Siadając do fandisku, uświadomiłam sobie, że w sumie niewiele już pamiętam ze ścieżki Senriego z gry głównej – co chyba oznacza, że nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia. Nasz marudny hikikomori stał się za sprawą Koharu bardziej otwarty na innych i ciekawszy świata, ale to nie znaczy, że zmienił się diametralnie. Może po prostu trochę zmężniał, gdy zobaczył, z jak wielkimi problemami boryka się sama protagonistka i chciał jej przy okazji zaimponować?
W każdym razie ich dalsze losy są kontynuowane w momencie, gdy esperzy dalej mieszkają na Nornie i z rozkazu Światowego Rządu likwidują arsenały poukrywane i zgromadzone przez różne formacje wojskowe. Rzekomo, aby pomóc w utrzymaniu pokoju, ale tak naprawdę – co nawet Senri podchwytuje, gdy słyszy opinie Rona – wciąż są tylko narzędziami w rękach naukowców. No, poza Koharu, bo ta nie używała swoich mocy, a i podpadła niektórym osobom (np. Natsuhiko) za wcześniejszą współpracę z Yuigą Shirou.
Dalej, w tradycyjny dla tego fandisku sposób, mamy akcje deus ex machina. W tajemniczych okolicznościach dochodzi do uszkodzenia Norna, więc dzieciaki muszą sobie zrobić obowiązkowy postój. Ale Senri nawet się na taką przerwę cieszy, bo wyobraża sobie, że spędzą razem z Koharu urocze 3 dni, sam na sam. Tyle że bohaterowie szybko odkrywają, że wylądowali w bardzo nieciekawym miejscu, bo jedyną atrakcją na tej wyjałowionej pustyni jest… była wioska Senriego. Tak, dokładnie. Trafił prosto do znienawidzonego domu. Chociaż rzekomo przemierzali cały świat… Mimo jednak wielu wątpliwości chłopak chce się tam udać, aby odebrać pierścionek po swojej matce – ważną dla niego pamiątkę, a także potencjalnie przyszły prezent dla ukochanej.
Tyle że niedługo potem Akito praktycznie odbija. Próbuje powstrzymać Senriego za wszelką cenę, aby ten nie wracał do wioski, a już w ogóle nie słuchał bzdur, jakie opowiada mu starszy, czy aby nie dał się znowu wciągnąć w niewolniczą pracę przez wyrzuty sumienia. Mężczyzna nie potrafi jednak uzasadnić swojego postępowania, czym tylko irytuje Senregio, bo z racji czego Akito wyobraża sobie, że może mu czegokolwiek zabraniać? Zresztą, Akito odwala przy okazji absolutnie najgorszy rodzaj fabularnego „wiem, ale ci nie powiem”, a Koharu i Nanami próbują na stronie same wynegocjować jak pogodzić chłopaków. Nie bardzo jednak mają na to początkowo pomysł.
I tym sposobem Senri poznaje prawdę nie z ust brata, ale… właśnie od Starszego. Ten zresztą ma nadzieje skłócić ze sobą rodzeństwo, ale nic mu z tego nie wychodzi, bo Senri odkrywając, że ma takiego kakkoi niisana jest szczerze uradowany. No, może nie rozumie, dlaczego Akito dalej trzyma go na dystans, ale przepełnia go nadzieja. W czym szybko wychodzi na jaw, że to całe „przypadkowe lądowanie” wcale nie było zrządzeniem losu, ale że offscreenowo naukowcy dogadali się z wieśniakami. Chodziło tak naprawdę o rozdzielenie Senriego i Koharu, a także – potencjalnie, porwanie piromantki. Chcieli bowiem znowu móc bezkarnie badać jej moce, które były potężniejsze od pozostałych esperów, ale póki różowowłosa skrywała się na Nornie, nie mieli jak się do niej dobrać. Liczyli więc na to, że w akcji uprowadzania pomoże im wywołanie chaosu w szeregach dzieciaków i skłócenie braci.
Tyle że z tego również nic nie wychodzi, bo wujaszka Motohisę pokonuje połączona potęga trzech głównych parningów Norna. Najpierw wparowują Akito z Nanami, by ten pierwszy praktycznie znokautował przeciwników brutalną siłą fizyczną, a potem dołączają się Mikoto z Itsukim, by wesprzeć ich tarczą i szantażem. Sponiewierani i pokonani przewagą liczebną naukowcy – czyli Motohisa i Nagisa, muszą się ewakuować, a protagoniści mogą w spokoju powrócić na statek. A mnie nawet się podobało, że mogliśmy zobaczyć wszystkich przyjaciół w akcji i to, jak dalej chętnie się wspierają. W niewielu ścieżkach zostało to aż tak fajnie zaprezentowane.
Ostatecznie jednak to do Koharu należy przekonanie zdołowanego Senriego, że Akito wcale go nie nienawidzi, ale po prostu… nie wie, jak wyrażać emocje. Opowiada mu także o sytuacji z ciastkami i o tym, jak czarnowłosy naciskał na nią, by upiekła je idealnie, co było jego swoistym sposobem pokazania, że dalej troszczę się i martwi o swojego małego braciszka. Stąd summa summarum Senri nie jest zły ani na Akito, ani na Nanami za wymazanie wspomnień, ani nawet na wieśniaków, bo chce po prostu zostawić przeszłość za sobą i budować z przyjaciółmi nową przyszłość.
Kolejna część fandisku ma aspekt komediowy i stanowiła raczej filler. Senri podsłyszał, jak Koharu mówi przez sen i nazywa go malutkim, co strasznie uderzyło w jego ego. A skoro wiedział, że Akito jest wysoki i silny, to znaczyło, że może i w nim samym tkwił potencjał. W sensie – geny by na to wskazywały i rokowania były raczej na jego korzyść. Wystarczyło tylko jakoś „pobudzić wzrost”. Dlatego od tej pory chłopaczek je za dwóch, nocami pije hektolitry mleka i nawet zaczyna ćwiczyć, co doprowadza do tego, że opada z sił i zatruwa się taką ilością nabiału… I to znowu do Koharu należy uświadomienie mu, że jest idealny taki, jaki jest. W sensie, że gdyby był wyższy, to ciężko by się im rozmawiało, wymieniało buziaki i patrzyło sobie głęboko w oczy.
Ostatnią część fandisku zamyka pomysł esperów, aby urządzić dla miejscowych festiwal. Na co szczególnie napala się Otomaru. To on praktycznie zmusza Koharu i Senriegio, aby wystąpili razem w duecie, bo połączenie ognia i wody może stworzyć spektakularny pokaz. A chociaż Koharu się trochę boi, to jednak nie odmawia. Ćwiczy razem z ukochanym, zakłada kostium i nawet finalnie występuje, chociaż nie obeszło się bez wpadek. Kiedy moc MC wymyka się spod kontroli, Senri udowadnia, że dalej nad nią czuwa i szybko gasi nieposłuszne płomienie, czego oczarowana publiczność nawet nie zauważa.
W efekcie występowanie i podróżowanie staje się dla pary nowym sposobem na życie. Co było ładnym domknięciem ich opowieści. Jakby bowiem nie patrzeć, oboje byli wcześniej prześladowani i cierpieli przez ciężar, jakim były ich zdolności esperów. Ludzie traktowali ich albo jak potwory, albo niewolników, albo spotykali się z ostracyzmem. Teraz zaś mogli się po prostu bawić, wywoływać uśmiechy i tworzyć jakieś tam nieistotne sztuczki. Wymknęli się więc niejako naukowcom i nie pozwolili znowu zaciągnąć na linie frontu. Tylko po to, by ktoś realizował ich kosztem swoje ambicje.
Czy to jednak wszystko? Ano, niezupełnie. Okazuje się bowiem, że Senri tak bardzo potrzebował tego pierścionka po matce (a który w przeszłości wykradł z wioski Akito), bo chciał się Koharu oświadczyć. Może nie byli jeszcze gotowi na jakieś poważniejsze kroki – w końcu to jedni z najmłodszych protagonistów w grze, ale już teraz nie wyobrażali sobie życia bez siebie. Nie dziwiłam się zatem, że nie dostaliśmy jakiegoś eventu ze ślubem, bo na to byłoby zdecydowanie za szybko… Choć z drugiej strony epilog z time-skipem, gdzie moglibyśmy zobaczyć Koharu i Senriego w dojrzalszym wydaniu, byłby miłym urozmaiceniem. Zwłaszcza że inni (np. Mikoto i Natsuhiko) doczekali się bardziej rozbudowanego zakończenia.
PODSUMOWANIE:
Siadając do tej ścieżki, nie miałam dużych nadziei, bo ten bohater ani mnie ziębił, ani grzał. Najzwyczajniej, od początku uważałam, że Koharu trafiło się najgorsze zestawienie kawalerów, ale nie bierzcie mojego zdania zbyt poważnie, bo jak wiadomo to kwestia gustu. O dziwo jednak ta historia podobała mi się dużo bardziej, niż początkowo przypuszczałam. Może dlatego, że przewinęło się tu naprawdę wiele innych postaci, a Koharu i Senri całkiem dobrze się uzupełniają. Fajnie również, że wreszcie domknięto wątek braci, na co nie starczyło czasu w grze głównej… Ale już sam Akito, pomimo mojej całej sympatii do niego, mógł sobie odpuścić tyle dramy. Jasne, twórcy chcieli podkręcić dramatyzm, ale konflikt oparty na tym, że jednak strona nie chce najzwyczajniej 5 minut pogadać – zawsze wygląda słabo. A to się ciągnęło niemiłosiernie!
Mimo to, wyobrażam sobie, że fani Senriego będą bardzo z tej opowieści zadowoleni. Mnie zaś głównie cieszyło zobaczenie wszystkich, ulubionych MC – wraz z przypisanymi im love boyami – w najlepszym, aktywnym wydaniu. Nie jako pasywne chochoły, ale bystre i empatyczne kobietki, które w imię babskiej przyjaźni czasami musiały pchnąć tych swoich upartych kawalerów we właściwym kierunku…