Uwaga: w grze pojawia się motyw samobójstwa, chorób psychicznych, stalkingu, różnych form przemocy, okultyzmu i napastowania seksualnego.
Seiya to jeden z dwóch love interest, których poznajemy w ramach ścieżki Other Realm (czyli tych, których akcja dzieje się w piekle). Nasza bohaterka – jakimś dziwnym trafem – tam się przebudza, choć wciąż żyje, więc to nie tak, że się przekręciła i czekała ją teraz kara. Wszystko też wskazuje na to, że została poddana jakiejś próbie przez obserwującego ją kami. Tak naprawdę jednak, trafiając do piekła, znalazła się między młotem a kowadłem. Misa nie może opuścić tego miejsca, póki nie przyjedzie po nią specjalny pociąg – a to się nie stanie, póki bóg nie wyrazi takiego życzenia; aura tego miejsca odbiera jej siły i powoli unicestwia; a jakby tego było mało, to prześladują je jeszcze pewien demon, który chce pożreć jej duszę. Dlatego dziewczyna nie znajduje wytchnienia nawet w śnie.
Los jednak chce, że z pomocą przychodzi jej wtedy Seiya, czyli sam Grand Warder, stojący na czele Hell Organization (w skrócie H.O.). Do tej pory widzieliśmy go praktycznie we wszystkich ścieżkach, jako przychylnego MC, ale jednak zawsze emocjonalnie zdystansowanego wysłannika Piekieł, który udawał się do świata śmiertelników, czy to w pogoni za zbiegłym więźniem, czy aby wyjaśnić jakąś anomalie. Seiya bierze zatem Misę pod opiekę, bo jej sytuacja jest bardzo nietypowa. Na dodatek mężczyzna żywi szczerą nienawiść do demonów (najchętniej pewnie zniszczyłby Minamiego bez mrugnięcia okiem), a w pobliżu jego biura rosną kwiaty, które odpędzają złe siły.
Jako były egzorcysta, Seiya ma także jeszcze jedną umiejętność, którą w zasadzie prezentuje naszej bohaterce już na początku opowieści. Poprzez pocałunek – najpierw jej dłoni, nieco później czoła – może on przekazywać cząstkę swojej mocy, a co się z tym wiąże, zapewniać jakąś tam odporność na demoniczne wpływy. Stąd – mimo ogromnego zażenowania – bohaterka przyjmuje jego pomoc oraz wyrazy współczucia, bo w tak skomplikowanej sytuacji przydaje się jej każda ochrona.
Przebywanie w towarzystwie Seiyi ma jednak jeszcze jedną, nieprzewidzianą cenę. A mianowicie: facet uważa się za niepoprawnego romantyka. Uważa się, bo ja bym po prostu powiedziała, że on rozpaczliwie marzył o romansie, im bardziej zakazanym – np. między żywym a umarłym – tym bardziej go ta wizja ekscytowała. Stąd początkowo robił sobie z MC żarty, trochę z nią flirtując, podpowiadając jej różne wizje, a nawet odgrywając nieco przed nią zakłopotanego, łatwo zakochującego się głupca… Nigdy jednak nie miałam wrażenia, że on jest wówczas w 100% poważny. Jasne, Misa mu się podobała. Wzruszało go, gdy okazywała mu ciepło i łechtała jego ego, gdy szukała u niego pomocy, ale na początku było to bardziej takie strojenie sobie żartów z jej braku doświadczenia.
Im jednak dalej w las, tym Seiya coraz częściej przyłapuje się na tym, że dziewczyna zaczyna go żywo (martwo? – w końcu mówimy o duchu) interesować. Postanawia więc opowiedzieć jej swoją historię, aby poznała prawdę o nim, a nie bazowała na jakimś sztucznym wyobrażeniu. Jeszcze za życia, Seiya był sierotą, który został przygarnięty przez życzliwego egzorcystę i to od niego nauczył się sztuki. Niestety, podczas swojej konfrontacji z demonem, młodzieniec okazał się za słaby. W efekcie stracił przybranego ojca, który musiał się poświęcić, aby ocalić mu życie. Po tym wydarzeniu Seiya nie potrafił dłużej wykonywać tej profesji, drżał na samą myśl o demonach, a na dodatek przygniatało go poczucie winy. Nie potrafił zrozumieć, jak ktoś tak dobry i wartościowy mógł odejść, a w zamian za to przetrwał ktoś tak niegodny, jak on sam. To dlatego, dręczony wyrzutami sumienia, Seiya odebrał sobie życie i trafił do piekła jako jeden z potępionych. Dopiero po odbyciu pokuty postanowił dołączyć do H.O., bo chciał pomagać innym duszom, co nadało jego istnieniu jakiegoś sensu.
I powiem szczerze, nie podzielam zdania części recenzentów, że ta historia nie była zbyt odkrywcza. Wcale nie mam wrażenia, że ona miała taka być. W sensie, sprawić, że nam spadną kapcie. Pod wieloma względami jest dużo wiarygodniejsza od innych opowiastek, z jakimi zetkniemy się w tej grze, ale ja ogólnie mam wrażenie, że ze ścieżką Seiyi może nie jest tak, że naszpikowano ją fajerwerkami, ale przynajmniej W KOŃCU jest poprawna. To znaczy wolna od logicznych koszmarków i przez to przyzwoicie napisana.
W każdym razie Misa nie odtrąca po tym wyznaniu mężczyzny, ale czuje do niego jeszcze większy respekt. Już wcześniej była mu bardzo wdzięczna, bo uratował ją, gdy została opętana przez Reikę i praktycznie uprowadzona jako zakładniczka. (Aby przepędzić upiorzyce, Seiya pocałował Misę, bo liczył, że to odstraszy Reikę na tyle, że opuści ciało dziewczyny. Niedługo potem zresztą antagonistkę zastrzelił i zamienił w nicość, co było bardzo kakkoi sceną, bo mężczyzna wyglądał jak 1000 dolarów na ilustracji). Dlatego później Misa postanawia mu się w pewnym stopniu zrewanżować. A w jaki sposób? Ano, zwracając pocałunek. I to nie w typowy dla bohaterek gier otome, oszczędny sposób, ale Misa całuję naznaczoną znamieniem grzesznika szyje mężczyzny i mówi, że mu wybacza, dlatego on też musi wreszcie pogodzić się z przeszłością. Ha! Nie powiem, nie spodziewałam się takiego zwrotu. Tak czy inaczej, ten nietypowy akt współczucia przelewa czarę i Seiya jest odtąd dziewczynie bezgranicznie oddany. Kocha ją już jak kobietę. Nie chce się z nią rozstawać, ale obiecuje również, że uwolni ją od demona i odeśle bezpiecznie do domu.
A jak ślubował, tak robi. Seiya studiuje księgę, z której wynika, że może oddać bohaterce część swojej mocy, co było im potrzebne, bo Minami nie próżnował. Demon chciał zmusić MC do posłuszeństwa i zawarcia z nim paktu poprzez zaatakowanie matki dziewczyny. Czyli znowu ktoś w tej ścieżce miał się stać zakładnikiem. Na szczęście nasza główna parka idzie ponownie w ślinę – bo w ten sposób mogą przekazywać sobie zdolności duchowe, a MC może dzięki temu skontaktować się we śnie z matką i obronić ją przed kłamstwami demona.
W pierwszym zakończeniu: dziewczyna tłumaczy wszystko rodzicielce, godzi się z nią i obiecuje, że niedługo wróci do domu. Po pokonaniu Minamiego parkę czeka zatem smutne rozstanie, ale obiecują na siebie czekać. Zresztą, Seiya otwarcie nazywa już Misę swoją żoną, zabrania jej kontaktów z innymi mężczyznami i ogólnie jest o nią szalenie zazdrosny. Nie wytrzymuje też długo rozłąki i pojawia się w świecie żywych, bo okazuje się, że ma 1000 niewykorzystanych dni urlopu. Dlatego z jednej strony chciał, by Misa już umarła, aby mogli być zawsze razem, ale z drugiej, pragnął jedynie jej szczęścia. Stąd, przekazując swoją moc, upewniał się, że może go widzieć, nawet jeśli tylko jako ducha.
W innym zakończeniu: chociaż dziewczynie udaje dostać się do snu matki, to nie może wyrwać jej z koszmarów i w efekcie sama umiera. Po tym wydarzeniu jej dusza traci wartość dla Minamiego, więc demon zostawia ją w spokoju. Misa dołącza zatem do H.O. i pracuje odtąd u boku Seiyi. Dlaczego? Bo nie chciała go opuszczać, a także odnalazła swoje powołanie w pomaganiu innym i drodze do odkupienia. Trochę tak jakby poszła w ślady ojca lekarza. Jedynie ratowała w inny sposób.
Wreszcie mamy też kilka krótkich, brutalnych zakończeń po drodze – głównie wynikających z tego, że Misa została zabita przez antagonistów, np. Reikę lub Minamiego, albo ktoś nie przyszedł jej z pomocą na czas. Nie są jednak za szczególnie ciekawe, więc nie ma co się o nich rozpisywać.
PODSUMOWANIE:
To co podobało mi się w tej ścieżce najbardziej i co chyba wyróżnia ją na tle pozostałych, to sposób w jaki bohaterka rozmawiała z Seiyą o swoich dylematach związanych z wyborem kariery. Jasne, z jednej strony moglibyśmy powiedzieć, że przecież każdy z love interest miał podobną scenę i robił za coś w rodzaju doradcy, ale poprzez wspólne doświadczenia, bohaterowie naprawdę potrafili się zrozumieć na tej płaszczyźnie. Jakby bowiem na to nie patrzeć, Seiya także odczuwał ogromną presję z tym że powinien pójść w ślady przybranego ojca. Zostać egzorcystą, chociaż jak finalnie się okazywało, absolutnie nie miał ku temu predyspozycji. Na dodatek bezbłędnie odczytał uczucia pani Isshiki Ayame, zauważając, że ona tak naprawdę nie przepracowała jeszcze żałoby. Wysyłając córkę na studia medyczne, pielęgnowała jakiś kawałek po utraconym mężu. Zupełnie jakby mogła w ten sposób ocalić jego misję, marzenia i wspomnienia o nim. Ze wszystkich panów, Seiya miał więc na ten temat najbardziej trafne i głębokie refleksje.
Podobało mi się również jak… hm… hmm… Kontaktowa była ta ścieżka. Początkowo Seiya okazywał MC czułość tylko w ramach rytuały ochronnego albo żeby sobie z niej nieco zakpić. Szybko jednak „profesjonalizm” zastąpiły prawdziwe, gorące uczucia i wyszedł z niego młody człowiek, któremu nigdy nie było dane nacieszyć się życiem w pełni, bo urwało się nagle. Może dlatego miał taką obsesję na punkcie przeżycia pięknego romansu i tak chętnie oddawał się marzeniom na ten temat?
Jeśli więc miałabym już wskazać coś, co nie do końca mi leżało… To nie wiem czemu, ale miałam jakieś takie dziwne wrażenie, dysproporcji wiekowej między bohaterami. XD Wiem, że nigdzie nie mamy dostępu do metryki Seiyi, ale może przez same swoje zachowanie, dojrzałe i skupione na życiu zawodowym, wydawał mi się mieć nad nastoletnią bohaterką ogromną przewagę życiową i to wywoływało we mnie jakiś dyskomfort. Wiecie, jakby 40-latek zarywał do 18-nastki. Coś w ten deseń? Jasne, nie ma ku temu żadnych, podanych w liczbach, podstaw, ale takie po prostu towarzyszyło mi uczucie i stąd miałam lekki zgrzyt.
Mimo to uważam, że to ponownie jedna z lepszych ścieżek. Jak wspomniałam wcześniej, nie wyjątkowa, nieoryginalna i niezapadająca na długo w pamięć, ale najzwyczajniej spoko napisana. Im bowiem bardziej scenarzyści silą się w 9 R.I.P. na jakieś pomysły, tym większe potworki im wychodzą. Może więc dobrze, że tym razem, po prostu skupili się na poprowadzeniu fabuły po linii prostej od A do Z, w odpowiednich momentach wciskając fanserwis.