterowie
Główna postać:
![]() | Emma Nastoletnia wiedźma, która w wyniku traumy z przeszłości straciła swoje moce i pamięć. |
Ścieżki/Love Interest:
![]() | Hugo Właściciel parku, który zachwyca charyzmą i elegancją, ale skrywa smutną tajemnicę. <<RECENZJA>> |
![]() | Serge Stoicki księgowy, który łatwiej dogaduje się z liczbami i wykresami niż z ludźmi. <<RECENZJA>> |
![]() ![]() | Crier Żongler marzący o tym, by pocieszać występami potrzebujących. Typowy tsundere o ciętym języku. <<RECENZJA>> |
![]() | Lyon Młodzieniec uwięziony przez magię w stroju pluszaka. Kocha książki dla dzieci i ma złote serce. <<RECENZJA>> |
![]() ![]() | Luciole Inżynier, który nie radzi sobie z ludźmi, nie chce opuszczać parku i nie uważa, że magia przynosi tylko smutek. <<RECENZJA>> |
![]() | Arnaud Przyjaciel Emmy, który wychowywał się z nią niczym brat. Ukrywa nieodwzajemnioną miłość do MC. <<RECENZJA>> |
Ocena ścieżek: (*♡∀♡) Hugo ⊳ Crier ⊳ Serge ⊳ Arnaud ⊳ Lyon ⊳ Luciole (ᗒᗣᗕ)՞
Recenzja
Genso Manège to gra, która bardzo długo wisiała na mojej liście wstydu. Nie zrozummy się źle, uważam, że jest ładna, nawet bardzo ładna, ale wolę zwykle historyczne smuty albo dark fantasy, a tu odstraszały mnie nieco pastelowe klimaty. Skoro jednak tytuł ten miał angielską premierę w 2025 roku, to uznałam, że nie ma co dłużej tego odkładać i czas wreszcie nadrobić zaległości. No to chwyciłam za Switcha i zabrałam się za czytanie, bo też ciekawiło mnie zapoznanie się z otomką, która była dużą, komercyjną produkcją, ale nie pochodziła od Otomate. Za Genso Manège odpowiada bowiem studio LOVE&ART., które do tej pory było mi absolutnie nieznane. W sensie, wiem, że stworzyli potem coś o zarządzaniu zespołem muzycznym pt. B-PROJECT RYUSEI*FANTASIA, ale poza plotkami i reklamami, niewiele o tym wiem.
No dobra! To o co, tak na speedzie, w Genso Manège głownie chodzi? Ano jest sobie 17-letnia Emma, która żyje w czymś w rodzaju… magicznej Francji? Chociaż nie mam pojęcia, który to miał być wiek. Chyba początek XX, ale macki sobie uciąć nie dam, bo tam niewiele rzeczy do siebie „czasowo” pasowało. W każdym razie dziewczyna cierpi na odpowiednik otomkowego kataru, czyli amnezje. Wie, że straciła bliskich w wyniku strasznego wypadku z dzieciństwa, wychowuje się pod dachem przybranej matki i jej syna, raczej wstydzi się wychodzić na zewnątrz, ah, no i zapomniałam o najważniejszym. Emma dysponuje magią, a dokładniej to jest wiedźmą – po matce. Tyle że nie wolno się jej do tego przyznawać publicznie, bo mogłoby to wzbudzić panikę wśród ukochanych sąsiadów i rozpocząć masowe polowania. (W czym we Francji było to akurat popularne zajęcie, ale tak do XVII wieku. Jakby kogoś to ciekawiło).
Pewnego dnia Emma spotyka jednak faceta o imieniu Hugo, który jest dyrektorem niezwykłego parku rozrywki – La Foire du Rêve. Jest tam pełno atrakcji, automatów, występów – i widok ten pobudza coś we wspomnieniach dziewczyny. Zwłaszcza że główna karuzela parku – tytułowa manège – wygląda dokładnie tak, jak jej pamiątka-katarynka po zmarłym ojcu. No to czego potrzeba więcej, aby Emma zechciała się z obsadą Rêve zaprzyjaźnić? Ale to nie wszystko: MC dowiaduje się od Hugo, że wszyscy pracownicy tego miejsca cierpią w wyniku klątwy. Nie mogą opuścić granic parku i tylko ona – jako rasowa wiedźma – może im w tym pomóc.
Tak w skrócie przedstawia się główne założenie fabularne, z czego wprowadzenie do opowieści ogranicza się do 4 wspólnych rozdziałów, coś w rodzaju common route, a potem dzieli na ścieżki jednego z 6 love interest, po kolejne 4 rozdziały. Co daje nam w sumie 8 do przejścia per osobę, bo common route nie da się pomijać.
Tym głównym i zarazem chłopcem z plakatu jest, oczywiście, Hugo, bo to on wplątuję Emme w najważniejszy problem. Dodatkowo dziewczyna może zawalczyć o serce mrukliwego księgowego – Serge, tsundere żonglera – Criera, uwięzionego w stroju królika – Lyona, magicznego inżyniera – Luciole i wreszcie, swojego przybranego brata, dziennikarza Arnauda, który nie chce, by MC używała magii. Bo się o nią boi. I ma ku temu słuszne powody.
Każda z opowieści panów ma po dwa zakończenia: Amour – które możemy uważać za te pozytywne i pełne miłości oraz Rêve – czyli tragiczne, w którym faktycznie dochodzi czasami do drastycznych zwrotów akcji, w tym do zgonów, pomimo tego, jak kolorowa i bajkowa wydaje się na pierwszy rzut oka ta gra. Na szczęście, tym razem, oszczędzono nam nagłych, krótkich i brutalnych death endingów, więc od razu wiecie, że tylko jedna odpowiedź w dialogu jest poprawna, a jak wybierzecie za dużo złych, no to nastawcie się na zakończenie Rêve. Samo śledzenie postępu ułatwia nam dostęp do Love Catch System.
W rzeczywistości jednak fabuła Genso Manège nie ucieka od trudnych tematów – nawet takich jak choroba, żałoba, czy zdrada najbliższych – chociaż robi to z takim se wdziękiem. Nie będę bowiem udawała, że byłam fanem sposobu, w jaki poprowadzono tu narracje. Co dokładnie mam na myśli? Ano to, że twórcy sugerują nam, abyśmy zaczęli przygodę od ścieżki Hugo… która spoileruje każdą inną opowieść w grze. (●´⌓`●) Dosłownie. Często nie ma tam już żadnej, innej tajemnicy i po prostu poznajemy te same wydarzenia czy problemy z nieco innej strony. Był więc to dla mnie zabieg maksymalnie dziwny i sprawiający, że miejscami się nudziłam. Musiałam bowiem czekać, aż Emma dowie się o tajemnicach, które były mi już dawno doskonale znane. Na dodatek wałkowane także w innych ścieżkach. Z drugiej strony nie przychodzi mi na myśl żaden sposób, w jaki można by to naprawić bez gruntownego przepisania całości, bo zmiana szyku przechodzenia ścieżek nie wydaje się mieć większego sensu i niewiele uratuje…
Kolejnym problemem, który strasznie mnie irytował, było to, że w przypadku połowy love interest wykorzystano dokładnie ten sam motyw nawiązania relacji. A dokładniej to Serge, Crier i Luciole nie chcą mieć z dziewczyną wiele wspólnego, mówią jej przykre rzeczy i chcą się skupić na swojej pracy… więc Emma z jakąś masochistyczną skłonnością zaczyna ich prześladować. Przeważnie przekupywać jedzeniem. Nie zmienia to faktu, że po raz kolejny zaczynałam się nudzić, bo ileż razy można wałkować to samo? Zwłaszcza że panowie cholernie przypominali mi obsadę innego, otomkowego tytułu – Code: Realize ~Guardian of Rebirth~, tylko w uproszczonym wydaniu. Dlatego Emma łazi za nimi, biadoli, że chce mieć super relacje, zaczyna im usługiwać, przynosi obiadki, trochę się upokarza, aż wreszcie, WRESZCIE, oni powstrzymują swoje burackie zapędy. Przeważnie są bowiem albo chłodni albo wprost niemili i agresywni. (Dordzy czytelnicy, nie róbcie tego w domu, jeśli ktoś mówi Wam NIE, to nie zamawiajcie na Allegro łomu i nie wbijajcie mu na chatę przez okno…).
Zresztą, co tu dużo ukrywać, miałam cholerny problem z polubieniem nie tylko love interest, bo dla mnie byli trochę za płascy, jak i z samą MC. Głównie dlatego, że to kolejna, wręcz stereotypowa bohaterka gier otome, która faktycznie zachowuje się jak zahukana nastolatka. Mnie zaś z wiekiem coraz trudniej się takim postaciom kibicuje. Zwłaszcza gdy sami panowie zaczynają jej wytykać, że jej ofiarność, dobroduszność i przepraszanie za oddychanie wykracza poza normalną skalę. (A już na pewno nie pomagało to, że niektórzy z love interest byli naprawdę w stosunku do niej starzy, co ze względu na setting pseudo historyczny nie powinno mnie ruszać, ale wkurzało mnie, jak żartowali, że trafiła im się super młódka niczym wujaszek Stefan na weselu z wódeczką. Ehhh…).
Czyli co? Będę twierdziła, że Genso Manège ma tylko wady? Zdecydowanie nie, bo przede wszystkim produkcja jest dość ładna, ma fajnych seiyuu, a i historia, chociaż bardzo prosta, może niektórych urzec właśnie przez swoją bajkowość i pozytywny czar. Przypominała mi przez to nieco takie tytuły, jak Beast and Princess albo Radiant Tale, więc widzicie sami, że raczej ciepłe klimaty. Zaskakującym, ale miłym rozwiązaniem, było też wprowadzenie neutral route – czyli Dénouement. Po ukończeniu wszystkich wątków w grze dostajemy coś w rodzaju ścieżki przyjaźni, gdzie jeszcze raz przedstawiono nam całą główną fabułę, ale w tej wersji Emma nie wybrała żadnego love interest na swojego partnera i z wszystkim na idealne relacje. Czyli gdyby kiedykolwiek pokuszono się o fandisk i nowych bohaterów, to twórcy mają doskonałe punkt odniesienia. Chociaż warto wspomnieć, że pierwotnie Genso Manège ukazało się w Japonii w 2020 roku, więc jeśli pracowano by nad DLC to raczej już byśmy o nim wiedzieli. Z drugiej strony, zwłaszcza ostatnio, naprawdę archaiczne tytuły otrzymały dodatki po latach, np. takie Steam Prison, więc cholera wie?
Jeśli chodzi o inne, dodatkowe atrakcje, to nie dostajemy tu flow charta, ale zwyczajowo poprawne odpowiedzi nabijają nam sympatię u konkretnych love interest, co prowadzi do odblokowywania ich ścieżek albo endingów. Po ukończeniu ścieżki, w zakładce Extras, pojawi się też karta danej postaci z jej różnymi statystykami i upodobaniami, np. co lubi jeść, jakie ma hobby, albo co myśli o MC, a także after story z perspektywy love interest w formie dodatkowego epilogu z romantycznym CG. W czym podkreślę, że jeśli chodzi o romans, to Genso Manège jest produkcja bardzo stonowaną. Zwykle w okolicach endingu, parka pozwala sobie na jakieś buzi-buzi, ale twórcy ewidentnie celowali w niższą kategorię wiekową. Nie spodziewajcie się zatem nie wiadomo czego w tym zakresie.
Z innych dobrodziejstw to w Genso Manège pojawia się także galeria, możliwość zobaczenia listy zakończeń, dostęp do soundtracku, a także pewna zupełnie niepotrzebna mini gra. Dokładniej to pomiędzy rozdziałami opowieści wciśnięto scenki, w których Emma niby praktykuje magie, co jest oparte na mechanizmie łapania gwiazdek na ekranie. Pewnie na dotykowym działałoby to lepiej, ale na Switchu było dość topornie. Ciężko wajchami goniło się za tymi gwiazdkami, no i sama zabawa nie była zbyt ekscytująca (zapraszam do zerknięcia na screena). Na szczęście można było ten etap bez wyrzutów sumienia przewijać i nie wpływał on w żaden sposób na zakończenie. Była więc to raczej zapchaj-dziura niż atrakcja. Być może zaprojektowana z myślą o mobile, a potem porzucona.
Skoro zaś już gadam o stronie technicznej, to o ile w grach zwykle przymykam oko na takie rzeczy jak wadliwe łamanie tekstu, czy źle ucięte słowo, bo raczej nie psują mi odbioru, tak tym razem muszę jednak poskarżyć się na bug. Z jakiegoś powodu nie wszystkie odblokowane CG wskakują do galerii i czasami trzeba przejść dany fragment ponownie, by wreszcie obrazki znalazły się we właściwym miejscu. W każdym razie przytrafiło mi się to na Switchu 3 razy, z czego na Steamie widziałam również komentarze, iż gra potrafi wywalić czarny ekran, więc chyba do tej pory tego nie naprawiono?
Nie macie też co liczyć na opcje „przeskoku do następnego wyboru”, ale możecie wyłączyć portret MC (jeśli komuś to przeszkadza), zmienić jej imię (chociaż wtedy nie będzie czytane), a nawet odpalić sobie komentarze seiyuu, którzy będą opowiadać, jak grało się im daną postać i pozdrawiać fanów.
Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że Genso Manège to przyzwoita gra… tylko że nie dla mnie. Jednak dziury logiczne zbytnio kłuły mnie w oczy, zachowanie antagonistów i protagonistów często jawiło mi się jako irracjonalne, Emmie trudno się kibicowało, a niektórzy love interest najzwyczajniej mnie nie obchodzili. Szczerze? Chyba liczyłam, że bardziej skupimy się na tym całym parku, będziemy badali jego kolejne sekrety, tajemnice, że za tym wszystkim stoją inne zagadki… a tak naprawdę odpowiedź była zawsze ta sama. Na dodatek już podana nam na tacy w ścieżce Hugo, czyli tej pierwszej.
Jeśli więc coś z mojej przygody z tym tytułem zapamiętam, to raczej niezwiązane z grą fakty XD. Na przykład, że karuzela po francusku to manège. W czym już sama doczytałam sobie, że jej początki sięgają XVII wieku, kiedy to na dworze Ludwika IV chciano praktykować konne potyczki bez narażania na szwank wierzchowców. Trzeba więc było wymyślić ich odpowiednik. Tak naprawdę jednak to późniejsze lata nadały je kształt, jaki znamy, czyli goniących się, drewnianych zwierząt. Ale parafrazuję za wikipedią. Nie wierzcie mi na słowo.
I to by było na tyle. Genso Manège szybko zniknie z mojej pamięci i pewnie za rok niewiele już będę w stanie Wam o nim powiedzieć, ale taka sytuacja ma też pozytywną stronę. Oznacza to bowiem, że nie żegnam się z tytułem z jakąś większą traumą, nawet jeśli czasami trochę face plamów padło na moje biedne, pomarszczone troskami życia czoło. Kurtyna.
Lista płac
Reżyser: Ishikawa Ayano
Artyści/Ilustratorzy: Meij
Scenarzyści: Amemiya UtaSub, Fujitani Touko, Suehiro Ayano, Tayama Nami
OST: „Mata Aeta ne”, Hi!Superb, „Kyoumei ~Résonance~”, Matsuzawa Yumi & „Histoire du Rêve”, Sasaki Rico
Kompozytor: Abo Takeshi (BGM & sound effects), BigBoom „Mata Aeta ne” & Chiba „naotyu-” NaokiOP









