Ostatnio się żaliłam, że ktoś tam chyba zatęsknił za Code: Realize i postanowił do Genso Manège wprowadzić swojego Lupina… No to przy drugiej ścieżce dalej trzymano się tego planu, ale tym razem padło na Van Helsinga. Jakby bowiem tak się lepiej przyjrzeć, to zbieżności w kreacji postaci jest od cholery. Pozwolę sobie jednak, jak zawsze, wymieszać moje narzek… znaczy, recenzję z krótkim streszczeniem.
Nasza MC, o imieniu Emma, dołącza do ekipy cyrkowców, akrobatów i innych dziwaków na wyraźną prośbę dyrektora La Foire du Rêve, czyli Hugo. Facet ma do niej ogromną prośbę, by użyła swojej mocy wiedźmy i zdjęła z nich klątwę, która uniemożliwia im opuszczenie parku. Dosłownie, byli przykuci magicznymi łańcuchami. A nasza MC, dziewuszka o złotym sercu, się na to zgadza, bo jak to tak, zignorować potrzebujących i iść do domu? Z jakiegoś jednak tajemniczego powodu, Emma uznaje, że skoro już będzie tak często w La Foire du Rêve, aby praktykować magię, to może przy okazji robić też inne rzeczy, np. sprzątać, witać gości czy przynosić zapasy. Aby nie było, że dostaje wynagrodzenie za nic. Nie wiem, może chciała przy okazji odklepać staż? Istnieje jeszcze taki obowiązek? XD
W każdym razie! Tak sobie dni mijają, ja się starzeję, aż Emma odkrywa, że Serge, czyli księgowy i przyjaciel Hugo, chyba nie za bardzo ją lubi. Dawał jej bowiem polecenia, ale traktował ją chłodno i odpowiadał zawsze zdawkowo na jej próby chit-czatu o pogodzie i podatkach. W czym warto podkreślić, że nasza MC ma lat 17, a Serge wkrótce miał świętować trzecią dziesiątkę. Jest więc chyba powód, dlaczego ten stary byk nie znajdował wspólnych tematów z młódką? Ile ona w życiu PIT-ów zdołała rozliczyć? Jak często wzywał ją na dywanik urząd skarbowy? No raczej był powód, dlaczego księgowemu nie wydawało się, że są idealnym duetem do kółka dyskusyjnego. Mimo to Emma uznała, że sobie faceta urobi. Dosłownie, ona go wręcz prześladowała, bo próbowała za wszelką cenę sprawić, żeby ją polubił. Nieważne, że przecież byli tylko współpracownikami, a w robocie rzadko jest tak, że wszyscy się kochają.
Tym sposobem MC systematycznie łaziła do namiotu administracyjnego, chwaliła Serge’a, że pięknie gra na pianinie, non stop pytała, czy może jakoś mu pomóc i radziła się nawet Arnauda, co zrobić, by księgowy zechciał się z nią zaprzyjaźnić. (Tu akurat dobrze kombinowała. Warto mieć sojusznika w kadrze odpowiedzialnej za wypłaty). Aż wreszcie udało jej się wymusić na nim zadanie, które okazało się niebezpieczne. Emma miała posprzątać stary magazyn, gdy przypadkiem wszedł tam zepsuty, ogromny automat… No i to właśnie Serge popędził dziewczynie na ratunek, przyjął na siebie cios i jeszcze przeprosił nastolatkę, że wysłał ją gdzieś, gdzie mogło ją spotkać ku ku. (Może bał się pozwu o odszkodowanie – oni tam słabo stali z kasą w tym parku XD).
Tak czy inaczej, Emma odkryła wtedy, że księgowy nie tylko jest odważny, przystojny i delikatny, gdy opatrywał jej kolano, ale jeszcze ma metalową protezę zamiast ręki. Na dodatek teraz uszkodzoną, a do jej naprawy nie tylko potrzebowali czasu i części, ale także zdolności Hugo. Dlatego Serge znalazł się w kropce, bo obowiązki czekały, na odpoczynek nie było czasu, a jednorącz i sam niewiele mógł zdziałać. Emma od razu wyczuła więc krew w wodzie, jak rasowy, zdesperowany rekin i zaoferowała, że będzie go odtąd wspierać. Znaczy… nie rekina, ale Serge’a, bo gdzieś mi się tu podmiot zdani zagubił. W końcu to przez nią facet znalazł się w tej sytuacji… albo ona przez niego… obwiniali samych siebie… No, nieważne!
Nie tylko więc zabawiała go rozmową, pomagała przy rachunkowości, ale też przynosiła obiadki (bo lubił pikantne żarcie, a takiego w magicznym Rêve nie mieli) i karmiła z łyżeczki. Dosłownie, ja się czułam, nie jakby obserwowała kiełkujący romans, ale jakby Emma oplątywała przyszłego mężusia mackami. W czym w moim odbiorze nie pomagały żarciki Hugo, że he he, kto by tam nie chciał, by 10-lat młodsza laska mu usługiwała, he he… Bogowie, stary, weź się przymknij, bo policję na ciebie wezwą. Czy to tam wtedy mieli we Francji. W czym Serge faktycznie początkowo nie chciał być traktowany jak bobas, ale potem ustąpił.
Przejdźmy więc teraz do głównego dramatu tej ścieżki, a dokładniej to do przeszłości Serge’a. Ogólnie to był on w przeszłości wojskowym, który miał reputacje kogoś, kto zabija bez mrugnięcia okiem. Porzucił jednak tą ścieżkę kariery, gdy spotkał go wypadek. Uratował dzieciaka przed rozjechaniem przez wóz i w efekcie sam prawie nie poszedł na wycieczkę do pól elizejskich – i nie mam tu na myśli paryskiej alei, ale grecki oryginał. Na szczęście w porę znalazł go Hugo, wymienił mu rękę oraz serce, a Serge’ uważał go odtąd za swojego zbawcę, przyjaciela i ślubował nie opuścić go aż do śmierci… Oni ogólnie mieli lepszą chemię niż Emma z którymkolwiek z nich. Just saying.
Tym sposobem dowiadujemy się, że Serge to w sumie nie może opuścić La Foire du Rêve, bo jego serce podziałałoby tylko kilka godzin bez magii parku… no, ale i tak to zrobi. I to już wkrótce, bo Emma znajdzie się w niebezpieczeństwie. W skrócie to wojsko prowadziło jakieś eksperymenty na wiedźmach i tak sobie wymyślili, że znikanie porywanych przez nich kobiet można by zwalić na La Foire du Rêve. Że niby przyjeżdża cyrk, ludzie giną w tajemniczych okolicznościach, a zbrodnie francuskiej armii są dalej zamiecione pod dywanem. Stąd Hugo & Co., ostrzeżeni o takich planach, m.in. dzięki śledztwu Arnauda, postanawiają się zmyć. Tyle że ex przyjaciel Serge’a, Gilles, z którym razem służył w armii, doniósł już dowództwu, że różowowłosa jest powiązana z La Foire du Rêve i chyba coś tam maguje na boku…
Dlatego Serge rzuca wszystko i wraca do miasteczka, aby ją uratować. Rychło w czas, bo Gilles naprawdę chciał ją aresztować albo nawet postrzelić, jak na profesjonalnego zdrajcę przystało. Załamany księgowy decyduje się więc włamać do niezbyt tajnej kryjówki armii, gdzie przechowywane były dokumenty potwierdzające: kto, jak i dlaczego został uprowadzony… wszystko w jednym miejscu, by nie trzeba było szukać. Wiecie, po co potem robić kłopoty żandarmerii, jak już będzie trzeba winnych pociągnąć do odpowiedzialności? W sumie, to antagoniści lepiej by już zrobili trzymając te dokumenty w moim pokoju, tutaj nic nie idzie znaleźć… W każdym razie Emma nie chce, by jej prawie-mąż szedł sam, on jej odmawia, ona na niego krzyczy, że jest samolubny, wyznają sobie, że są dla siebie ważni i… i tak się rozdzielają XD Serge włazi do siedziby sam, ale zostaje pokonany, pobity i uwięziony, a Emma czekała przed wejściem i spotkał ją niedługo ten sam los. Fajnie więc, że mieli wspólny plan. No miód i malina, ci nasi protagoniści.
I teraz w złym zakończeniu parka jakimś cudem ucieka, zaczynają się ukrywać, ale potem dochodzi do nich informacja, że armia dorwała jakoś Hugo & Co. i gdzieś ich zabrała, aby ponieśli karę… Ej, wait a second! Przecież oni nie mogli opuścić La Foire du Rêve?! Jakim więc cudem ich stamtąd wyprowadzono? XD Ale scenarzyści nie kłopoczą się, aby to wyjaśnić. (Mała poprawka i aktualizacja: kłopoczą, ale dopiero w ścieżce Arnauda, więc przez 90% gry nie miałam pojęcia, jak im się to udało…). Zamiast tego dostajemy Serge’a, który rozpacza, o la boga, co ja najlepszego zrobiłem, odwróciłem się od człowieka, któremu zawdzięczałem życie… Sorry, Emma, ale nie chce już, byś używała na mnie swojej magii i podtrzymywała w ten sposób moje serce. Postanowiłem, że tutaj umrę i cię zostawię. Po samurajsku pójdę za swoim panem. A Emma na to „ok!”. Pozwoliła mu położyć się na swoich kolanach i skonać. Kurtyna. W czym jakby ktoś się zastanawiał, to niezbyt się takim finałem wzruszyłam, bo był durny jak… *chrząknięcie*.
…wracamy do happy endingu! W tej wersji Emma i Serge są dalej uwięzieni, Gilles daje im czas, aby się zastanowili czy będą współpracować, aż księgowy szepcze do ukochanej, by przekazała mu trochę many, w sensie powera do mechanicznej łapy, to ich bez trudu uwolni. Jak zasugerował, tak czyni. Okazuje się, że Serge jednak potrafi walczyć, więc uciekają na moment, łażą po tej kryjówce, biją przypadkowych NPC-ów, aż wreszcie Gilles mówi, że ma tego dość. Wyjawi im swoją mroczną motywację, da wszystkie niezbędne dowody i nie, nie muszą mu pomagać uniknąć sądu. Zamierzał ponieść konsekwencje tego, że wykonywał tak potworne rozkazy, mimo iż zmuszono go do wszystkiego, bo w przeciwnym razie dowództwo groziło śmiercią jego młodszego brata… No to Serge i Emma znowu mówią radosne „ok!”, biorą dowody i odchodzą, bo „ch” ich tam obchodził jakiś Gilles, jego brat i czy będzie czekało go rozstrzelanie czy cokolwiek.
Wygodnie okazuje się przy tym, że Serge ma kontakty w „dobrej części armii”, która po poznaniu strasznej prawdy i dokumentów, oczyszcza imię całego La Foire du Rêve i już jest cudownie, bo nikt ich nie posądza o uprowadzenia. …A czemu by mieli? Na tej samej zasadzie, to mogliby się upierać, że randomowy paryski piekarz wabi dziewoje bagietami i ukrywa ich zwłoki w worach z mąką… Tyle to miało sensu i dowodów. Nieistotne! Emma zdejmuje klątwę, Hugo i reszta znikają, a Serge i jego nastoletnia kochanka otwierają sklep z protezami w Blancbourg. Skąd oni wiedzieli jak je robić, skoro to Hugo był inżynierem i tylko on potrafił tworzyć tak skomplikowane wynalazki? Pojęcia nie mam, no ale z tego sobie odtąd żyją i dyrektor nie pozywa ich za kradzież praw autorskich…
Naprawdę nie wiem, czy mogłam już wyraźniej pokazać, jak nie podobała mi się ta ścieżka. I już nie chodzi nawet o tę nieszczęsną różnicę wiekową (na którą w grach otome mam uczulenie), ale też sam bezsens fabuły, desperacje Emmy oraz niekonsekwencje charakteru Serge’a. Najpierw miał być niby takim cichym, profesjonalnym nerdem, co to niby tylko liczby i praca go obchodzi. Potem jednak wyznał, że miał kontakt z laskami i romans nie jest mu obcy, bo baby zawsze na niego leciały, same inicjowały wszystko i same zrywały, no bo przecież to hańba by była, jakby love interest nie miał jakiegoś tam doświadczenia. Potem niby nie wie, czemu Emma się przy nim rumieni i pyta o to Hugo. Potem sam się rumieni, jak MC robi kontrolę techniczną jego łapy, a nawet złości, bo to dla niego za dużo emocji. Potem okazuje się, że był jakimś super wojskowym-zabijaką, co to nigdy nie sprzeciwiał się rozkazom… ale jednocześnie praktycznie stracił życie, bo ratował jakiegoś dzieciaka (chociaż jak prześladowali rodziny oskarżone o czary, na rozkaz dowódców, to mu nie robiło, czy to dorośli, czy dzieci). Aż wreszcie… stał się napalonym, zapatrzonym w różowowłosą super bishem, w eleganckiej marynarce w gwiazdki, która już w ogóle nie wiem, z jakich niby czasów miała pochodzić… Ehhh…
Rozumiem, że chcieli w tę ścieżkę władować sporo akcji, walki i strzelanin, ale coś takiego nie łatwo napisać i wiele gier otome się na podobnych scenkach wykłada. Nie pomogło też to, że Emma w zasadzie zmusiła Serge’a, że ma być jej facetem i kropka. Trudno więc mówić o jakimkolwiek sensownym i realistycznym rozwoju ich relacji. Zresztą ten motyw ze zdesperowaną Emmą, która ugania się za love interest, będzie się powtarzał. I tak jak nie polubiłam Van Helsinga za to, że dokładnie taki sam los spotkał Cardię, tak i tutaj, z wytęsknieniem, czekałam już końca. I tylko biedny Arnaud znowu został we wszystko wplątany, bo to do niego należało upublicznienie dowodów i nagłośnienie sytuacji o dziwacznych eksperymentach w armii. Btw. wydaje mi się, że to niby są okolice pierwszej wojny światowej. Oni poważnie chcieli na front wysłać torturowane czarodziejki? Mają ci scenarzyści fantazje, nie powiem…
Aktualizacja po przejściu wszystkich ścieżek: I co ja mam, kochani, zrobić? No dam mu już te trzecie miejsce w rankingu, bo dalej jest po prostu gorzej… Sami więc widzicie, że scenarzyści nie ułatwiają mi życia. XD
