GHOST IN THE POOL is a short traditional black and white Japanese comic style campus horror interactive novel game. The story and art style are both derived from the original series of horror comic books “诡闻斋”. The exciting and Bizzare story will take you to experience different campus horror tales in a different way (źródło: opis wydawcy)
- Tytuł: Tishen 替身
- Developer: CASCHA GAMES
- Wydawca: CASCHA GAMES
- Pełen dźwięk: brak
- Napisy: angielski, japoński, chiński, koreański, hiszpański, francuski, włoski
- Rozszerzenia i powiązane tytuły: –
Linki
Recenzja
Jest rok 1915. Szkoła Di Yang Ling słynie z niesamowicie wysokiego progu kwalifikacyjnego, jak również z tego, że wyjątkowo trudno się w niej utrzymać. To dlatego nasza bohaterka – nastoletnia Yaru – często brzydzi się nauką oraz skupionym na rywalizacji towarzystwem. Jedyną ulgę przynosi jej to, w czym czuje się naprawdę dobra. Mowa o pływaniu, bo Yaru ma na swoim koncie wygrane mistrzostwa i nie zamierza spocząć na laurach także w tym roku. Jest tylko pewien problem. Po szkolnych korytarzach krążą dziwne plotki na temat topielca oraz tego, że cały basen jest nawiedzony. To dlatego nie można z niego korzystać po zmroku, ale dla naszej MC to żaden problem, bo nielegalnie wchodzi w posiadanie klucza. W końcu najważniejsze są jej treningi, a kto by się tam przejmował gadaniem o duchach?
Tak w skrócie zarysowuje się fabuła tej krótkiej, bo trwającej zaledwie około 2 godzin, visual novel w klimacie retro horroru. Ghost in the pool powstało na bazie mangi i da się to zauważyć w specyficznej, ale bardzo klimatycznej oprawie wizualnej. Całość utrzymana jest w czerni i bieli, a poszczególnie kadry jedynie delikatnie animowane, by sprawić wrażenie ruchu. Nie ma tu jednak żadnych nagrań lektorskich, wszystko jest nieme, zimne i cały nastrój budują właśnie narracja, outschoolowy klimat i okazjonalne dźwięki – szczególnie w towarzystwie jumpscarów.
Czemu zatem w ogólne wspominam o tej gierce? Ano, dlatego iż pomimo bycia małą, skromną indie produkcją (za jej powstanie opowiadają dwie osoby), to Ghost in the pool pozytywnie zaskoczyło mnie scenariuszem. Gra ma zasadniczo trzy zakończenia, do których prowadzą nas konkretne wybory – czyli klasyka klasyki dla visual novel – ale każde z nich jest dość… hm… hm… zaskakujące. Bez typowego podziału na happy, bad i neutral.
Gdy zabierałam się za ten tytuł, byłam wręcz arogancko pewna, że nie zobaczę tutaj niczego nowego, a finał będę w stanie przewidzieć już po kilku kadrach. Na szczęście szybko przekonałam się, że Ghost in the pool naprawdę ma do zaoferowania więcej, niż mogłoby się wydawać. Szczególnie jedno zakończenie naprawdę przyprawiło mnie o ciarki i sprawiło, że zapamiętam tę grę na długo. Nawet jeśli nie takiego typu strachu i antagonizmu się spodziewałam… Ale: spokojnie, bez spoilerów! Nie zepsuję nikomu zabawy.
Sama Yaru także nie jest typową, azjatycką uczennicą, która się potyka i stara brzmieć czy zachowywać uroczo. Dziewczyna jest bardzo cyniczna, gardzi swoim otoczeniem, zależy jej tylko na wynikach i niewiele rzeczy potrafi nią wstrząsnąć. Już samo to było zaskakujące, ale nie liczcie na to, że w grze pojawi się oprócz niej wielu bohaterów pobocznych. Tak naprawdę poza Yaru, jej trenerem i koleżankami z klasy, to świat przedstawiony jest dość ubogi i ogranicza się do dwóch lokacji: szkoły oraz domu. Mimo to miło wreszcie było dostać protagonistkę, która przypomina żywą istotę, a nie personifikacje idei miłosierdzia.
Wspominałam już o tym, że Ghost in the pool wykorzystuje charakterystyczne dla visual novel drzewo dialogowe – czyli że co ileś tam scen, wybieramy jedną z dwóch dostępnych opcji. (Niestety, bez możliwości przeskakiwania czy przewijania już przeczytanego tekstu). Poza tym do naszej dyspozycji dano też coś, co nazwano „intersection” i są to etapy trochę jakby przygodówkowe. W sensie będziemy jeździć lupką po mapie i klikać różne obiekty, by zdobyć na ich temat więcej informacji. Nie jest to jednak niezbędne do ukończenia gry, nie wymaga od nas rozwikłania zagadki czy logicznego myślenia, a jeśli nam się nie podoba, to w ogóle można te fragmenty bez większej szkody pominąć. Tak, w tym wypadku wprowadzono opcje skip, co było przydatne zwłaszcza podczas kolejnego przechodzenia.
Skoro jednak już powiedziałam pokrótce o zaletach i o tym, czemu właściwie skusiłam się na ten tytuł, to czas też trochę ponarzekać.
Zacznę od angielskiego tłumaczenia, które – chociaż nie jest złe – to jednak często wybijało mnie z klimatu. Nie wiem, kto wpadł na to, by postacie w grze, której akcja dzieje się najprawdopodobniej w Chinach mówiły rzeczy typu „na miłość boską” czy wzywały imię Jezusa. Niby nic wielkiego. Lepsze to od np. literówek, ale i tak świadczyło to dla mnie o braku pomysłu na lokalizacje.
Nie mniej irytujące były dźwięki, niczym ze starej konsoli, której towarzyszyły ukazującym się i przewijanym w oknie dialogowym słowom. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie to straszne utrapienie, gdy nie mogę ich wyłączyć w opcjach, głównie dlatego że zawsze wolę, by tekst pojawiał się na ekranie w całości, a nie po kawałku, a po drugie te trzaski, jak ze starej drukarki, strasznie psuły mi nastrój.
Wreszcie, natknęłam się też na problem techniczny, ale nie wiem, czy to wina wersji na Switcha, mojej konsoli (która jest już zjechana) czy poważniejsza przypadłość. W każdym razie, po ukończeniu pierwszego zakończenia i odblokowaniu flow charta, gra nie pozwalała mi zobaczyć dwóch pozostałych endingów. Po prostu w momencie, gdy do nich docierałam, aplikacja się wywalała… W efekcie, po podjęciu jakiś 5 prób, zirytowana zobaczyłam ostatnie 15 minut gry na youtubie. I gdyby nie fakt, że zapłaciłam za ten tytuł grosze na wyprzedaży, to wściekłabym się dużo bardziej. Tymczasem po prostu przestrzegam, że chyba czegoś nie przetestowano, wydając port na konsole Nintendo…
Mimo wszystko gra mi się podobała i naprawdę uważam opowiedzianą w niej historię za ciekawą. Jeśli lubicie takie trochę creepne historie z yokai w tle, to wierzę, że trafi również w Wasze gusta. Jest to też dobry filler na ciemne, zimowe wieczory, bo naprawdę jesteście w stanie go ukończyć w trakcie jednej posiadówy przy herbacie. Zainteresujcie się więc Ghost in the pool, jeśli zabraknie Wam czegoś krótkiego do poczytania, a zwłaszcza gdy jesteście fanami starszych komiksów. Może to zachęci twórców, aby wydać jakąś serie czy coś?
Btw. Wielki plus za to, że pomimo iż gra opowiada o nastolatkach na basenie, to skupiono się faktycznie na grozie i opowieści, a nie na anatomicznych walorach 😉 Miałam pewne obawy, ale okazały się zupełnie bezpodstawne!



