Uwaga: w grze pojawia się motyw samobójstwa, chorób psychicznych, stalkingu, różnych form przemocy, okultyzmu i napastowania seksualnego.
Kureha może sobie być na okładkach, ale po przejściu tej ścieżki nie mam najmniejszych wątpliwości, którego love interest twórcy uważali za swojego ulubieńca. Minami to jeden z dwóch bohaterów, którego ścieżkę możemy odblokować, jeśli bohaterka trafi do piekła. Tak, nie przewidziało się Wam. Poddawana dziwnym testom przez nieznanego boga, Misa ląduje w pociągu, mając za towarzystwo właśnie tylko tajemniczego Minamiego. Nie wie jeszcze wtedy, kim on jest, czego od niej chce i czemu wydaje się tak dziwnie podekscytowany tym spotkaniem. Dosłownie aż się trzęsie z ekscytacji, gdy tylko chwytają się za dłonie, aby dodać sobie otuchy.
Prawda jednak dość szybko wychodzi na jaw, bo Misę odnajduję nie kto inny jak Seiya, który przecież jest jedną z większych szych tego całego piekielnego interesu. (Dokładniej to stoi na czele Hell Organization). To on, zwłaszcza jako były egzorcysta, ujawnia przed MC prawdziwą naturę jej towarzysza. Czyli fakt, że tak jest on demonem – inkubem – który ma zdecydowanie mroczne intencje. Najprawdopodobniej chce po prostu pożreć duszę bohaterki. I tak jest w istocie, bo Minami bynajmniej temu oskarżeniu nie zaprzecza. Twierdzi, że to właśnie w tym celu obserwował Misę od dawna, bo potrzebował kogoś „szlachetnego i czystego” (= typowej protagonistki gier otome…). Na dodatek straszenie dziewczyny wyraźnie go bawiło w późniejszych scenach, więc chętnie żartował sobie jej kosztem. (A to każe siebie zabawiać rozmową, a to grozi, że ją zabije, a to liże jej policzek itd…).
Swoją drogą, na ogromną niekorzyść tej ścieżki działa mechanizm, iż pewne postaci odwiedzamy co jakiś czas na mapie. Nie wiem, jak wasze odczucia w związku z tym, ale ja nie widziałam ani minimum sensu w tym, że zaraz po tym, jak MC dosłownie uciekła przed Minamim (albo Seiya ją cudem zabrał), ta Misa zaraz potulnie znowu szła z demonem pogadać, bo był on jedną z dostępnych do spotkań opcji. Ale szerzej o tym problemie napiszę w głównej recenzji gry.
W każdym razie Misa zauważa pewien dysonans pomiędzy tym, jak Minami prezentuje się w rzeczywistości (bo zdarza mu się być nawet zabawnym), a tym, jaki jego obraz nawiedza ją w snach – tam jest po prostu okrutny, mroczny i onieśmielający. Postanawia więc skonfrontować inkuba z tym faktem, a on zdradza jej tkwiący za tym sekret w zamian za wypełnienie życzenia, które sobie później wymyśli. Okazuje się, że nie tak dawno temu Minami był słabym, nieistotnym demonem, aż pewnego dnia spotkał wyjątkowo szlachetnego człowieka, który pragnął ocalić swoją rodzinę. W zamian za obietnice pomocy człowiek ten oddał Minamiemu swoją duszę… a to dosłownie odbiło się na demonie czkawką (czy też refluksem). Mężczyzna okazał się bowiem zbyt silny i chociaż Minami zyskał nowe moce (np. nabrał humanoidalnego kształtu), to jednocześnie dobra natura jego jedzenia odcisnęła piętno na jego demonicznej osobowości, zaś dusza, która dalej tkwiła w jego „żołądku” – dla równowagi – stała się bardziej nikczemna. W skrócie: w snach, w swojej niematerialnej postaci, Minami był bardziej demoniczny, bo wówczas mocniej przypominał prawdziwego siebie. Tak, wiem, trochę to zakręcone.
Słysząc to, Misa bynajmniej się nie wystraszyła, chociaż szybko wyszło na jaw, po co demonowi była jej własna dusza. Chciał zastąpić tą, którą pożarł nową, bo liczył na to, że wtedy rozwiąże swój problem z „niestrawnością” i wróci do prawdziwego „ja”. Warto jednak zauważyć, że już na tym etapie dziewczyna czuła do demona pewną nić sympatii. Przede wszystkim kilkakrotnie stanął w jej obronie. Jasne, zwykle obwieszczał antagonistom, że Misa należy do niego i tylko on może ją skrzywdzić, ale nie zmieniało to faktu, że ratował ją z różnych sytuacji. Na dodatek MC zaczęła głęboko wierzyć, że to właśnie rozwiązanie problemu z Minamim musi być częścią jej testu. Powodem, dlaczego w ogóle znalazła się w piekle i dlaczego tajemniczy bóg postanowił poddać ją takiej próbie.
Takie rozumowanie nie podoba się jednak Seiyi. Do tej pory przymykał oko na zachowanie Misy, ale dłużej nie jest w stanie tego „szaleństwa” tolerować. Głównie dlatego, że jako były egzorcysta uważał, że pod żadnym pozorem nie można ufać demonom. Postanowił zatem Misę uwięzić, a Minamiego zastrzelić ze specjalnej broni, ale wówczas MC wykorzystała sztuczkę z ostrzeżeniem inkubusa o niebezpieczeństwie w snach, a ten przyszedł ją wydostać z więzienia i skryli się na obrzeżach piekła w jego namiocie.
Od tej pory Minami miał zresztą absolutny mętlik w głowie. Chciał duszy Misy, ale nie potrafił też przestać ją kochać. Już wcześniej zdradzał to, że jest nią zainteresowany, ale decyzja dziewczyny o tym, by dla niego zaryzykować gniew Seiyi, sprawiła, że nie potrafił się dłużej ze swoimi uczuciami kryć. Na dodatek Misa deklarowała otwarcie chęć pomocy. Nie chciała Minamiego zmieniać. Nie chciała naprawiać ani odwodzić od dawnych ścieżek. Doskonale rozumiała, co to znaczy poszukiwać własnego „ja” i jakie potworne to musi być brzemię, gdy ktoś inny implikuje naszą osobowość. To dlatego, nawet gdy Minami zaaranżował idealną sytuację do tego, aby go wreszcie zastrzeliła i miała problem z głowy, to nie chciała tego zrobić. Nie wierzyła, że inkub rzeczywiście chciałby ją skrzywdzić, a poza tym, sama także nie pozostawała obojętna na jego urok… (Poza jednym z bad endingów, gdzie Misa jednak Minamiego zabija, a ten szybko przed skonaniem kradnie jej jeszcze całusa – od początku bowiem planował, że ukochana go tak powstrzyma).
A skoro, w pewnym sensie, wściekłość Seiyi już minęła, to bohaterowie dość bezwstydnie korzystają sobie, czy to z odpoczywania pod drzewem w pobliżu biura byłego egzorcysty, czy też z jego biblioteczki. I to do stopnia, który szczerze mnie zaskoczył, ale o tym dosłownie za chwilkę. Okazuje się bowiem, że jest pewien sposób, aby porozumieć się z duszą, która prześladowała Minamiego. Gdyby kazać jej odejść, to wówczas demon nie byłby już pod jej wpływem i wrócił do bycia sobą w pełni. Aby jednak tego dokonać, bohaterowie musieli najpierw odprawić pewien rytuał, aby Misa mogła pożyczyć zdolności do manifestowania się w snach. A dokładniej to musiała przespać się z inkubem. Czego – przyznaję – absolutnie się nie spodziewałam, a już w ogóle tego, że w tym celu wykorzystają gabinet biednego egzorcysty… W czym Misa może być podczas tego aktu aktywna i świadoma albo pogrążyć się w głębokim śnie (= wybór należy do gracza). W obu wypadkach demon jest wobec niej bardzo miły, a MC zachowuje się… w sumie nijak. Czyli w typowy dla gier otome sposób, jakby tak naprawdę do niczego nie doszło. Zero jakiś refleksji, dyskomfortu, euforii, rozmów… Ot, przechodzimy od razu do głównego problemu fabuły.
Minami i Misa porozumiewają się z cwanym duchem w snach i w zależności od tego, jak się dogadają, takie ending ostatecznie zobaczymy.
Jeśli MC przekona ducha, że ma spadać i czas już się reinkarnować, bo rodzina na niego czeka, to niedługo potem sama wróci do świata śmiertelników. Odmieniony Minami początkowo ją pożegna, ale szybko uda się w podróż za nią, zbyt zazdrosny o to, by stracić ją z oczu. Nie wiadomo jak w zasadzie mu się to udało. Jedynie coś enigmatycznie wspomina na temat tego, że kosztowało go to wiele pracy nad zdobyciem dusz, ale Misa postanawia tego wątku nie roztrząsać. W każdym razie, teraz Minami nie tylko żyje sobie razem z nią, ale jeszcze udaje zwykłego człowieka. A czemu Seiya mu na to pozwala? Pojęcia nie mam. Może uwierzył, że jednak demon może się jakoś zmienić?
W innym zakończeniu duch stawia opór i parka dosłownie musi go przepędzić. W wyniku konfrontacji dziewczyna umiera i sama staje się zjawą. To jednak nie utrudnia zakochanym kontynuowania romansu już po wygranej bitwie, bo postanawiają i tak być razem. Po prostu, w tym dość niecodziennym wydaniu, będą odtąd mieszkać w piekle. Nie jest więc to może najszczęśliwszy finał, ale demon ponownie docenia fakt, że Misa tak się dla niego poświęciła. Nawet jeśli mnie mocno zaskoczyło, że ona tak bez zawahania się porzuciła własną rodzinę i marzenia. I – ponownie – że Seiya na to pozwala!
PODSUMOWANIE:
Co ciekawe i warte zaznaczenia w tej ścieżce, to chyba jedyna opowieść, gdzie skakał nam wskaźnik „niepoczytalności”. (Aż zaczęłam się w pewnym momencie zastanawiać, po co on w ogóle jest, bo nigdy się do niczego nie przydawał). Wychodzi jednak na to, że wydarzenia w piekle mocno zaniepokoiły Misę i odbiły się na jej psychice. Czemu zresztą się nie dziwie! Sporo istot było jej nieprzychylnych, zatruwała ją sama atmosfera, a Minami potrafił prezentować się wyjątkowo odstraszająco, jeśli tylko chciał (i akurat nie zajadał się słodyczami). Nic zatem dziwnego, że uczestniczenie w tym wszystkim kosztowało ją jednak trochę nerwów.
Mam jednak pewien niedosyt, jeśli chodzi o przedstawione nam powody tego całego stalkowania bohaterki w świecie żywych. Czyli – zasadniczo – same podwaliny romansu. Ja rozumiem, że inkub potrzebował duszy, która spełniała określone kryteria i była jak najbardziej podobna do człowieka, którego kiedyś pożarł, ale nie przepadam za robieniem z protagonistek gier otome jakiś chodzących personifikacji idei szlachetności, czystości i miłosierdzia. Wiecie, nie do końca kupuję wytłumaczenie na pytanie: „dlaczego akurat ona?”. Początkowo myślałam, że bohaterów połączyło jakieś wydarzenie w przeszłości, no ale ze względu na protekcje boga, demon nie mógł się z MC nawet dotychczas komunikować. Szybko jednak się okazało, że nic z tych rzeczy i on ją polubił… bo tak. Bo nauczył się bardziej ludzkich emocji, a Misa była ekspresyjną osobą. Czyli ten sam bullshit, który dostaje w większości gier. Dobrze więc, że chociaż ta sytuacja z ostrzeżeniem o zamiarach Seiyi miała większy sens.
Ogromne brawa należą się za to seiyuu, bo bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. W początkowych scenach, gdy Minami udaje zagubionego nastolatka, który nie wie, co się dzieje i gdzie się znajduje, aby uśpić czujność Misy, jego głos naprawdę brzmiał młodzieńczo. Aż do teatralnej przesady i trochę bawiło mnie, że MC łyka jego kłamstwa jak pelikan. Kiedy jednak prawdziwa natura demona została odkryta to – zwłaszcza w snach – bohater brzmiał jak ktoś, z kim warto nie zadzierać, bo faktycznie zrobi sobie z nas przekąskę do kawy. I to do tego stopnia, że początkowo zastanawiałam się, czy on nie ma po prostu jakiegoś rozdwojenia osobowości.
Zdecydowanie jedna z lepszych ścieżek w grze, nawet jeśli w niej także trafiają się jakieś tam logiczne koszmarki. Sumarycznie jednak Minami zdobył moją sympatię, bo lubię takich nieco pokrętnych love interest, z odrobiną yanderyzmu, cwaniactwa i szczyptą kłamstwa. Zawsze to bowiem sprawia, że musimy być nieco czujniejsi i nigdy do końca nie wiemy, czego się po nich spodziewać. A to był całkiem zacnie zrealizowany trop „od wrogości do miłości”. Może nie powalający, ale jednak trafił do mnie bardziej niż ścieżki wielu innych postaci z tej gry. No i widzę tu dużo możliwości do kontynuowania fabuły w sequelu.