Milcząca protagonistka szuka w zaświatach pracy jako egzekutor bogów dla Gokurakudou. Jej przewodnik – lalka Yoruichi – wydaje się nią podejrzanie zainteresowana. Co łączy tą dwójkę i jaki cel naprawdę przyświeca dziewczynie?
- Tytuł: Sekimori Gami ~Saien~
- Oryginalny tytuł: 関守神
- Data wydania: JP: 2022-12-29 / EN: 2025-04-17
- Developer: SHIONO
- Wydawca: VNka & Studio Sputnik & MBA International
- Pełen dźwięk: japoński (Switch)
- Napisy: angielski (maszynowe tłumaczenie)
- Rozszerzenia i powiązane tytuły: Sekimori Gami ~Saien~ DLC
Linki
- Walkthrough: Sekimori Gami
- Official Site: –
- Ending: Mukae Youko „Ano Hi no Yakusoku” & Kobaken Film „Sangatsu no Orange”
- Opening: Take off Tone works „Toratsumugi”
Bohaterowie
Główna postać:
![]() | Yuki Była bogini, która udaje się do zaświatów z tajemniczą misją wymagającą od niej zebrania dużej sumy pieniędzy. |
Ścieżki/Love Interest:
![]() | Yoruichi Lalka, która pomaga protagonistce polować na bogów w zaświatach. |
![]() | Tsukiomi (tylko DLC) Rywal Yoruichiego, który z stara się naśladować wszystko, co ten robi. |
Recenzja
Sekimori Gami ~Saien~ przyciągnęło mnie zasadniczo dwiema rzeczami w opisie: połączeniem haseł yandere i horror. Bo tak, czasami lubię się bać, a produkcje takie jak Homicipher pokazały, że niekiedy „od przerażenia do zakochania jeden krok!” – jak śpiewano w popularnej piosence z lat 70-tych. Czy jakoś tak. Nie musicie mi wierzyć na słowo, że to cytat 1:1. W każdym razie z reklamy stworzonej przez twórców brzmiało to obiecująco, a że za oknem mrok i plucha, to lepszy czas na ogarniecie takiego tytułu szybko by się nie zdarzył.
No to skusiłam się, gdy Sekimori Gami Saien było na wyprzedaży i dzięki bogom/kami czy czemukolwiek, że podjęłam taką decyzję, bo jakbym dała za ten produkt pełną cenę, to pewnie plułabym sobie w brodę. Dlaczego? Ano, z kilku powodów.
Po pierwsze Sekimori Gami ~Saien~ wyszło kiedyś (w 2022 roku) jako darmowa gra, co samo w sobie jest miłym gestem od developerów. Potem jednak zaczęły ukazywać się kolejne edycje, coraz bardziej „rozwijane”, ale nie zmieniło to faktu, że do ukończenia całości potrzeba jakiś 3 h. Nie jest więc to zabawa na długi czas. Na dodatek, bez znajomości japońskiego, absolutnie niemożliwa do zrozumienia. Wydawcy bowiem pokusili się na maszynowe tłumaczenie, a to jest tak koślawe, że naprawdę trudno cokolwiek złapać z kontekstu, bo mylone są osoby, pojawiają się losowe słowa, albo dziwaczne stawki, np. zwracanie się do MC per „good boy”… Stąd przez większość gry rozpaczliwie wsłuchiwałam się, co mówią aktorzy, bo bez tego absolutnie bym nie ogarniała, co się w tej fabule dzieje.
Po drugie, skoro coś darmowego postanowiono nam teraz sprzedać, no to wypadałoby ten content nieco „utuczyć”. I ponownie zdecydowano się na bardzo kontroweryjny zabieg. Otóż do jednego tytułu wpakowano jakby dwie wersje tej samej gry. Pierwsza, starsza, oznaczona w menu jako „Normal” to historia, w której twarz protagonistki zasłonięta jest jakimś materiałem i w której niektóre aspekty jak ślina czy łzy są w innym miejscu na CG. Ma to niby nam ułatwić self-insert i dać bardziej „kobiecą” perspektywę. Druga, czyli „Advance” to dosłownie ta sama opowieść, ale tym razem nasza MC ma ryjek, a ja się jakiejś większej pikanterii w tej „męskiej” edycji nie dopatrzyłam… Wybaczcie mi, ale nie mam chyba odpowiednich kompetencji, by stwierdzić jaka jest płeć fabuły w momencie, gdy wydzielina gębowa jest na prawym czy na lewym policzku…
Co gorsza, aby uzyskać dostęp do epilogów – które kupujemy osobno w ramach DLC i kosztują tyle samo co główna gra, chociaż są o połowę krótsze! – musimy ukończyć całą główną historię dwukrotnie, i jako normal, i jako advance, bo inaczej się nie odblokują. Nie muszę chyba mówić, że po prostu dużo przewijałam? I bardzo psioczyłam na lenistwo wydawców oraz sztuczne wydłużanie gry? Dosłownie widziałam, jak życie mi ucieka przez palce. W tym to nie tak, że tego DLC jakoś rozpaczliwie potrzebujecie. Już wyjaśniam dlaczego:
Fabuła Sekimori Gami ~Saien~ opowiada o byłej bogini (o domyślnym imieniu Yuki – można zmienić), która udaje się w zaświaty z tajemniczą misją. Nie wiemy, o co w zasadzie chodzi, bo bohaterka, czyli ~300 letnia dziewoja w stroju japońskiej uczennicy, paradoksalnie nic nie mówi. I to nie tak, że jest niema. Po prostu jej wypowiedzi to „……” i to od NPC-ów dowiadujemy się, co kryło się za tymi enigmatycznymi kropkami. Na zasadzie: „Ah, więc chciałabyś pójść do X i kupić Z?” albo „Czyli uważasz, że musimy zrobić to i to?”. A mnie aż brakuje słów, by opisać, jakie to było frustrujące. Zwłaszcza w scenkach, gdzie niby Yuki przekonuje kogoś do swoich racji. Bo ja już naprawdę przeboleję to, że nie zatrudnia się żeńskich aktorek (a szkoda!), ale już wykropkowywanie ich wypowiedzi to nowy poziom wyzwania. Ehhh…
W czym z postaci pobocznych – tych istotnych – jest tylko kilka. Nasza MC kontaktuje się bowiem w zaświatach z bezgłowym (dosłownie) właścicielem sklepu/gildii o Gokurakudo, od którego bierze zlecenia na eliminacje złych bogów. A czemu? Bo Yuki musi uzbierać w krótkim czasie dużo zaświatowej kasy. A pomagać jej mogą w tym dwie „lalki”, czyli ludzie, którzy z jakiegoś powodu trafili „na drugą stronę” i teraz nie mogą jej opuścić.
Pierwszym z love interest jest więc naturalnie Yoruichi, lalka, która znała się z MC w przyszłości, a której uczucie do bohaterki, to w sumie cała fabuła głównej gry. Nie ma tu osobnej ścieżki czy flow charta. Ot, Sekimori Gami Saien to nic innego jak opowieść o romansie Yuki i Yoruchiego. (Pod warunkiem, że dotrzemy do szczęśliwego finału).
Drugi love interest (dostępny tylko w DLC) to również lalka, czarnowłosy, nihilistyczny Tsukiomi, który tak bardzo zatracił swoje człowieczeństwo, że w zasadzie nie czuje już nic.
Obaj panowie mogą pomagać naszej MC, obaj są nią żywo zainteresowani, i obaj kończyli przyspieszony kurs z yanderyzmu. W czym nie jest to żaden spoiler, bo ta gra krzyczy na nas, że będzie toksycznie w zasadzie już od prologu. Dlatego – bez obaw! Niczego Wam nie zepsułam.
Całość opowieści składa się z 4 rozdziałów, w których trakcie Yuki będzie pokonywać kolejnych bogów, a my dowiemy się, o co chodzi Yoruichiemu oraz na co ma być wydana ta cała kasa. W czym do odblokowania jest przed nami 12 zakończeń i tylko jedno to happy ending. Cała reszta to różne dowody na to, że nie warto wkurzać zaburzonych lalek. Co chyba jest najbardziej horrorowym aspektem tej gry, I guess? Ah, no i jeśli połasimy się na DLC, to stanowi one bezpośrednią kontynuację dobrego zakończenia i domyka parę porzuconych wątków, np. losy rodziny Yuki oraz kuzyna Yoruchiego – Ryujiego. Wprowadza też mini-chibi-niby ścieżkę oraz 4 alternatywne zakończenia dla Tsukiomiego, który w grze podstawowej pojawia się tylko na jakieś 5 minut. Trzymajmy się jednak tego, że to druga opcja romansowa… Trochę na wyrost, wiem.
Poważnie, nie ma tu się za dużo co rozpisywać nad opowieścią. Widać, że twórcy może i mieli jakiś pomysł oraz chcieli, aby świat przedstawiony jawił się jako okrutny i naszpikowany demonami, ale wszystko zostało pokazane w tak skondensowany sposób, że nie da się tym w żadnym razie nacieszyć. Na dodatek Yuki to postać tak drewniana (już pomijając te nieszczęsne dialogi), że moim zdaniem to raczej ona powinna być lalką. Na dodatek taką do igraszek, dla Yoruchiego. Bo w zasadzie bycie jego trochę bezwolnym love targetem to już jedyna funkcja, jaką fabuła dla niej przewidziała.
Oczywiście, aby nie było, nie uważam, że ta gra ma tylko wady. Na pewno zaskakuje ilością CG (i w wersji z maską, i bez) oraz tym, że aktorzy głosowi naprawdę się starali. Jasne, jakość nagrań jest taka se i zwłaszcza Tsukiomi brzmi, jakby czytał swoje kwestie z wnętrza studni, ale nie można odmówić im zaangażowania czy talentu. Gra ma także całkiem rozbudowaną animacje w opendingu i endingu, co przy tak niszowych tytułach raczej się nie zdarza. Potrafię też wyobrazić sobie, że zwolennicy bardziej organicznego podejścia do fizyczności czy po prostu pewnych „yandere tradycji” z radością powitają fakt, że zarówno Yoruichi, jak i Tsukiomi dokładnie wiedzą, czego chcą, a moralne opory bynajmniej nie stoją im na drodze.
Trudno jednak z czystym sumieniem polecić mi grę, która w moim odczuciu zdecydowanie ma zbyt wygórowaną cenę, a na dodatek, mimo iż niby jest dostępna po angielsku, dla wielu z odbiorców będzie po prostu niegrywalna. Wiem, że niektórzy z Was mogą pomyśleć, że dadzą sobie radę z maszynowym tłumaczeniem, ale jeszcze raz ostrzegam, że jest ono naprawdę nędzne i nie wyobrażam sobie, by bazując tylko na nim, dało się zrozumieć cokolwiek. Nie to, że fabuła jest bardzo skomplikowana, ale mimo wszystko. Jakichś plot twist tam jest, jakieś smutne backstory, jakieś kłamstewka i tajemnice do wyznania… Co jest o tyle istotne, że praktycznie każdy wybór w tej grze prowadzi do jakiegoś endingu – ale tu z pomocą może przyjść Wam moja solucja. W czym nie ukrywam, że powstawała ona w mękach.
Przechodząc do podsumowania: Sekimori Gami ~Saien~ obiecuje więcej niż ma do zaoferowania. Jasne, jeśli ktoś naprawdę kocha yandere, to można uznać, że właśnie kogoś takiego jak wspomniane lalki, brakuje mu na jego liście bishów do wielbienia w tym roku, ale raczej bym się na to nie nastawiała. Ani panowie nie są na tyle interesujący, ani ładnie przedstawieni. Jeśli – tak jak ja – szukaliście czegoś podobnego do koreańskiego Nameless: The one thing you must recall, to prędzej ponownie odpalę sobie tamtą grę, niż kiedykolwiek wrócę do Sekimori Gami ~Saien~. A już z pewnością nie zatęsknię za Yuki. Aby był 100% horror, musi być też nastrój, nie wystarczy tylko narysować potwory, i tego moim zdaniem w produkcji zabrakło. Pokraczni bogowie czy demony nie przestraszą widza ani nie zaciekawią swoją historią, jeśli ich czas antenowy mija, nim na dobre się im przyjrzymy… A Yoruichi? Spoko dzieciak. Ale charyzmy i grozy innych, flagowych dla otome oszalałych z miłości 2D hasubendo zdecydowanie mu brakuje.
Lista płac
Reżyser: Sugihashi Mitsuhiro
Artyści/Ilustratorzy: Yucyao, Hashimoto Hiroko
Scenarzyści: Hashimoto Hiroko, Ichiyama Keiichi, Sugita Takuya, Hachisuzu
OST: –
Kompozytor: –



