Skip to content

Otome 4ever

Blog o grach otome i visual novel.

Menu
  • Aktualizacje
  • Plany wydawnicze
    • Plany wydawnicze 2025
    • Plany wydawnicze 2026
  • Recenzje
    • Otome / Visual Novel
    • Gacha / Mobile
  • Inne
    • Poradniki
    • Top 5
    • Różne
    • Linki
  • FAQ
    • FAQ
    • Polityka prywatności
  • Kontakt
Menu

Marlowe (When Sword Sinks Into Flowers / Les Fleursword)

Posted on 12/03/202312/03/2026 by Hina

Uwaga: Recenzja powstawała na bazie wersji Steam, która była tłumaczona maszynowo. Obecnie można też znaleźć patch, który poprawia angielskie tłumaczenie. (LINK)

Uwaga 2: Gra jest obecnie wydawana pod nowym tytułem „When Sword Sinks Into Flowers”. Niegdyś było to „Les Fleursword”. Znajdziecie więc w necie i sklepach obie wersje.

O tym, że „Les Fleursword” było dla mnie ogromnym rozczarowaniem, pisałam już w recenzji poświęconej tej dziwnej, kompletnie źle przetłumaczonej grze. Skoro jednak mam ten wątek za sobą, to równie dobrze mogę o nim naskrobać parę słów. Zwłaszcza że postać Marlowe’a to w tym wypadku „chłopak z plakatów”, czyli główny LI reklamujący cały tytuł. Stąd scenarzyście wznieśli się w jego ścieżce na wyżyny swoich możliwości i potem będzie już tylko gorzej.

Tego tajemniczego jegomościa poznajemy, gdy bohaterka jest w trakcie wykonywania sekretnej misji dla swojego ojca – lorda dowódcy wszystkich rycerzy. Zadaniem Adelaite, jako dziedziczki rodu Devondell i kapitan własnego oddziału, było odnalezienie i powstrzymanie handlarza rzeczami, których nie powinno się wciągać (celowo unikam słowa, by mnie cenzura googla i pozycjonowania nie zjadła). W wyniku śledztwa dziewczyna dociera na obrzeża miasta, a tam towarzyszący jej Fel zostaje zaatakowany przez podejrzanego typa. Wkrótce nieznajomy postanawia zmienić cel i jego uwaga koncentruje się na Adelaite. Co więcej, facet używa sztuczek, które spokojnie można by uznać za magiczne (np. potrafi ciskać płonącymi kulami), co dla bohaterów jest tym bardziej szokujące, że uważali czarodziejów za postacie z bajek. Walka nie trwa jednak długo, bo wynędzniały nieznajomy poddaje się po tym, jak udało mu się drasnąć dziewczynę sztyletem. Szybko też okazuje się dlaczego. Tak naprawdę, w trakcie pojedynku, nałożył na Adelaite klątwę. Zaklęcie będzie powoli wysysać z niej życie, aż skona w męczarniach.

A co nim kierowało? Zemsta. Ale tego dowiadujemy się, dopiero gdy facet pozwala się zabrać bez sprzeciwów do lochów. Marlowe (bo tak nazywa się czarodziej), podobnie jak inni jego pobratymcy, wiele wycierpiał z powodu rycerzy. Trzydzieści lat temu miała miejsce ogromna wojna z sąsiednim królestwem. Magowie bardzo w niej wtedy pomogli, ale kiedy tylko główny wróg został pokonany, rycerze przestraszyli się potęgi czarodziejów. To dlatego prawie ich zniszczyli. Przerażeni i prześladowani magowie skryli się w rozpaczy w tajemniczej wiosce, żyjąc odtąd w zapomnieniu i nędzy, zdradzeni przez swoich dawnych sojuszników. Tym sposobem narodziła się w ich sercach nienawiść do całego stanu rycerskiego. A Adelaite nie ma powodów, aby w te rewelacje nie wierzyć, bo jej ojciec – Atoris był w wydarzenia z przeszłości bezpośrednio zamieszany i potwierdza wszystkie zeznania młodego mężczyzny.

Marlowe pozostaje zatem w lochu, a przyjaciele Adelaite biorą się za poszukiwanie sposobu na zdjęcie klątwy. Od maga dowiadują się, że będą potrzebowali przynajmniej kilku składników. Ostatni z nich jest jednak dla zwykłych ludzi niedostępny, bo wymaga udania się do wioski czarodziejów. Marlowe oferuje swoją pomoc w zamian za spełnienie żądań – chce bowiem walczyć o sprawę wszystkich pobratymców, ale lord dowódca odmawia, nawet gdy w grę wchodzi życie jego własnej córki. W efekcie Adelaite również przenosi się do lochów, aby nie przyciągać niczyjej uwagi. Jej stan jest coraz poważniejszy, a kierowanie oddziałem spada na barki Fela. Oficjalnie bowiem Adelaite niby udała się na jakąś odległą misję. To dlatego nie wypełnia swoich obowiązków i usunęła się z widoku. Mimo to kobieta nie traci nadziei i pogody ducha.

Zaczyna również z Marlowem rozmawiać, bo po poznaniu prawdy łatwiej jej sympatyzować z jego punktem widzenia. Co kładzie podwaliny pod ich późniejszą, dziwną przyjaźń. Stąd para początkowo tylko dyskutuje, wymieniając się opiniami. Po części z nudów – bo pod ziemią nie było zbyt wiele rzeczy do roboty. Kiedy jednak nadchodzi dzień wielkiej, rycerskiej parady, Adelaite proponuje Marlowowi, aby wymknęli się tajemnym przejściem przez Akademię Rycerską, aby popatrzeć na zabawę. Mag początkowo bardzo niechętnie podchodzi do tego planu, ale potem daje się porwać przygodzie. Zresztą, to nie pierwszy raz, gdy jest widzem w trakcie parady, ale gdy oglądał ją w przeszłości, był jeszcze małym dzieckiem i niewiele z tego doświadczenia zapamiętał. Adelaite pomaga mu zatem odświeżyć wspomnienia, a po wspólnie spędzonym dniu, wracają grzecznie do celi. (W sumie to bardziej za namową maga – to on tutaj robi za głos rozsądku, bo Adelaite zachowuje się, jakby dostała jakiegoś umysłowego porażenia). Stąd chyba zbytecznym z mojej strony będzie wspominanie, jak nieodpowiedzialnie zachowuje się w tej sytuacji bohaterka? Jasne, trochę jej żal więźnia, który nałożył na nią zabijającą klątwę, ale to jeszcze nie powód, aby wyskoczyć z wrogiem na schadzkę. Mniejsza o to, że przy okazji łamie wszystkie przepisy bezpieczeństwa, których pewnie oczekiwano by po kapitanie, a na dodatek jawnie sprzeciwia się rozkazom ojca… W końcu Marlowe jest taki sympatyczny! Jak można mu nie zaufać?

Potem robi się już tylko gorzej, bo scenarzystom przestało się chcieć udawać, że zależy im na fabule. Adelaite traci siły, coraz częściej omdlewa, nie może już nawet jeść. Fel, oczywiście, prawie usycha ze zmartwienia, ale dziewczyna zachowuje się jak gdyby nigdy nic. Ba! Dochodzi do wniosku, że skoro nie może spożywać swoich posiłków, to równie dobrze może je oddawać Marlowowi, bo w końcu z czarodzieja taka chudzinka… Nic dziwnego, że facet się wtedy trochę zirytował. Coś tam pokrzyczał, pogroził i przyszpilił ją do ziemi, wytykając jak irracjonalnie postępuje. W końcu są wrogami, a ona cały czas jest dla niego taka wyrozumiała i miła. (Najwidoczniej nie wiedział, że MC z visual novel mają serce ze szczerego złota i potrafią nawracać siłą miłości). Po tej scenie nastały między nimi „ciche dni”, aż wreszcie mężczyzna się przełamuje, przeprasza za swoje zachowanie i prosi Adelaite, by pomogła mu odejść, a przyniesie jej lecznice kwiaty.

Oczywiście, dziewczyna jest zachwycona. A my stajemy przed jednym z dwóch wyborów w całej grze. Możemy mu na to pozwolić albo postawić warunek, że jasne, może iść – ale MC musi mu towarzyszyć. W takim wypadku spotkamy się z zakończeniem, w którym parka pozostaje przyjaciółmi. Marlowe zdąży bowiem zaaplikować Adelaite antidotum na czas, ale zaraz po tym wszystkim odejdzie i nie wiemy, czy bohaterowie się jeszcze kiedykolwiek spotkają. Przy okazji chłopak wyrazi rozczarowanie, że został zmuszony ujawnić, gdzie znajduje się wioska magów i będzie obawiał się o przyszłość swoich pobratymców. Jeśli jednak zaufam mu w 100%, to jesteśmy na dobrej drodze do zakończenia, w którym bohaterowie zostają kochankami. Marlowe zdradza wtedy MC z rumieńcem, że istnieje sposób na spowolnienie zaklęcia, tzn. wystarczy, że ofiara ma kontakt z płynami osoby, która ją przeklęła. A skoro tak, to bohaterowie „idą w ślinę”, aby kupić Adelaite nieco czasu, nim Marlowe powróci ze swojej misji zbierania składników.

A kiedy faktycznie udaje mu się wykonać zadanie, następuje scena, która stanowi kwintesencje całej gry. Adelaite i Marlowe, jeszcze w lochach, postanawiają przypieczętować swoją nową relację i celebrować zdjęcie klątwy przez przespanie się ze sobą. (A w zasadzie to kobieta bardziej naciska, bo po wcześniejszych pocałunkach, nie mogła się doczekać kontynuacji).

I to wydarzenie nie byłoby pewnie aż tak tragiczne, gdyby nie beznadziejne, maszynowe tłumaczenie na angielski, przez co opisy straciły jakikolwiek sens. Naprawdę nie wiem, jakim cudem „Les Fleursword” w takim stanie trafiło do sprzedaży. Steam powinien ten tytuł z miejsca zbanować, by nie wprowadzać w błąd odbiorców. Dostaliśmy bowiem jakiś półprodukt.

Tymczasem całość zwieńczają jeszcze trzy CG, które dobitnie pokazują nam, co tam się między kochankami działo. Nie będę ich jednak prezentować wszystkich na blogu, bo wychodzę z założenia, że każdy ma inną wrażliwość – i kto ciekawy, ten sam się ich doszuka. Ze swojej strony dodam jeszcze, że ilustracje są w miarę w porządku. W sensie: nie ma na nich nic, co uwłaczałoby czyjejkolwiek godności, a anatomia czy kompozycja też nie kuleje. Fabularnie też jest kulturalnie, bo każdy się każdego grzecznie pyta o granice.

Po tym wydarzeniu staje się przy tym jasne, że mag i pani kapitan zamierzają zostać już ze sobą na zawsze. Marlowe za pomoc w uratowaniu Adelaite dostaje ułaskawienie od lorda dowódcy. Zamieszkuje też z dziewczyną w mieście, by zacząć się parać rolą okolicznego medyka. W jaki sposób problem czarodziejów został finalnie rozwiązany i czemu Atoris, po tylu latach kłamstw, nagle się na to wszystko zgodził? …nie wiadomo! Albo też scenarzystom nie chciało się już nad takimi kwestiami głowić, bo najważniejsze przecież pokazali (w wersji z cenzurą lub bez). Mogli więc walnąć ten zdawkowy epilog i szybko zakończyć opowieść pokracznym „the end”.

I to już w zasadzie tyle. Niewiele więcej mogę dodać na temat tego wątku. Ukończenie całości, wraz z oboma endingami, zajęło mi mniej niż 2 godziny. Dlatego trudno, aby poddawać tak krótką opowiastkę jakiejś głębszej analizie. Zwłaszcza że przy tak koszmarnym tłumaczeniu mogę jedynie zgadywać, jak faktycznie miały wyglądać opisy czy rozmowy bohaterów. Sam pomysł przeciwstawnych stronnictw i romansu między wrogami nie był zły. Co innego realizacja, bo zauroczenie parki sobą  i powód, dlaczego się polubili nie miały sensu. A skoro nie mogę polecić gry, to ciężko coś pozytywnego powiedzieć na temat Marlowe’a…

Mag / Czarodziej, Mayadere, Rywal / Wrogość, When Sword Sinks Into Flowers / Les Fleursword

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Cześć, jestem Hina! Prowadzę bloga od 2019 r. Jeśli podoba Ci się, co piszę, zostaw komentarz i wpadnij ponownie. Dziękuję za odwiedziny!

Moje ID

Chcesz pograć wspólnie albo pogadać? Znajdziesz mnie na:

Steam

Discord

Love&DeepSpace: 83000453341

KAWKĘ DAJ BLOGGEROWI...

Postaw kawę

Chociaż pisanie o grach sprawia mi dużo przyjemności, to jednak czasami koliduje z codziennymi obowiązkami.

Jeśli podoba Ci się, co tworzę i chcesz okazać mi wsparcie, baaardzo dziękuję za postawienie kawy. Porządna dawka ciepłego naparu rozgrzeje mi serducho i pomoże mi utrzymać bloga jak najdłużej.

Ta strona nie jest sponsorowana przez żadną firmę ani nie jest finansowana z żadnego innego źródła poza moimi własnymi środkami.

Spoiler alert!

Na blogu znajdują się dwa typy recenzji: gier (pozbawione spoilerów) i ścieżek/postaci (ze streszczeniami i spoilerami).

© 2026 Otome 4ever | Powered by Superbs Personal Blog theme